Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Samir:
Nie chcąc się wtrącać w coraz dziwniejszą rozmowę paladyna z anielicą Samir wstał bezszelestnie, przewiązał arafatkę i cicho, nie przyciągając uwagi, wyszedł na zewnątrz. Tam odetchnął nie do końca przyjemnym powietrzem, dżungla nie przyprawiała maurena o euforię, za dużo wilgoci i nieprzyjemnych stworów. Wampiry czy inne spijacze pałętały się niemalże pod nogami, a rośliny zdawały się pożerać wszystko w zasięgu wzroka. Nie dla Samira to. Nie mając nic lepszego do roboty ruszył spacerowym tempem do znajomego mu już myśliwego, licząc że ten uszykował już łeb maszkary.
Marduk Draven:
Emerickowi też udało się też pokonać napastniczkę. Jej odcięty łeb "zdobił" wykrzywiony wyrarz zębatej gęby. Wojownik wyszedł z walki prawie cały. Jedynie policzek miał czerwony jak po powrocie do żony, gdyby rzecz jasna ją miał.
Samir szybko dotarł też do myśliwego.
Marduk wysłuchał Patty. Z jej słów ufurmowało się w jego głowie jedno pytanie. Zaraz potem następne. Oba dość intymne. Ale paliło go, aby je zadać.
- Co było pierwszą zabitą przez Ciebie istotą? Jakie to było uczucie? - zapytał. Po chwili do głowy przyszło mu jeszcze jedno. - Jak się czujesz, gdy odbierasz życie? - dodał. Potem dostrzegł, że zalał anielicę masą pytań. Speszył się lekko. - Oj, wybacz. To dość dużo pytań.
Zaidaan:
Emerick tak był pochłonięty walką, że nawet nie zauważył jak zamierzał mu pomóc Egbert i jego poświęcenie, że wylał swój napój na potwora. Zatrzymał się i popatrzył na trupa masując się po policzku.
- Cholera wie czy to jeszcze żyje.
Melkior Tacticus:
- Nie żyje. Odrzekł idący za Egbertem komandor. - Spałeś na zajęciach z taktyki przeciw wampirowej? Elf kopnął łeb o ścianę zaułka niczym piłkę. - Zartykan kurwa mać, tutejsza straż i rycerze chyba za dużo czasu spędzają z ministrantami zamiast pracować. Ile tego tu jeszcze jest? A no tak, Hemis to i gówno spływa z północy. Nie sądzicie że trzeba coś z tym zrobić?
Patty:
- Elf. Pierwszego zabiłam elfa - anielica uśmiechnęła się krzywo do wspomnień - Cięłam go przez gardło mieczem, dość krzywo i pokracznie jeszcze. Zachlapał mnie całą, wszystko było takie... niechlujne. Ale i miałam wtedy może czternaście, piętnaście lat? Nie pamiętam dokładnie. Sęk w tym tylko, że to lubię i to uzależnia - Patty potrząsnęła głową, a jej blond kosmyki zatańczyły dziko - Gdy byłam nastolatką pokusa była zbyt silna i przestawałam z dość szemranymi kompanami. Jeździłam z bandycką bandą, pływałam na statku pirackim... Bywało różnie. Na Valfden jest prościej, Zartat dał mi jasny i słuszny cel, dzięki czemu mam możliwość ukierunkowania tego typu "pragnień". Nadal mogę zabijać i nie zrozum mnie źle, to jest coś zupełnie innego, mało co równa się z tym uczuciem gdy powalam kogoś na ziemię i widzę w jego oczach że wie. Że umrze. To bardzo potężne uczucie, na tę ulotną sekundę staję się personalnym bogiem mojej ofiary. Upajające - powiedziała anielica i zaciągnęła się papierosem, mocno, długo - Pewnie nie to chciałeś usłyszeć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej