Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (137/233) > >>

Torstein Lothbrok:
– Pytam, kurwa, jak się na tawerna nazywała – warknął wiking. Brzmiało to jak wkurwiony niedźwiedź. Mało ludzi lubiło wkurwione miśki.– Rekonesans chcę, kurwa, zrobić. Rozumiesz ty, kurwa, mnie? – dodał. – Kurwa... – westchnął. Napił się miodu. Machnął dłonią na Melkiora. – A, przepraszam, drogie panie za język.

Nawaar:
Nawaar były książę może i żył teraz na równi z plebsem i czasami mógł, nie rozumieć ich zwyczajów, ale drzeć mordę na cały budynek, bo jest się pierdolniętym? Bękarty to zbiór rzeczywiście różnych indywiduów. Normalnie co drugi to gorszy. Spojrzał na ich komandora z politowaniem, bo dziwił się jak można z nimi wytrzymać i jeszcze ich nie zabić. - Najpierw waść zawrzyj ryj, bo tu nie obora po drugie zachowujesz się jak świnia w chlewie, co maciora- miał na myśli jego matkę rzecz jasna - nie wychowała z takim podejściem to zginiemy od razu w tej kopalni. W sumie waść idź tam sam ja nie będę ryzykował idąc z furiatem. Karczma nazywała się "Pod lisem". Zakończył dysputę z głąbem, bo czuł, że i tak nie zrozumiem przekazu.

Melkior Tacticus:
- Morda Torst! Warknął. - Mówisz do dowódcy. A tak w ogóle, to ja mam syna, i nie będę się narażał w tak durny sposób. więc sobie daruj

Torstein Lothbrok:
– Moja matka przynajmniej nie srała dziewięć miesięcy na jakiś piach, na kły Fenrisa – odrzekł Nawaarowi. A potem łypnął na Tacticusa.– Z całym szacunkiem, ale masz nade mną władzę komandorze, tak długo jak mam cierpliwość i dobrze płacisz – odrzekł.– A mówić per "morda" to za przeproszeniem możecie do Kazmirów, Mirzaków i innych ochlejmord. Kurwa. No. Mnie gówno obchodzi syn jakiś, z resztą. Obowiązkiem mężczyzny jest być dzielnym i gotowym na śmierć w każdej chwili. TAK MI DOPOMÓŻ ODYN.

Nawaar:
No pojebany jakiś. Rzucił w sobie w myślał i już wiedział, że typ dla niego jest niemal martwy! Nie warto było rozmawiać jeno ignorować. Ciemnoskóry czekał na decyzję marszałka, co dalej będą robić. Plan był jasny, ale bał się ryzykować iść z czubkiem to już wolał samemu się tam, udać i zrobić rozeznanie. Innego wyjścia nie było i miał nadzieję, że Marduke również do dostrzeże, bo dzieją się znowu chore rzeczy a jeszcze chwilę temu było tak spokojnie. Teraz znowu zapanował burdel jak kilka godzin temu z jedną różnicą, że w danej chwili robi go nieokrzesaniec z jakiegoś zadupia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej