Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Egbert:
-Doświadczenie będzie nie byle jakie.- Zgodził się Egbert. -No bo później który śmiertelny mag będzie problemem dla kogoś, kto już walczył z arcyliszem?
Właściwie, wybór jakiejś specjalizacji nie byłby złym pomysłem. Rudobrody mógłby zostać najemnikiem specjalizującym się w zabijaniu, na przykład, czarowników. Kradłby wtedy pracę paladynom, ale jakoś nie byłoby mu z tego powodu przykro. A może wybrać wampiry? Na dobrą sprawę, Bękarty miały już jednostkę zajmującą się głównie tępieniem zdegenerowanych krwiopijców. Wystarczyłoby się do nich przyłączyć i żołd Egberta od razu wzrósłby znacznie. Ci goście zarabiali dużo więcej niż przeciętne rębajły, ale trudno się temu dziwić. Tępienie wampirów to co innego niż robota wartownicza, eskortowanie konwoju z Atusel do stolicy, czy polowanie na bandytów.
Nawaar:
- Wiesz problemem może być brak środków na taką walkę, ale tutaj padło pewne słowo jak czerwona ruda. Wiesz coś o niej i jej właściwościach? Nawaar pomyślał, że skoro rozmawia z najemnikiem to pewnikiem było, że zwiedził trochę świata i zadawał się z różnymi istotami. Dlatego warto było zapytać Egberta, o ile dobrze kojarzył, bo chyba się sobie nie przedstawili.
Merith:
- Ja wiem, czerwona ruda wypacza, blokuje magię. Sprawi że czar na przykład urwie ręce. Wtrącił się mag.
Marduk Draven:
- Jedyną osobą, która gra w tą grę jesteś ty, Tacticus- Marduk odpowiedział Melkiorowi. Jego głos okazywał znikome przejęcie słowami podskarbiego. Banda elfa była tylko nędznymi najemnikami. Ich bogiem był pieniądz. Walczyli za srebro i złoto. Bractwo walczyło za boga. To już czyniło je lepszym. Z resztą, należało zapytać się, która organizacja miała rangę państwowej. - Poprostu lepiej pilnuj swoich ochlejmord. Powieszę śmiecia, który chociaż nasmarka na posadzkę w katedrze - odrzekł ostro. - Jedno wieś i kapliczka, drugie porządne miasto.
Bramy były już całkiem blisko. Na oko kilkaset metrów.
Dragosani:
Dragosani ignorował dyskusje Melkiora i Marduka. Było to typowe przekomarzanie się Bękartów i Bractwa, nic godnego uwagi. Kątem ucha usłyszał za to, że rozmowa innych zbacza na temat czerwonej rudy. Tutaj mógł nieco wnieść. Przyhamował nieco konia, aby zbliżyć się do Nawaara, Egberta i Meritha. Sięgnął do boku siodła swego konia, gdzie przywieszone były dwie pochwy. Jedna prosta, w której spoczywał miecz i jedna zakrzywiona, chroniąca szablę o czerwonawej rękojeść. Wydobył z pochwy szablę.
- To jest czerwona ruda - powiedział, pokazując broń. - Ostrze zostało wykonane z czarnej, rękojeść z czerwonej. Jak wspomniał szacowny mag, broń taka blokuje moc magiczną, utrudnia rzucanie czarów. Chcesz potrzymać, Merith? - Spojrzał na czarodzieja.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej