Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (127/233) > >>

Evening Antarii:
-Helenę porwano. Nie wiedziała, czy ktoś po nią wróci. Dekada to dla śmiertelników sporo czasu-usprawiedliwiała ją. -Poszukajmy reszty, ja już to nic ciekawego nie widzę. Same opisy wydm i rodzajów piasku. Ale... Wiedziałaś, że ziaren pisaku jest więcej niż gwiazd na niebie? - Anatrii wzięła swoją księgę pod pachę i ruszyła z maurenkę do pozostałych schowanych zapewne gdzieś między regałami.

Armin:
Kobieta przemilczała kwestię opowiadania anielicy, jeszcze by się posprzeczały przez różnice światopoglądowe i dobry nastrój by wyparował.
- No wiesz, to moje rodzinne strony. Jak żyjesz w takim kraju, to i owo musisz wiedzieć o otoczeniu, w tym również zalicza się piasek. - powiedziała biorąc ze sobą swoją księgę. Szła tuż obok anielicy, aby spotkać się z innymi i dowiedzieć się, czy oni znaleźli coś przydatnego.

Samir:
Co tu się..., pomyślał zdziwiony mauren, gdy nie zastała kobiety w uliczce, ślepej przecież. Gdzie zatem mogła się udać. Znając życie jak kozica wskoczyła na górę, toteż Samir idąc przed siebie sprawdzał też czy przypadkiem nieznajoma nie chowa się na dachu, gotowa do ataku. Każdy łowca powinien uważać, by nie stać się zwierzyną. Jednocześnie co jakiś czas zerkał przed siebie, czy nie chowa się za jakimś załomem.

Marduk Draven:
Nagle, ni stąd, ni zowąd na maurena coś się rzuciło i przygniotło do ziemi masą swojego ciała. Ujrzał twarz bardzo ładnej, czarnowłosej kobiety z szyderczym uśmiechem. Kobieta nie mogła być starsza niż 25 lat, przynajmniej tak wyglądała. Na oczach maurena zęby kobiety stały się nienaturalnie wielkie, a jej paznokcie urosły do rozmiarów pokaźnych szponów. Potwór postanowił, że wgryzie się w szyję Samira. Uniósł do tego zębatą paszczę.

Martwiec

Samir:
Wszystko zadziało się w ułamku sekundy, w jednej chwili mauren szedł cicho i rozglądał się uważnie, a w drugiej leżał przygnieciony wampirzą pięknością, która właśnie szykowała się do rozerwania jego gardła i wychłeptania krwi. Nie tracąc nawet chwili Samir szarpnął się, uwalniając ukryte ostrza i z rozmachem wbił je w gardło potwora. Ten zakwiczał, najwyraźniej oczekując łatwej ofiary, ale zabójca nie odpuszczał, skręcił ramiona poszerzając rany i warknął głucho, zrzucając z siebie krwiopijcę. Stal nie mogła zabić tak prosto tego typu kreatury, tego mauren był pewien, ale kupiło mu to kilka cennych sekund. Ostrza z sykiem wróciły na swoje miejsce, a Samir sięgnął po dwa noże, nie spuszczając oka z z wampira. Ten regenerował się właśnie, rany zarastały z obrzydliwą wręcz szybkością, co mauren wykorzystał, ustawił się wygodniej, cofnął dwa kroki i cisnął pierwszym nożem, trafiając prosto w serce stwora. Nie spodziewał się cudów, ale chciał spowolnić kreaturę. Drugi nóż z cichym plaśnięciem wbił się w oko martwca. Wampir zakwilił i runął do wściekłego ataku, machając dziko pazurami. Samir tylko na to liczył, uchylił się płynnie przed pierwszym atakiem i sięgnął po katanę. Tinirletańskie ostrze zaśpiewało, mauren piruetem wywinął się od kolejnego ataku i ciął płasko od góry, odcinając gładko uzbrojone w pazury łapy. Uśmiechnął się krzywo i przeszedł w unik, pełna kłów paszcza minęła go na centymetry. Morderca zręcznie wprawił cięcie w unik, katana z sykiem przejechała po brzuchu potwora, uwalniając wnętrzności, wampir zakwilił dziko świadom, że przegrywa tę walkę. Samir za to przeszedł płynnie w w obrót i ciął zamaszyście, po karku stwora, gładko odcinając łeb potwora. Ten wzleciał delikatnie w powietrze, ciągnąc za sobą warkocz krwi. Bezwładne już ciało martwca padło na bruk, a chwilę po tym głowa groteskowo spadła obok. Nóż maurena wciąż tkwił w oczodole.
- Zaraza... Ale ty jesteś brzydki - mruknął mauren, pochylając się nad szczątkami. Otarł katanę o kawałek szmaty i wsunął ją do pochwy, następnie wyrwał noże i schował je za pas - No nic, może jest za ciebie jakaś nagroda - powiedział do siebie i schował do torby łeb potwora, po czym ruszył w stronę ratusza.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej