Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Evening Antarii:
-Ja mam jeszcze czary, które wyssą z niego energię magiczną i też nie będzie mógł rzucać zaklęć. A co do mgły... Ona jest jak sferyczna bariera? Czy utrzymuje się tylko kilka metrów nad ziemią? Może da się nad nią przelecieć i ocenić obszar z góry- zaproponowała. Zadanie nie wydawało się łatwe. Już dawno ani przed anielicą, ani przed Bractwem nie stało tak poważne wyzwanie. Z resztą cała kompania ryzykowała swoim zdrowiem i życiem. Choć jeszcze był czas, by się wycofać... Oczywiście Eve w ogóle nie brała tego pod uwagę.
Teraz postanowiła skorzystać z okazji i zjeść pączka. Pysznego, słodziutkiego i pełnego nadzienia, aż się wylewało. Antarii musiała oblizać palce z powideł. Nie krępowała się przy tym w ogóle, bo był zbyt zaabsorbowana jedzeniem tego przepysznego wypieku. Gdy skończyła wytarła usta i popiła pączka winem, co by lepiej się w żołądku ułożył.
-Gdybym była takim magiem, to ukryłabym serce głęboko pod ziemią i wysadziła tunele, by nikt się do nich nigdy nie dostał. Albo w jakimś sejfie ze ściankami grubymi na metr- wzruszyła ramionami. To była taka luźna uwaga. -Bo jak niby dostać się na księżyc? Nie da się przecież- wyraziła swoją opinie o tym miejscu ukrycia serca.
Marduk Draven:
– Wiesz, Eve, nawet jeśli tak jest, a nie wiemy dokładnie, to ty i Drago jako jedyni potraficie tutaj latać – odrzekł Marduk. Uśmiechnął się lekko, widząc, jak Antarii oblizuje palce po słodkich wypiekach. Nie było to zachowanie panieńskie, ale kim był, aby oceniać anielicę?
– Takie miejsca wydają się zbyt oczywiste, ale nie możemy wykluczyć, że tak by zrobił. Mógł schować je wszędzie i to jest najgorsze w tym. Uważam, że Twój słuch, Drago, będzie nieocenioną pomocą w znalezieniu go.
Nawaar:
Mauren siedział, jadł, popijał będąc w sumie ignorowanym, bo w dał się w dysputę z elfem, której on nie chciał ciągnąć. W każdym razie nadal nie ma konkretów poza domysłami. Ogrom wyprawy mógł przerosnąć wszystkich, ale widocznie każdy chce brnąć w to dalej. Jedni dla grzywien inni dla idei. Nawaar niestety był pomiędzy tego wszystkiego, bo nie wiedział właściwie co go może czekać dalej, gdy tego dalej nie było do końca widać, jakby pozostało to za mgłą białą jak mleko. Mimo to czekał na rozwój wydarzeń.
Melkior Tacticus:
- Kiedy dostałem grimmuar Aragorna, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było przeczytanie go od deski do deski. Powiedział popijając miodu. - Serce lisza nie leży sobie ot tak w eleganckiej skrzyneczce na kluczyk w jakimiś grobowcu. Ono leży w zamkniętej krypcie, odpornej na warunki pogodowe, ba nawet na zmiany klimatu i dryf kontynentów. Wrota pieczętuje się własnym zaklęciem, dowolnym hasłem. Do tego używa się składników do barier ochronnych. A to może być cokolwiek. Włos łonowy dziewicy, smarki trolla czy krew menstruacyjna orczycy. Problem w tym że do otwarcia potrzeba tych samych rzeczy. Dokładne tych samych. Dlatego Aragorn - niech mu ziema ciężką będzie - chciał swoje serce zabezpieczyć kłem smoka z Tinriletu. No takie kły są dwa na świecie.
Kazmir MacBrewmann:
- Chuj dupa i kamieni kupa. Mamy się tłuc stąd do Zartykanu, szukać złóż rudy? No cóż, sprzęt górniczy masz? Wychylił kufel miodu. - Ide zapalić, Komandorze, Kapralu, dołączycie? Dał oficerom uniwersalny znak "musimy pogadać na osobności". Wstał i wyszedł, wcześniej wychylając drugi kufel.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej