Mag uśmiechnął się paskudnie pod kapturem, co też Egbert bardzo wyraźnie zauważył. Następną rzeczą, jaką zrobił, było wyciągnięcie przed siebie dłoni i posłanie w mężczyznę, który go zaatakował mortokinetycznej fali energii, która z siłą lwa cisnęła nim w ścianę, tuż obok okna, przez które wszedł. Egbert poczuł solidnie uderzenie, w głowie mu nawet trochę pociemniało, ale nie wydawało się, aby odniósł jakieś rany.
– Zabić wszystkich, łącznie z jeńcami... a z resztą. Sam to zrobię – przemówił suchym głosem. Postanowił zebrać energię magiczną. Rzucił kostur jednemu z siepaczy, po czym jego dłonie zaczęły lśnić czarno-fioletową poświatą. Zaczął je wznosić do góry, chcąc zastosować potężne zaklęcie zwane eksplozją zła. Marduk zauważył to, puścił jedną z rąk z miecza i sam wykorzystał zebraną moc magiczną. Dłoń paladyna też lśniła podobną poświatą.
– Araxu! – zainkantował. Czar zniwelował energię maga, odbierając mu możliwość rzucenia czaru. – Aresh!– dodał. Drugi czar odebrał magowi zdolność mówienia, a więc też inkantowania wszelkich zaklęć. Wściekły porwal mortokinezą kostur od siepacza i zniknął, zostawiając tylko obłoczek czarnego dymu.
Znalazł się tuż obok Meritha. Nieco zaskoczony odszedł na kilka kroków i zaczął uciekać, chcąc jak najszybciej zebrać energię.
Tymczasem siepacze ustawieni koło jeńców zamachnęli się, chcąc wykonać rozkaz, ciało Marduka zdematerializowało się ponownie i znalazło w ułamku sekundy za jednym z siepaczy, który miał zaraz pozbawić życia związanego sołtysa. Marduk wystąpił paradą i zablokował klingę swoją. Miecze skrzyżowały się, lecz został drugi. Paladyn pchnął go telekinezą na ścianę, dosć blisko Egberta. Mściciel jednak nie miał zamiaru cackać i bawić się. Dobył sztyletu, uderzył głową w hełmie siepacza z którym krzyżował broń i poderżnął mu gardło.
Z kolei, na Evening rzucili się siepacze ze schodów. Było ich dwóch. Na Dragosaniego kolejnych dwóch, czatujących przy drzwiach.
5x tajemniczy zbir
1x dowódca zbirów(koło Meritha)