Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Patty:
- Jeśli tak bardzo cię to interesuje to tak, myślę że będziesz miał okazję - zaśmiała się anielica - Nie sądzę by było na co patrzeć, ot stal miga a potem głowy fruwają i krew się leje.
Samir:
- Ano ruszamy - odpowiedział Samir i poprawił zapięcia karwaszy, upewniając się przy okazji czy mechanizm ukrytych ostrzy działa płynnie i jest dobrze ukryty. Wyglądało jednak że wszystko jest w porządku, bronie przeżyły starcie z martwcem - Kiedy to całe towarzystwo się zleci? Chciałbym już kopać złoto.
Marduk Draven:
Wkrótce do grupy maurenów dołączyły typy z karczmy. Prowadzili przy tym kilka osób. Krasnoludów, w tym tego, który klepnął Armin. Był tez znajomy Nawarowi pijaczek. Oprócz tego, tak z cztery osoby. Razem wychodziło więc ich siedem. Załadowali się na wóz, oraz konie. Łącznie jechał pełen wóz "robotników", oraz obstawa dziewięciu wojowników oraz maga. Obstawa wraz z wozem, na którym byli już maureni ruszyli ku bramie północnej.
Nie wiedzieli, że byli obserwowani...
– Na pewno musi to wyglądać zdumiewająco! – odpowiedział Marduk z serdecznym uśmiechem. Zaśmiał się lekko.– Burza czarnych piór i stali, która miota piorunami Zartata. Biada temu, kto stanie na drodze, kto jest niegodziwy, bo sięgnie go stalowe, ogniste ramię Patty! – mówił podniośle, choć czuć było nutkę żartu, Delikatnie poklepał anielicę po ramieniu.
Nagle przyszedł ktoś do karczmy. Przybył prosto do Marduka i wyszeptał mu coś, po czym odszedł. Święty mściciel powstał.
– Ruszamy. Powinni być już przy bramie. Do stajni – powiedział głośno, pewien, że także i Dragosani usłyszy. Skierował się do wyjść.
Zaidaan:
Trochę posmutniał z zakazu picia alkoholu, no bo co też jeden kieliszek może zaszkodzić wyprawie? Emerick jednak szybko został przekonany kakałkiem, który wcale nie był taki zły. Siorbał sobie powoli kakałko czekając aż w końcu nadejdzie godzina z którą będą mogli ruszać i coś w końcu zdziałać. Czas tak się dłużył,a kakałko skończyło, że aż robiło się sennie. Założył nogi na stół i zapadł niepostrzeżenie w drzemkę. Aż w końcu ktoś wparadował do środka, a Marduk rozkazał wymarszu. Bękart o niemal nie spadł z krzesła. Natychmiast zerwał się i podniósł zanim się wywróci na swój głupi ryj. Wziął swój hełm i ruszył za Mardukiem do stajni przygotować konia.
Nawaar:
Pytanie Samira się wyjaśniło samo. Przybyło kilku chętnych z obstawą maga oraz kilku zbrojnych. Nawaar nadal nie wiedział co będzie się działo, ale zrobił co mu kazano. Wsiadł obok swoich, żeby mieć ich na oku. Pijaczek, który się z niego nabijał nagle zmiękł, nie śmiał się nawet, uśmieszku nie zrobił. Orkowie, których poznał noc wcześniej nie przyszli, widocznie nie chcieli podzielić losu swego kolegi. Wóz ruszył ku północnej bramie. Misja rozpoczęta! Powiedział sobie w głowie, nabierając powagi i porzucając rozterki z boku. Teraz był wóz albo przewóz, bo od nich nie wiele na razie zależało, tylko od Marduka i jego ekipy, oby nie zawiedli wszystkich, wliczając to całe królestwo! Czas pokaże co zgotował los dla trójki maurenów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej