Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Armin:
Mało ludzi wraca raczej nie z powodu uzyskanej góry pieniędzy. - pomyślała maurenka. Kobieta zaczynała się niecierpliwić, wolała już być w kopalni i rozpocząć jakiekolwiek działanie, a na razie jest skazana na siedzenie w wozie z nieświadomymi osobami i swoimi towarzyszami. Zaczęła się zastanawiać, z kim przyjdzie jej stoczyć walkę. Bo na pewno tak się stanie. Tego była pewna, na sto procent.
Nawaar:
Gdyby Armin umiała czytać w myślach to wiedziałaby, że Nawaar myśli podobnie, ale on był pewien, że część pracowników ginie zaś, druga haruje od świtu do zmierzchu za to, by byle przeżyć. Ciemnoskóry za to zaczynał coraz bardziej szanować Samira, który okazał się dość rozluźniona osobą pośród trójki maurenów. Skubany rozmawiał sobie w najlepsze. Nawaar chciał również przełamać ciszę i dołączyć, ale wolał grać milczka to mu i innym wyjdzie na lepsze. W ten sposób będzie trzymał nerwy na wodzy i nie da się ponieść emocją. Zwłaszcza kiedy miasto mięli już za sobą w tyle, a jednocześnie przywitał ich las oraz głucha cisza wypełniająca otoczenie, pozostała tylko rozmowa dwóch osób oraz skrzypienie wozu i dźwięk końskich kopyt.
Egbert:
Egbert nie musiał wstawać po przybyciu posłańca, bo już od dłuższego czasu przechadzał się zniecierpliwiony w tę i z powrotem. Gdy więc Marduk zarządził wymarsz, Bękart tylko poprawił pas z mieczem i ruszył wraz ze swoją kompanią do stajni. Niedługo powinna zacząć się akcja. Najemnik nie czuł się zbyt pewnie idąc bogowie wiedzą na kogo, ale też nie odczuwał strachu. Egbert nie bał się bowiem żadnej walki. Do każdej podchodził niczym stolarz zabierający się za nowy kawałek drewna, albo rybak wyruszający na swój tysięczny połów. To była jego praca i w ten sposób o tym myślał. A że za każdym razem mógł zginąć? Co z tego? Budowniczy pracujący na wysokościach też mogą. Podobnie jak górnicy i poborcy podatków.
Marduk Draven:
Wkrótce też wóz i obstawa straciły z widoku miasto. Zakryte przez gęste korony drzew. W lesie zrobiło się jakoś tak bardziej złowrogo, chłodno. Spadł deszcz. Uroki dżungli. Wóz, jak i jeźdźcy przyspieszyli.
Kompania była w tyle, za wozem, daleko, lecz na tyle blisko, by nie tracić wozu z oczu.
Melkior Tacticus:
Poborcy podatkowi... Melkior dobrze znał ryzyko zawodowe z tym związane. Raz nawet pojechał zbierać czynsze osobiście, był szczuty psami, próbowano go przegnać widłami itd. Od tamtej pory już tego nie robi. Gdy zaczął padać deszcz narzucił kaptur na głowę, nie wiele to pomagało niestety. Z tego co kojarzył kopalni strzegły dwie wieżyczki wartownicze, powinni uważać. Szczególnie teraz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej