Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (141/233) > >>

Samir:
- Mogę iść zatem. Ukryję noże tak by ich nie znaleźli, bo przyznam szczerze że misja jest ryzykowna i tak, bezbronny tam nie pójdę - powiedział Samir i odpiął katanę od pasa, a następnie kuszę i kołczan z bełtami i wręczył je marszałkowi - Tego nie mogę zabrać. Ufam że wróci to do mnie w stanie nienaruszonym? 


Przekazuję:
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.

Dragosani:
Dragosani przez chwilę w milczeniu patrzył na Marduka. Potem na Evening. Anielica, znająca go wszak bardzo dobrze, już w tym spojrzeniu mogła wyczytać, co wampir kombinuje.
- Oczywiście... - odparł do Dravena. - Mogłem do tego przywyknąć. Nie zmienia to faktu, że siedzenie bezpiecznie jest strasznie irytujące, gdy inni się narażają. Mamy coś jeszcze do ustalania? Może jakiś plan bezpieczeństwa dla naszych szpiegów? W razie jak coś się zwali?

Armin:
Maurenka pomyślała przez chwilę. Spojrzała na Samira, znajomego z organizacji i stwierdziła, że przecież także posiada odpowiednie wyszkolenie, aby zakraść się gdzieś niepostrzeżenie. Nożami najgorzej również nie rzucała.
- W sumie, to też się mogę wybrać na zwiady. - powiedziała. - Chyba, że są jakieś inne zadania do wykonania... - spojrzała w stronę Marduka.

Egbert:
Wybryk Torsteina zaskoczył Egberta. Może i wiking był dobrym wojownikiem, ale za to marnym żołnierzem. Struktury i zasady Bękartów nie odbiegały od tych armijnych, trzeba więc było siedzieć cicho, nie wychylać się i wykonywać polecenia dowódcy. Rudobrody tak właśnie robił, bo wiedział aż za dobrze, że nie ma wojska bez dyscypliny. Wielu jego kompanów zdawało się jednak tego nie dostrzegać. Egbert zazgrzytał zębami. Gdyby to od niego zależało, kazałby wybatożyć połowę Bastardo, a później zorganizowałby im bieg do Efehidonu i z powrotem. Oddział jest tylko tak silny jak silne jest jego najsłabsze ogniwo. Na wojnie od karności pojedynczych żołnierzy zależało życie ich towarzyszy.
Gdyby zachowywali się tak podczas inwazji demonów...
Pomyślał najemnik i szybko zdał sobie sprawę, że trafił w sedno. Kompania rozpuściła się, bo dawno nie stali przed poważniejszym problem i przez to zapomnieli już, co jest w tym fachu ważne. Mniejsze robótki i okazjonalne walki z bandytami nie mogły zahartować mężczyzny tak jak porządna bitwa. Jeśli Bękarty mają wrócić do formy, to potrzebne im jakieś prawdziwe wyzwanie. Potrzebują wyprawy wojennej, albo cudu.

Samir:
Słysząc propozycję znajomej maurenki Samir podrapał się po nieogolonym policzku.
- Jak chcesz iść to kimże jesteśmy by ci bronić - powiedział w końcu - Patrząc co masz przy sobie wierzę że sobie poradzisz. Ja również chętnie miałbym za sobą dodatkową parę oczu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej