Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Nazwa wyprawy: Na rozprostowanie kości
Prowadzący: Marduk Draven
Wymagania: dowolna specjalizacja w walce, aktywność
Uczestnicy: Marduk Draven, Evening Antarii, Nawaar, Egbert, Kazmir, Melkior, Ashog, Mirzak, Dragosani, Torstein, Patty, Samir, Emerick, Armin
Przez długi czas na wyspie Valfden panowała stagnacja. Zło jakby zasnęło, przestając dręczyć wyspę oraz jej mieszkańców. Z kolei wraz ze złem, w hibernację zapadło i dobro. ÂŻycie szło powoli, a wręcz i nudno. Nawet bandyci jakoś mniej napadali karawany kupieckie. Kreshary nie pożerały tak często zbłąkanych dusz, a wywerny gdzieś schowały swe gadzie łby.
Był to kolejny dzień w życiu marszałka koronnego. Kolejna ta sama pobudka. Kolejna pielęgnacja dawno nie używanej broni. I jak każdy przed tym, ten dzień także zapowiadał się nudnym i mętnym. Ale to ten miał jednak wszystko odmienić. Stało się tak za sprawą jednego z codziennych raportów, który okazał się być czymś zupełnie przeciwnym.
Jeszcze w tym samym dniu, po zajazdach i ulicach zaczęto przybijać oznajmienia, o tym, że marszałek koronny poszukuje grupy śmiałków do niebezpiecznej, acz bardzo opłacalnej misji. Mile widziany był każdy, kto potrafił władać bronią, czy magią oraz miał wierzchowca. Miejscem spotkania obwieszczono dom marszałka w dzielnicy obywatelskiej. Dravenowi pozostało czekać.
//Jeśli ktoś się nie zgłosił, a będzie chętny, niech po prostu napisze mi pw.
[member=25802]TheMo[/member]
[member=16647]Nawaar[/member]
[member=25911]Evening Antarii[/member]
Nawaar:
Mauren zasiedział się w swojej chacie na dobre, tak to niemal cały czas pracował fizycznie albo chadzał na areny. Jego samego opanowała stagnacja jak niemal całe jego otoczenie. Wiadomo jednak to, że człek musi jeść dlatego często odwiedzał targ czasem mimowolnie, spoglądał na tablice ogłoszeń czy dzieje się cokolwiek na terenie królestwa, tak było tym razem, gdzie marszałek koronny poszukiwał chętnych do niebezpiecznej misji, co stokroć warta niż każda walka na arenie. Nawaar po zakupach powrócił do swej siedziby, gdzie rozpoczął sprawdzanie całego ekwipunku, który zdążył już zakurzyć się swego czasu, niektóre ostrza wymagały ostrzałki, ale w końcu po niespełna godzinie, mógł wyruszyć do szlachetnie urodzonego marszałka koronnego na swym "zaganiaczu". Przemierzanie spokojnego miasta na koniu było ostatnio widokiem niecodziennym, spojrzenia mieszkańców nie miały końca, czyżby na nowo zaczynały się wielkie wyprawy? Pytali się między sobą prości ludzie. Ciemnoskóry mijał kolejne zabudowania i ulice, by dotrzeć do tego konkretnego domostwa, gdzie natychmiast zszedł z konia, którego przywiązał do płotu zaś sam zapukał do drzwi.
Marduk Draven:
Zdziwieni prości ludzie ustępowali z drogi rumakowi maurena. Kilkoro łysawych typów rzucało rasistowskimi tekstami z dystansu. ÂŚmierdziało też kapustą i gównem. Ot, typowe Valfen, typowy Efehidon. Nawaar też w końcu dotarł. Długo nie czekał pod drzwiami. Otworzyła mu śliczna, kruczowłosa elfka.
- Dom marszałka koronnego, w czym mogę pomóc? – spytała dźwięcznym, niemalże melodyjnym głosem.
Nawaar:
Po chwili otworzyła mu drzwi elfia kobieta. - Dzień dobry. Skłonił się kobiecie. - Szlachetnie urodzony marszałek poszukuje obywateli chcący wziąć udział w jakimś zdarzeniu. Jestem jednym z chętnych, proszę o zaprowadzenie mnie do zleceniodawcy. Skłonił się jeszcze raz.
Melkior Tacticus:
Melkior po niezbyt udanej ekspedycji Kazmira postanowił odpuścić sobie wyprawy i zaszył się w domu Odwieszając broń i zbroje na kołek. Robił swoje jako podskarbi. Jadł, głównie to robił po pracy. Przytył i zarósł. Zebrał się i poszedł ten kawałek dalej do domu Marduka. Zastał tam akiegoś maurena.
- Dobry, ja też do jego marszałkowatości. Powiedział zarośnięty elf.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej