Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Nawaar:
Mauren również powitał resztę, która schodziła. Jego uwaga była trochę skupiona na anielicy, która wyszła niczym barachło, nie rozumiał tego jak ktoś będąc szlachtą oraz mając błękitną krew może tak wyjść do ludzi. Ciemnoskóry jeszcze wiele musi tutaj przeżyć, bo w jego rodzinnych stronach było to nie dopuszczalne! Jednak nie zamierzał tego komentować, Valfden to wolna wyspa i każdy może robić co chce z drugiej strony zastanawiał się, gdzie podziewa się król, czyżby zaspał? Istotom nocy może się takie coś zdarzyć? - Przepraszam- wtrącił się na chwilę - ale czy ktoś wie, gdzie podziewa się władca?
Samir:
Słysząc pytanie skierowane do siebie mauren przeżuł szybko swoją pajdkę chleba i skierował wzrok na marszałka.
- A bardzo dobrze. Łeb się konserwuje u lokalnego myśliwego i myślę na drogę powrotną będzie gotowy do odbioru. Akuratne trofeum myślę. Martwiec to nieczęsty stwór, rzadko się tego typu wampira spotyka. Przyznam zaskoczyła mnie paskuda.
Dragosani:
Drzwi gospody otworzyły się i w progu stanął zagubiony władca. To, że nie zszedł z góry, gdzie znajdowały się pokoje, co wskazywało, że albo wstał wcześniej niż wszyscy, albo spędził noc poza gospodą. Z wejścia rozejrzał się po sali.
- Już wstaliście - powiedział na powitanie. - Dobrze. - Podszedł do stołu i wziął pierwszy lepszy kufel z piwem, z którego zdrowo pociągnął. - Macie tu może krew? - Spojrzał na kelnerkę. - W gardle mi zaschło. I przyda mi się nieco orzeźwienia.
Marduk Draven:
– Sam nawet tego cholerstwa nie spotkałem – odrzekł Samirowi. – I nie martw się, dostaniesz premię za pozbycie się tego ścierwa. Zartat sam wie, ile osób uratowałeś. – popił piwa. Wtem do sali wszedł Dragosani. Drzwiami od gospody. Marduk lekko przewrócił oczami, gdy zaś Drago spytał o krew, święty mściciel zerknął na Evening. – Jak tam nocny spacer, wasza wysokość? – spytał, jakby udawał, że nie podejrzewał, że Drago zrobił sobie wycieczkę. Z resztą, co mógł na to poradzić?
Dragosani:
Drago wyłapał spojrzenie Marduka, które pobiegło na Evening. Chwilowo więc zignorował pytanie Marszałka.
- Ach, Evening, nic tak nie rozgrzewa po nocy w zimnym lesie jak twój widok! - rzucił najbardziej żałosny tekst, jaki mógł teraz wymyślić. - Ale też w tym lesie ciekawe rzeczy widziałem. I jezioro o czerwonych wodach. I kopalnie - wyjaśnił, siadając przy stole.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej