Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
klik
Gdy intruza już usunięto, Marduk zachęcił Evening, aby zbliżyła się. Sam uklęknął przed bronią i ołtarzem. Nie było to ani wygodne, ani przyjemne, ani komfortowe, ale nie zwracał na to uwagi. Gdy już Evening dołączyła na klęczkach, rozpoczął modlitwę. Szeptał, ale tylko z początku. Jego modlitwa stawała się coraz głośniejsza, a przy tym śpiewniejsza. Płomienie świec i pochodni zaczęły huczeć głośniej, jak gdyby smagane wiatrem. Zebrani poczuli ciarki na plecach. Dziwną obecność, która była ciepła i dotykała każdego ramienia, wywołując rumieńce. Ta obecność "szła" tak w stronę ołtarza, broni. Gdy się zbliżyła, ogień na trzech największych świecach umieszczonych na ołtarzu syknął. Języki płomieni wydłużył się o kilka centymetrów w górę.
A potem było po wszystkim. Wszystko wróciło do normy.
//Każda broń dostaje błogosławieństwo Zartata na czas trwania wyprawy. No oprócz Mirzaka.
Dragosani:
Po nieprzyjemnym i prymitywnym incydencie wywołanym przez (a jakże) krasnoluda, Marduk wraz z Evening odprawili modły nad bronią. Marduk chyba nieco się za bardzo wczuł, na co wskazywał jego coraz głośniejszy głos. Przyniosło to jednak jakiś efekt. Płomienie świec falowały i rosły, świątynię wypełniła dziwna energia. Dragosani czuł się dziwnie. Ciarki na plecach i wrażenie czyjejś obecności. W swojej lewej ręce czuł dreszcze, jakby ów obecność zainteresowała się tym. W końcu wszystko ustało. Płomienie świec wróciły do normy, obecność zanikła. Nastała cisza. Przez chwile nic się nie działo, jakby każdy bał się poruszyć. Pierwszy poruszył się wampir. Odchrząknął.
- Coś się bez wątpienia stało - stwierdził. - Też to czuliście?
Nawaar:
Mauren siedząc samotnie, nie będąc rozproszonym już przez nikogo, obserwował modły paladyna i anielicy. Wyglądało to nieco jak z bajki, a jednym z jej uczestników był Nawaar. Ciemnoskóry poczuł obecność, czegoś obcego, jakby jakaś nietykalna siła dotknęła jego ramienia, przypomniało mu to pewną opowieść, o duszach bliskich, które można poczuć w momencie ich śmierci. Ciemnoskóry obserwując płomienie, miał już pewność, że coś istnieje poza światem materialnym, tylko głupi albo zadufany w swe przekonania, protestowałby, iż jest inaczej. Nawaar chciał coś powiedzieć elfowi, ale powstrzymał się w takiej chwili i miejscu, nie było sensu się przekomarzać, ale dopowiedział Dragowi. - Tak. Takie ciche potwierdzenie tego, co właśnie zaszło. Mówiąc więcej nie było sensu.
Melkior Tacticus:
Dla Melkiora był to przeciąg, i psychosomatyczne odczucie obecności "czegoś". Bo przecież nie duchów, efekty wizualne uznał za magiczne popisy. Pewnie kapłana. Fakt że on, nie uznający Zartata mógł używać błogosławionej broni anioła sprawiał że czuł się jak w cyrku, na pokazie iluzjonisty. Po śmierci nie ma Zartata, jest Rasher. Był martwy. Widział to i czuł. Wyszedł z świątyni.
Dragosani:
Dragosani w swoim życiu widział wystarczająco wiele, aby rozumieć co się tutaj naprawdę stało. Nie było w tym wiary z jego strony. Tylko zimna wiedza. Podszedł do ołtarza i schylił się po swoją broń. Chwycił za rękojeść. i upadł. Jego ciało zesztywniało, palce zacisnęły się na rękojeści szabli, a wzrok wbity był w przestrzeń.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej