Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Marduk sam wyszedł z kaplicy. Nie poszedł spać do karczmy, zamiast tego zajął wolny pokoik u sołtysa, po drodze uśmiechając się, gdy słyszał jak Melkior okłada swoich chłopców.
Noc była dla każdego spokojna, ciepła i dobrze przespana. Rano obudził ich zapach smażonego boczku. Na śniadanie podano jajecznicę, wino oraz piwo. Ruszono od razu po nim, stronę Zartykanu. Marduk jechał przy Dragosanim. Zagadał do niego.
– Ta wizja ułożyła Ci się w głowie?
Nawaar:
Nawaar będąc już w karczmie, nie słyszał całego tego co działo się na zewnątrz. Zamiast tego zamówił na koszt Marduka zwykły pokój oraz kąpiel w bali. Wkrótce ciemnoskóry mógł się odświeżyć, by być wypoczęty na dalszą podróż. Higiena u niego to podstawa dlatego, rozebrał się układając wszystko, bo nie będzie czasu na ogarnięcie już rano. Mauren wykorzystał cały czas jaki miał, by nacieszyć się tym luksusem, po czym po wytarciu się, położył się spać jak wypadało na pachnąco. Noc minęła spokojnie bez żadnych przygód, co akurat było dobre pewnie dla wszystkich co mogli spać pod dachem i na łóżku niż w jakimś paskudnym wozie. W każdym o świcie trzeba było wstać, co też mauren uczynił bez pośpiechu, ale szanując czas innych. Ubrał się, wyszykował, schodząc na śniadanie zapach boczku i jajecznicy, unosił się w powietrzu. Ciemnoskóry w milczeniu posilił się, bo teraz już ze świeżym umysłem mógł rozważać na temat tego co czuł wtedy w kaplicy. Interwencja boska czy też nie? Jednak niedługo po tym, poszedł do latryny, by wysikać się na dalszą drogę, aż w końcu wsiadł na zaganiacza, ustawiając się w umówionym szyku i ruszyli dalej, opuszczając skromną mieścinę, w której wydarzyło się wiele.
Dragosani:
Od wydarzeń w kaplicy minęła noc, w której to czasie niektórzy zostali zdegradowali i obici, inni zaś wspięli się po drabinie hierarchii Bękartów. Sam Dragosani część nocy spędził na nogach, jak to wampir, oddając się entuzjastycznemu spacerowi po okolicznych lasach. Potem zaś wrócił do wioski aby zażyć nieco odpoczynku. Teraz jechał na koniu wraz z resztą drużyny i był zmuszany do słuchania głosu Marduka. Takie już było jego ciężkie życie.
- Skąd twoja pewność, że to była wizja? - odpowiedział pytaniem.
Melkior Tacticus:
- W takim razie co? Dopytał jadąc obok Draga, po drugiej stronie, na koniu Ashoga.
Dragosani:
- Raczej... - Drago przerwał, aby wyszukać odpowiednie słowa. - Propozycja przymierza - odparł w końcu. - Tak, to chyba dobre określenie. Nie interpretuj tego, Marduk, jako mojego nawrócenia. To raczej interes. Wspólna akceptacja. Zbliżone cele.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej