Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (148/233) > >>

Evening Antarii:
Eve zarumieniła się jak nastolatka, choć już dawno nią nie była. Speszona wzięła kubek herbaty w obie ręce i zaczęła udawać, że pije, by zakryć policzki. Komplement od Dragosaniego tak ją zdziwił, że aż postawił całkowicie na nogi mimo wczesnej godziny. Komplement może nie najwyższych lotów, ale zawsze coś.

Nawaar:
Mauren nie musiał czekać długo na odpowiedź, ponieważ odpowiedź pojawiła się w drzwiach gospody, kiedy wszyscy jedli. Tutejszy władca był jednostką dość osobliwą, ba w końcu to wampir! Jednakże jego zachowanie wobec innych członków drużyny oraz zwykłego plebsu, wskazywało na dość niecodzienne od tego, którego znał ze swoich rodzinnych stron. Dragosani traktował większość osób przyjacielsko i wręcz frywolnie do nich podchodził, ale z drugiej strony nie bał się ryzyka oraz walki za swój kraj i ludność, udając się na samotny zwiad na północ.  Większość mogła zapytać czy to dobre połączenie, ale Nawaar nie mógł jeszcze na nie odpowiedzieć z prostego powodu było za wcześnie na to. Takimi rozważaniami zajmował się teraz jedząc, co mu przynoszą i pewnie jak każdy czekał na konkrety. 

Egbert:
Po dobrze przespanej nocy Egbert zszedł na dół wraz z innymi i poświęcił się jedzeniu śniadania. Korzystając z tego, że za wszystko płacił Marduk, najemnik zamówił dla siebie jeden z droższych napojów. Był to czarny płyn sporządzany, zgodnie z tym co powiedział rudobrodemu karczmarz, z mielonych ziaren kawowca. Rzecz była droga, bo owe kawowce nie występowały na Valfden, więc ziarna trzeba było importować zza morza. Egbert wypił spory kubek tego wywaru na dwa łyki i teraz czuł się dziwnie pobudzony.

Patty:
W końcu z pokoju wyszła i druga anielica, podobnie rozczochrana, z włosami i piórami w nieładzie, jednak wyraźnie zadowolona i z ładnym uśmiechem na ustach. Zeszła do głównej sali gdzie wzrokiem odnalazła Eve i podeszła do niej, po czym pocałowała delikatnie i czule w czubek głowy. Następnie zajęła miejsce obok, posłała jej przepiękny uśmiech i sama sięgnęła po wodę i coś lekkiego do jedzenia.
- Schodząc słyszałam Dragosaniego który opowiadał coś o czerwonych jeziorach. Dokończ proszę - powiedziała do króla, smarując chlebek masłem.

Dragosani:
- I co z tą krwią będzie? - zapytał wampir. Zauważył schodząca Patty, która to wyraziła swoje zainteresowanie jego odkryciami. Wcześniej zaś wyraziła zainteresowanie Evening. Każdy tutaj ostatnio wyrażał czymś zainteresowanie. Gdyby tylko tak do pracy z dokumentacja państwowa podchodzili! Wampir uznał, że po powrocie do stolicy zrobi dokładna kontrole dokumentów Rady Królewskiej. To ważne! - Naprawdę chcecie siedzieć przy stole z głodnym wampirem? - kontynuował, ignorując fakt, że przecież na własne buteleczki z krwią.
- W lesie, na północ od miasta, znajduje się jeziorko - zaczął. - Niewielkie, może ma jakieś
pięćdziesiąt metrów szerokości. Jego wody mają czerwone zabarwienie. Co ciekawe, nie od rudy. - Spojrzał porozumiewawczo na Meritha. - To glony. Ich woń wyraźnie czuć nad całym jeziorem. Może kilka kilometrów dalej na północ jest jaskinia. Strzeżona jaskinia. Siedzi tam oddział zbrojnych. Udają straż, ale dla wprawnego oka to jasne, że prawdziwą strażą nie są. To ma być chyba ta kopalnia. Nie udało mi się jednak dostać do środka. Pilnują wejścia cały czas. Nawet jako nietoperz byłoby ciężko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej