Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (117/233) > >>

Merith:
- A więc Przeglądał kolejne księgi - To państwowa organizacja? Myślałem że od pilnowania nas jest Bractwo. A nie banda fanatyków. Nie mówi się o nich dobrze. Nie chcę spłonąć na stosie za samo bycie magiem.

Evening Antarii:
Marduk pewnie przydzielił jej Armin, bo gdyby poszła z Patty, to prędzej nauczyłyby się biologii niż czegokolwiek innego. -Echh, no dobrze. Pouczmy się trochę geografii- Eve nie była jakoś bardzo zadowolona. Wolała czytać o magii niż o tym spieczonym słońcem kraju, pełnym piachu i kurzu. Aby jednak nie obrazić Armin, postanowiła udawać zaciekawienie tematem. No i chyba jednak była trochę zainteresowana tym, czy książki przyniosą jakąś odpowiedź albo chociaż wskazówkę.
Anielica udała się wraz z ciemnoskórą między regały dotyczące Ishgaru. Może potem znajdzie się czas, by poczytać o jej rodzinnym Ardenos?
-Hmm.... Od czego by tu zacząć....- mruknęła przeglądając tytuły ksiąg i zwojów.

Dragosani:
- Oczywiście, że mówi się o nich źle - wampir niemalże parsknął, rozbawiony takim zdaniem. Zdjął z półki "Mmaterium". Zaczął przeglądać księgę. - Tak już działa ludzka, i nieludzka, mentalność. Za samo praktykowanie magii nic ci nie grozi. Na pewno mniej niż mi, za bycie wampirem. Łowcy wampirów wciąż istnieją. To dopiero fanatycy! Ale wracając, magia jest niezbędna dla postępu. Jeżeli tak bardzo obawiasz się o swoje bezpieczeństwo mogę dać ci znak świadczący, że jesteś w porządku. Takim "królewskim" magiem. Ale ty musisz mi zagwarantować, że nie będziesz działał na szkodę obywateli królestwa.

Merith:
- Byłoby miło. Odparł, i tak jakoś nie ufał papierowi od króla. Nie ufał tego typu grupom. - Nie prowadzę działalności szkodliwej, ludzie niestety mylą mnie z pospolitym aptekarzem robiącym maści na wrzody. A ja jestem alchemikiem. Znalazłeś coś ciekawego? Bo ja nic.

Marduk Draven:
– A co mi tam, denar to denar – odparła kurtyzana.– Zaginęła nasza koleżanka. Sonja się nazywała. Szkoda dziewczyny. Oprócz tego, niektórzy strażnicy się żalili jak to ciężka robota, ze czasami niektórzy nie wracają z patroli na północ od miasta. Tyle wiem – dodała i wyciągnęła dłoń po monetę.


– Nadstaw więc uszy, Bambo – mruknął ork.– Co mniej więcej dwa tygodnie, tutaj i do innych karczm spod ciemnej gwiazdy przychodzi kilku facetów w kapturach. Jeden chodzi o jakimś drągu, czy co. Mówią, że szukają ludzi do roboty w kopalni złota. Sęk w tym, że nigdy nie widzieliśmy, by któryś wrócił. Tak straciliśmy kumpla, Cotangensa. Ale nie wiemy gdzie to dokładnie. Podobno gdzieś na północ.


Evening i Armin przeszukiwały tomy o rodach szlacheckich Ishgaar. Wśród nich biografie o Mohamedem Akhbarach, Sulejmanach, Selimach, Mokebe, Mbakach i innych maurenach. Pośród tego znalazły jednak dwie osobliwe książki. Jedna zatytułowana by "Kobra pustyni – Iblis", oraz "Jad Boży, czyli o bluźnierstwach Samaëla".

"Mmaterium" zapisane było w języku dracońskim. Dragosani otworzył akurat na karcie, która była chyba hymnem, bądź pieśnią. Zatytułowana była "Do Boga życia Bartzabela"


--- Cytuj ---"O, Purpurowy Płomieniu!
O, wirujące koło życia!
Ujawnij się! Porusz! Powstań!"

"Przez włócznię, miecz i zaklęcie
Przyjdź do mnie, Bartzabel
Przez słowo, które otwiera Piekło!

Przez Ra Hoor Khuita!
Przez Elohima!
Przez Samaëla!
Przez Serafina!
Przez Hoora i Khema!"

Przyjdź do mnie, Bartzabel
Przez krążącą cytadelę
Przyjdź do mnie, Bartzabel
Przy księżycu i gwiazdach, przysięgam..."
--- Koniec cytatu ---

Tekst się urwał. Brakowało końcówki strony. Następna była zaś rysunkiem przedstawiającym heksagram z wpisaną weń ośmioramienną gwiazdą, której każde ramię było strzałą, a w której widniała czaszka.

Czym była ta pieśń? Przywołaniem jakiegoś potężnego demona? Żartem? Wyrazem czyjejś inwencji twórczej? Czy miała powiązanie z misją? Wszak w hymnie wymienione było imię Samaëla. Jedno z imion Quorthona według jednej z teorii.


Marduk zrównał się z Patricią. Miał nadzieję, że da radę zejść po schodach bez skręcenia sobie karku. Na regałach, do których dotarli było stosunkowo mało książek. Biblioteka albo nie była jeszcze kompletna, albo o liszach i nekromancji było stosunkowo mało. Nie bardzo mało, ale z pewnością mniej niż na regałach przeszukiwanych przez innych. Marduk zaczął przeglądać je, szukając jakiś ciekawych tytułów i mając nadzieję, że Patty robi podobnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej