Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
No i trójka maurenów, wiedziona przez osobnika ubranego w w skóry szybko dotarła do karczmy, gdyż Nawaar rzecz jasna pamiętał drogę, a i też jego maureńskie zmysły orientacji w terenie dawały swoje. Z karczmy dalej waliło na kilometr tanim alkoholem i tytoniem. Po wejściu do środka, drużyna zastała gospodę jeszcze nie do końca zapełnioną, ba, prawdę mówiąc było tam sporo wolnych stolików. Nie było też podejrzanych osobników w kapturach. Na samym wejściu ktoś powitał drużynę. Nawaar kojarzył tę osobę.
– Ej! Murzyn wrócił! Z kumplami! – zawołała ta sama pijaczyna co poprzednio. Oczy Nawaara dojrzały też znajomych orków, którzy znów grali w kości. Podczas gdy z Nawaara żartowano, na Samira patrzono bardziej pogardliwie i podejrzanie. Do Armis zaś robiono maślane oczy, gwizdano na jej myśl, ba, jeden mężczyzna, krasnolud gwoli ścisłości wymierzył jej klapsa w pupę i zarechotał..
Melkior Tacticus:
Wszystko było w rękach maurenów, jeśli tam w kopalni coś się zjebie - a zjebie - to na ekipe szturmową będą czekać nieprzyjemne rzeczy. Melkior rozstawił ludzi po kątach w okolicy "karczmy", tak taktycznie. Na ile się dało. Takich akcji nie lubił. Czekał więc jak reszta.
Dragosani:
Wampir zaś udał się do jednego z pokoi. Nie tego najlepszego i najdroższego. Ot, jednego ze zwykłych pokoi. Zasłonił okna, aby pogrążyć wnętrze w głębokiej ciemności i oddał się odpoczynkowi. Powinien być wypoczęty na ich akcję. Nie spał jednak, bardzo rzadko sypiał. Siedział w fotelu pogrążony w głębokich rozmyślaniach, niemalże w transie.
Armin:
Jej oczom ukazało się wnętrze karczmy. Nic nadzwyczajnego, zapach alkoholu unosił się w powietrzu, podobnie jak i tytoniu. Gdzieniegdzie stały pozajmowane stoliki, lecz nie była ona przepełniona ani wprawdzie do końca zapełniona. Żadnych podejrzanych typów. Maurenka pomyślała, że ich zadanie może okazać się zbyt spokojne, ale kiedy usłyszała krzyki w ich stronę, a następnie poczuła dosyć mocne uderzenie wymierzone w jej pośladek, zdała sobie sprawę, że musi się wpierw opanować, by nie wszczynać niepotrzebnych bójek.
- Za jakie grzechy... - mruknęła do siebie, po czym spojrzała w stronę Nawaara. Najwyraźniej znał siedzących w karczmie orków, więc niech on zacznie rozmowę.
Nawaar:
Cała trójka dotarła bez problemu do karczmy. Ciemnoskóry znał drogę poza tym zapach tytoniu i taniego alkoholu był taki sam jak wtedy, kiedy przyszedł tutaj pierwszy raz. Nawaar wszedł pierwszy reszta za nim. Oczywiście zgadał do niego ten sam pijaczyna co ostatnio, nabijając się z niego, że jest czarny. Mauren zignorował typa, bo po co dawać się w dysputy, ale miał czas, żeby rozejrzeć się po karczmie. Dużo wolnego miejsca było i w tym czasie Armin dostała klapsa w tyłek, niemożliwe było to, iż nie oddała w pysk brodaczowi tutaj straż zapewne rzadko zagląda. W każdym razie byli ci sami orkowie, od których otrzymał informacje. Nawaar wiedział, że z nimi nie ma co gadać na razie chyba, że dowiedzą się czegoś, o ich kumplu. - Chodźcie usiądziemy i poczekamy, aż przyjdą. Ciemnoskóry zasiadł za jednym przy pustym stoliku, czekając na resztę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej