Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
I tak też maurenom minęło kilka chwil na dojściu do stajni. Mieli jeszcze trochę czasu, aby rozeznać się w sytuacji, wszak wóz, obsadzony zbrojnymi w kapturach był właśnie w budynku stajni. Całkiem blisko koni i wozów drużyny.
Marduk przysiadł się koło Patty. Kobieta wyglądała na znudzoną, jakby wyczekiwała akcji i walki. Wrażenie potęgowała niedawna rozmowa o zabijaniu i preferencjach w zadawaniu śmierci.
– Jak tam nastroje? – zagaił anielicę.
Patty:
- Neutralne - odparła zgodnie z prawdą anielica - Siedzę sobie, popijam miodu, czekam. Nie ma tutaj za wiele do roboty.
Marduk Draven:
- To prawda - odrzekł. Sam już ani nie pił, ani nie palił. Skończył się czas zabaw i przyjemności. W ciało marszałka wstąpił odwet. Stawał się gniewem Zartata, dotykiem bożym, jego mieczem, pochodnią, oraz egzekutorem. Wystrzegajcie się niegodziwcy tego świata światła Zartata.
- W końcu zobaczę Cię w boju. Drago, czy Eve widziałem nie raz, Ciebie jeszcze nie miałem przyjemności.
Armin:
- Niezłą mają obstawę. - szepnęła maurenka, w sumie sama nie wiedziała do kogo. Chyba do siebie.
Na przeszukiwanie wozu nie było szansy, za dużo oczu wokół, łatwo można by się było zdradzić. Miło by było obmyślić jakąś taktykę, plan, ale z drugiej strony spontaniczność ma również swoje zalety.
Nawaar:
Nawaar zaczął powoli, okazywać entuzjazm jak pozostali członkowie grupy zwiadowczej. Skoro oni się nie martwili, a byli tylko przezorni to czemu u niego miało być inaczej? Jednak każdy ma inny charakter, a poza tym pierwszy się zgłosił, że pójdzie na zwiad. Zatem spiął poślady, ruszając za swoimi w okolice stajni, gdzie czekał na nich wóz z niemałą obstawą, że w ogóle straż się nimi nie zainteresowała, a ścigała bogu ducha winnego Nawaara! Skandal nic więcej. - To ruszamy. Powiedział normalnie, nie szepcząc, bo nie było takiej potrzeby a planu i tak się nie ustali, gdyż wątpliwym było, iż w ogóle wypali.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej