Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Dragosani:
- Taaak, alchemia to bardzo niedoceniona sztuka... - potwierdził wampir. - Przyjdź do pałacu, gdy wrócimy do stolicy. Teraz nie bardzo mam jak ci dać tego znaku. Nie noszę ze sobą zapasu takich sygnetów. - Wampir nie wiedział o braku zaufania maga, ale mógł to podejrzewać. Z drugiej strony jednak, zaufanie powinno działać w dwie strony.
Mówiąc to, przeglądał księgę. Przeczytał hymn, zwracając uwagi na znajome imię. Znak ośmioramiennej gwiazdy również już kiedyś widział.
- Tutaj - powiedział. - Ten hymn. - Pokazał odpowiednią stronę. - Brzmi trochę jak... hm... Bartzabel? Trzeba poszukać czegoś o tym imieniu.
Armin:
Ciemnoskóra nie wiedziała, czy się cieszyć z takiego obrotu spraw, czy też nie. Książki geograficzne nie są takie złe, na pewno lepsze od tych na tematy magiczne i dla maurenki całkowicie, absolutnie niezrozumiałe.
Kiedy przeglądała wraz z anielicą regały, szukała dokładnie jakiś wskazówek, czegokolwiek. Chociaż sama nie wiedziała dokładnie czego.
Nurtowało ją jednak jedno pytanie od dłuższego czasu.
- Evening... - zaczęła nadal przeglądając księgi. - Czy ty i Patty...? Czy coś między wami? No wiesz...
Kiedy ujrzała księgę "Kobra pustyni - Iblis", wzięła ją do ręki i zaczęła wertować kartka po kartce.
Patty:
I Patty robiła podobnie! Krótki spacer do biblioteki zauważalnie ją otrzeźwił, a i zdołała sobie przypomnieć o zagrożeniu w postaci arcylisza, toteż odstawiła karafkę na półkę obok i zabrała się za plądrowanie biblioteki, myszkując wśród regałów i szukając co ciekawszych i mających znaczenie dla sprawy pozycji.
Evening Antarii:
Anielica nawet nie próbowała wypowiadać tych wszystkich imion brzmiących, jakby ktoś się krztusił. Zapewne dla Armin były one po prostu swojskie. Anatrii wzięła do ręki "Jad Boży, czyli o bluźnierstwach Samaëla". Zaczęła ją wertować i dokładnie przeglądać stronice, które zwróciły jej uwagę w jakiś szczególny sposób. Była skupiona, ale pytanie Ar wyrwało ją z tego stanu.
-Yyy....-zmieszała się trochę. -Patricia to mężatka, a to był tylko zwykły masaż- odparła nieco wymijająco i wróciła do lektury.
Melkior Tacticus:
- Proszę, i dziękuję. Położył denara na jej dłoni. Poczekał aż zejdzie mu z kolan, i zaczął się ubierać. Po czym wyszedł, skinął na Ashoga i zszedł na dół.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej