Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Armin:
- Ja nie znalazłam czegoś bardzo fascynującego. - zaczęła mówić. - Historia o Iblisie, mężczyźnie, który wojował na pustyniach. Pewnego dnia poznał kobietę, zakochał się w niej i mieli żyć długo i szczęśliwie, jednakże ukochana została porwana i zabita przez konkurujące plemię. Iblis w akcie zemsty oraz rozpaczy wyrżnął całe to plemię, łącznie z kobietami i dziećmi. Taka oto romantyczna historia. - streściła ciemnoskóra.
Marduk Draven:
- Zgadzają się imiona, zgadzają się też dwie historie Armin i Eve. Najpierw był watażką, a potem tym Anpu, to chyba odpowiednik nekromanty - zauważył. - Drago, wiedziałeś czym jest Bartzabel. wnioskuję, że czegoś się dowiedziałeś.
Dragosani:
- W jednej z ksiąg znajdował się też swego rodzaju hymn - zaczął wampir, po namyśle. - Wyglądał jak artystyczna wizja rytuału przywoływania demona. Struktura wskazywała na przywołanie Bartzabela właśnie. Nazwano to także "Purpurowym Płomieniem". Co ciekawe było tam również wymienione imię Samaëla. Wraz z czterema, lub pięcioma innymi. Zależnie od interpretacji. Czyżby odniesienie do pięciu nekromantów? Niestety hymn nie był skończony. Kończył się urwany. Był tam również symbol ośmioramiennej gwiazdy wpisanej w heksagram. Każde z jej ramion kończyło się strzałką, zaś na środku widniała czaszka. Nieco przypomina mi to znak używany do opisania chaotycznej jedności Otchłani.
Marduk Draven:
- Wszystko nam się powoli zaczyna łączyć. Także książka, którą ja czytałem nazywała się Purpurowy płomień. Opowiadała o magu, nekromancie, który tak gardził życiem, że zabijał tylko by zaraz to wskrzesić swymi mrocznymi mocami - odpowiedział. - Więc Iblis traci ukochaną, zostaje liszem, niszczy i wskrzesza to, co napotyka. Razem z czterema innymi czarownikami przyzywa demona, po czym zdradza i ich i jego. Swoje serce chowa gdzieś gdzie nie sięgnął kataklizm, gdzieś w pobliżu czerwonej rudy i jeziora... coś jeszcze? Jeśli nie, to można się zbierać. Ciekawe, co tam reszta się dowiedziała.
Patty:
- Chodźmy zatem - popędziła grupę anielica i sama ruszyła do wyjścia - Nie ma co tak stać po próżnicy, a w ratuszu jest jedzenie. I wino!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej