Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (165/233) > >>

Zaidaan:
Emerick poruszył butem ciało wampira.
- Hm.. Faktycznie.
Przykucnął przy wampirze i zaczął go przeszukiwać.
- Choćby niewiadomo ile się tego zabiło, to i tak nadejdą kolejne wąpierze. - odpowiedział Melkiorowi grzebiąc jednocześnie po kieszeniach.

Melkior Tacticus:
- Tia, ale można co jakiś czas odstrzelić kilka setek, te naprawdę zdziczałe trzymają się zwykle Revar. A ja bym chciał wparować do starej siedziby wampirów Numeronu i usiąść na tronie Gunsesa by pokazać mu jak się to robi. W sensie kończy krucjaty. Ale mam ciekawsze kontrakty na oku.

Marduk Draven:
Wampir miał przy sobie nie wiele, ot 10 grzywien, oraz jakąś karteczkę. Do zaułka zaszła straż.
- Co się tu dzieje? - warknął jeden.
- Spokojnie. To kompania marszałka. Widzę, że dorwali kolejne cholerstwo. Zalęgły się gdzieś tutaj. Ale dobra robota.


Marduk zamyślił się.
- Czy ja wiem, nie mi Cię oceniać. Władasz moca, o której ja nie śmiem nawet marzyć - odpowiedział anielicy.- Ja... nie pamiętam. Mam dziurę w pamięci i nie pamiętam  niemal nic sprzed Valfden. Pierwsze zabójstwo jakie pamiętam to jakiś ork, gdy miałem może z 18 lat. Stłukł mnie jak mało kto, ale udało mi się oblać go wrzątkiem i zatłuc tłuczkiem do kartofli. Krótko po tym byłem już na Vaflden i z Bractwem. A tu? Tu staram się zabijać każde ścierwo, które żeruje na bezbronnych. Wampiry... wampiry lubię zabijać najbardziej. Drago jest chyba jedynym, jakiego nie tyle nie  chciałbym zabić, co szanuję - mówił dalej. Nie było wiadomym powszechnie, że wampir odpowiadał za bliznę na jego twarzy, która szła od przestrzeni między oczami, przez nos i policzek. Marduk mimo to wydawał się przystojny. Wampir też zabił jego kochankę. Ale to długa historia.

Evening Antarii:
-Założę się, że czasem anioły bywają gorsze od wampirów, pomimo swojej domniemanej "świętości". To, że ktoś ma skrzydła, nie znaczy, że jest dobry i cnotliwy, jak sądzi większość ludzi- odparła. -A wampir nie oznacza nikogo złego. Wiesz, mogłabym cię zabrać bardzo wysoko nawet w kieszeni płaszcza. Tylko musiałbyś się mocno trzymać pazurkami- zaśmiała się bo w głowie miała już obraz takiej eskapady.
-Ja mogłabym być najwyżej krawcową- wzruszyła ramionami. -Szyłabym od rana do wieczora przy słabym świetle, w wieku trzydziestu lat musiałabym nosić grube szkła, bo traciłabym wzrok. Rzeczy, które wychodziłyby spod mojej ręki byłyby coraz gorsze i gorsze, aż w końcu nikt nie chciałby dawać mi ich do naprawy. Więc skończyłabym ślepa i bez grzywny przy duszy- zaśmiała się. Taki scenariusz byłby możliwy na kontynencie. -A do tego doszłaby opieka nad gromadką bachorków. Same niedogodności...

Zaidaan:
- Ryzyko znacznie większe od ewentualnych zysków. - Stwierdził Bękart chowając do kieszeni 10 grzywien. Chwilę później wstał i spojrzał na karteczkę. - Oho, coś mam. - Powiadomił towarzyszy i przeczytał kartkę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej