Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Armin:
Maurenka poszła za Nawaarem i usiadła obok niego na wolnym krześle. Szczerze powiedziawszy, nie wiedziała dokładnie czego ma się spodziewać po tej misji. W głowie wirowały i przelatywały jej przeróżne scenariusze ich wyprawy, co może pójść nie tak jak powinno. W sumie, to nawet wiele rzeczy. Poza tym, grupa trzech maurenów miała zrobić zwiad w kopalni, do którego zależy powodzenie wyprawy ważnej dla ich kraju. Po prostu super.
- Macie może papierosa? - spytała swoich współtowarzyszy rozpinając płaszcz.
Nawaar:
- Ja niestety nie może Samir. Odpowiedział na pytanie dotyczące papierosa. - Teraz musimy poczekać aż się zjawią jak mówiłem są ubrani w ciemne płaszcze a jeden z nich może mieć kostur, także na pewno zgadniemy, którzy to są. Wyjaśnił jeszcze, żeby nie trzeba było znowu powtarzać, ale cóż teraz będzie potrzebna cierpliwość inaczej się nie da. Później zaś będzie potrzebne opanowanie, żeby niczego nie zepsuć i nie dać się odkryć od tego zależy życie całej trójki jak i królestwa. Odpowiedzialna fucha się trafiła, nie ma co! A miało być tak spokojnie i bez wychylania się, oj pomylił się Nawaar i to srogo.
Samir:
- Nie palę, niestety dla Armin - odpowiedział Samir, dosiadając się - Nigdy nie polubiłem. Chyba ten posmak, taki kapeć w mordzie. Wiecie o co chodzi - machnął ręką mauren - Jak do nich zagadamy? Po prostu rzucimy, że szukamy roboty?
Nawaar:
- Podejrzewam, że sami rzucą hasło, że poszukują chętnych do pracy w kopalni złota, bo tak ich mamią tutaj. Poczekamy, podejdziemy, zgodzimy się albo oni sami do nas podejdą w końcu nie wyglądamy an bogatych. Miał nadzieję, że to wyjaśni wątpliwości, ale sam nie był pewien czy to się sprawdzi, także muszą poczekać na przybycie zakapturzonych jegomości.
Armin:
- Szykuje się zabawa. - skomentowała wypowiedź Nawaara. Następnie spojrzała na Samira mając nadzieję, że to on ma przy sobie papierosy, jednak nie otrzymała odpowiedzi, jaką oczekiwała. - No trudno, obejdzie się bez. - westchnęła. - Nie martwcie się, jak zginiemy to przynajmniej zawsze można nas wskrzesić. - powiedziała z delikatnym uśmiechem, chociaż do śmiechu jej wcale nie było. Może gdyby umiała posługiwać się magią nie miałaby tyle obaw, chociaż walka na krótkim dystansie również jest przydatna. Co więcej, dobijała ją świadomość, że ma ze sobą kuszy oraz katany. Zostały jej sztylety, noże i ukryte ostrze. Przynajmniej tyle. Miała jednak nadzieję, że się one nie przydadzą. Z drugiej strony, bez walki będzie nudno...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej