Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (163/233) > >>

Marduk Draven:
Emerick został zaprowadzony do jakiejś bocznej uliczki. Tam kobieta w kapturze rozejrzała się nerwowo, po czym spoliczkowała bękarta rashera. Cios był mocny. Na tyle, że Emerick przytulił ścianę pobliskiego budynku. Kobieta obnażyła kły. Duże kły. Była głodna.

1x zębata wielbicielka


- Nie, to już wszystko - starzec odrzekł z uśmiechem. - Kraj potrzebuje takich ludzi jak pan. Byłby pan świetnym rycerzem! I będę się modlił za pana! - dodał.

Nawaar:
- Dziękuję i do widzenia. Pożegnał się ze staruszkiem, nie chciał komentować słów o jego rycerskości, kiedy członkowie Bractwa Świtu zachowują się nie jak rycerze i do tego mogą być rasistami! Jednak nie chciał starca wyrzucać z jego przekonań niech sobie człowiek myśli co chce. W całym bractwie brakowało, tylko "świętobliwego" maurena, którym Nawaar nie był. Szanował inne religię co okazał w Bogdańcu, ale żeby jednoznacznie przejść na jedną stronę? Nie był to jego styl wolał lawirować pomiędzy różnymi rzeczami niż opowiadać się za jedną ze stron. Dlatego opuścił człowieka z dobrym humorem, ruszając dalej w miasto a nóż na coś ciekawego natrafi i będzie mógł sobie jeszcze, dorobić paru groszy nim wyruszy na przeszpiegi do kopalni.

Patty:
- Och, nie odbierz tego źle, zgadzam się z tym. Dlatego na wyprawy jeżdżę w zbroi, z mieczem i tarczą w ręku. Lub kiścieniem - uśmiechnęła się anielica i wskazała na swój miecz, leżący w pochwie nieopodal - Kowala poznałam od razu, bo i moje ostrze jest praktycznie bliźniacze, ten sam rzemieślnik, ta sama długość. Tylko wykończenie inne, ja zazwyczaj nie graweruję broni. Pistolet zaś, przydatna rzecz. W Bractwie nigdy nie mieliśmy nic czym można razić na dystans, to i zasięgnęłam pomocy u krasnoludów w Ekkerund. Oni chyba do dziś czują się wdzięczni za naszą pomoc, tak dawno temu już, toteż zyskałam możliwość nauki. Ale to tylko broń przyboczna, nic nie równa się odebraniu życia wręcz, po pokonaniu przeciwnika. Upajające uczucie - Patty spojrzała w dal na krótką chwilę, wspominając pierwsze życie jakie odebrała. Dawno temu, jeszcze przed Valfden.

Zaidaan:
Emerick podążał za kobietą wciąż podejrzewając, że zaraz wyskoczy na niego jej banda kolegów. Dobiegli do jakiegoś zaułka, a tam nie było żadnego bandyty, żadnej zasadzki - zamiast tego dostał w ryj od tej kobiety. Tego akurat się nie spodziewał, ale zdrowo mu przywaliła. Szybko odbił się od ściany i zdjął z pleców puklerz. Gdy odwrócił się w kierunku kobiety, dostrzegł że chyba ma trochę dłuższe kły niż powinna, od razu złączył fakty z łbem wampira zaprezentowanego przez Samira podczas kolacji. Wampir ruszył z sykiem w kierunku Emericka z chęcią zatopienia kłów w jego szyi. Bękart zasłonił się puklerzem i przez chwilę siłował się z kobietą, aż wreszcie wykorzystał swoje stalowe buty i zasadził jej mocnego kopa w kolano, aż lekko upadła i straciła równowagę. Bękart szybko zamachnął się puklerzem i rąbnął jej z całej siły przez łeb aż zahuczało. Wampir zamroczony próbował jeszcze rozerwać swoimi szponami przeciwnika, ale Emerick nie stał jak jakiś słup. Rąbnął jeszcze raz i jeszcze raz. Tak mocno, że w puklerzu małe wgłębienie się zrobiło. Natomiast wampir padł na ziemię nieprzytomny. Człowiek odetchnął z ulgą i jak najszybciej sięgnął po półtoraka by odrąbać temu plugastwu łeb. Właściwie to nie wiedział jak walczyć z wampirami, ani jak je zabić. Musiał uwierzyć że odcięcie głowy wystarczy. Kopnął jeszcze raz zdekapitowane truchło i czym prędzej opuścił zaułek.

//: Umka Grzmotnięcie

Egbert:
Egbert szybko skoczył do karczmy po jeszcze jedną porcję gorącego kakao, po czym udał się wraz z Emerickiem na wycieczką po mieście. Nie lubił bezczynności, dlatego niezbyt uśmiechało mu się przesiedzenie całego dnia w gospodzie. Zwłaszcza w towarzystwie tej urokliwej anielicy. Spacerując po Zartykanie, rudobrody znalazł ciekawą wystawę mieczy na jednym z ulicznych straganów. Niektóre egzemplarze broni wyglądały naprawdę imponująco, dlatego najemnik poświęcił chwilę na ich oglądanie. Przejrzał kilka sztuk, po czym jego wzrok zatrzymał się na mieczu, którego rękojeść wyglądała jak pokryty piórami fallus. Bękar skrzywił się zniesmaczony.
-Emercik, obadaj to.- Rudobrody obejrzał się za siebie, ale jego kompan gdzieś wyparował.
-Emerick?- Egbert odłożył dziwny miecz na miejsce i odwrócił się od straganu. Zaczął się rozglądać. Nie wiedzieć czemu, jego uwagę przykuła jedna z zacienionych bocznych uliczek. Kierowany jakimś dziwnym przeczuciem, najemnik podążył tą drogą.
-Kurwa.- Powiedział na widok wampirzycy. Kobieta nie wyglądała na przyjaźnie nastawianą. Nie wiele myśląc, Egbert chlusnął ją w twarz zwartością swojego kubka i dobył mithrilowego ostrza. Zaraz po tym Emercik zaatakował potworzycę i po krótkiej walce wykończył ją w pieknym stylu.
-Poczekaj, nie przeszukamy jej?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej