Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
– Kiepskie poczucie humoru – odrzekł. – Ja na przykład nie spodziewam się po bękartach nic więcej niż opróżnionych flaszek. Z resztą, pokazałeś dyscyplinę w swojej kompanii. Trzymasz poziom, nie ma co. – pośpieszył nieco konia.
Melkior Tacticus:
- Tylko dziwnym trafem to my zabiliśmy więcej potworów, dzikich wampirów, demonów i skurwysynów niż wy. No ale, chyba darujemy sobie gre w "kto ma większego chuja". Co?
Nawaar:
Pewne słowa dotarły i na tył konwoju. Samce alfa się znalazły. Pomyślał sobie, uśmiechając się wewnętrznie na te przekomarzania pary kochanków. Trochę to chociaż rozbiło atmosferę typowej stypy, bo ile można milczeć? Nie zmieniało to jednak faktu, że miasto było nadal w oddali i dojechanie trochę jeszcze zejdzie. Słońce chyliło się powoli ku zachodowi i raczej nie będą mieli okazji się rozgościć, od kolejny przystanek mający na celu dopadnięcie złego maga. Dlatego raczej nie będzie to wizyta warta zapamiętania, oby było inaczej.
Egbert:
Jak tylko na horyzoncie zamajaczył kształt miasta, Egbert odetchnął z ulgą. Przejażdżka zdążyła już go znudzić. Najemnik nie dbał o tutejsze gospody i burdele aż tak jak komandor. Po takiej smętnej podróży wszystko, co Zartykan ma do zaoferowania, wyda się Bękartowi ciekawe. W myślach rudobrody szybko skarcił się za narzekanie na brak wrażeń. Znając życie, przed powrotem do Bastardo będzie miał ich jeszcze aż nadto. Mężczyzna zeskoczył z wozu by odrobinę rozprostować nogi. Ostatni odcinek może przejść pieszo. W zasadzie, mógłby iść na piechotę przez całą drogę, bo zawsze był dobry w długich marszach. Nie lubił jednak wysilać się na próżno, dlatego chętnie korzystał z krasnoludzkiego furgonu.
-A ty, walczyłeś już kiedyś z magami?- Zagadnął tego czarnoskórego. Podejrzany typ, ale to samo Bękart myślał o wszystkich tak zwanych wolnych strzelcach. Chyba nazywał się Nawaar, ale Egbert nie był pewien. Miał raczej słabą pamięć do imion, ale za to znacznie lepszą do twarzy.
Nawaar:
Mauren został wytrącony z rozważań, o wszystkim i niczym, przez jednego człowieka z kompani najemnej, który jakoś trzymał poziom w tym wszystkim. Pytanie zadane było proste i odpowiedź również musiała taka być. - Niestety nie, nie miałem okazji. Dlatego liczę, że złapie jakieś doświadczenie, o ile będziemy mieć szanse doczekać końca. Nawaar nie siał defetyzmu, tylko mówił jak jest. Mało wyjątkowo uzdolnionych postaci jest pośród nich i tak zapewne on jak i reszta ekipy będzie musiała zająć się płotkami, otaczającymi maga gdy potężniejsi zajmą się głównym celem. Jednak coś powinno mu ciemnoskóremu coś dać, bo pewnie jego wujek czarnoksiężnik może się upomnieć o niego w swoim czasie. Pewnie teraz powysyłał szpiegów po całym kontynencie, ale i tak zajmie mu to dużo czasu nim, dosięgnie go tutaj.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej