Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Merith:
Merith sam się cofnął dwa kroki gdy przed nosem wylądował mu mroczny mag, który zaczął uciekać. Chyba raziły go jakieś zaklęcia bo ich nie zaatakował. Na pewno zaś dostał nożem i z kuszy. Elf zebrał w sobie moc niezbędną do rzucenia prawie najsilniejszego czaru z szkoły ognia. - Heshar anash grishil! Powiedział, a nad prawą dłonią pojawił mu się płomień, za pomocą mortokinezy cisnął nim w maga. Ten zaś zajął się magicznym ogniem. Spalając się na popiół, został, po nim tylko stopiony żelazny bełt.
Melkior Tacticus:
I szkło Ilusmirskie. Melkior kaszlnął, bo dym zawiał mu w twarz. Dalej kucał. Był pod wrażeniem tempa w jakim typ w sumie wparował. Sekunda? Najwięcej. Zazdrościł Merithowi nawet trochę.
- Nieźle jak na kogoś w twoim wieku Merith. Skomentował. Ciekawy był co się dzieje w środku.
Evening Antarii:
Zbiry widocznie bogów się nawet nie boją. Przecież nikt o zdrowym umyśle nie porywałby się na anielicę. Oznaczało to niechybny koniec życia nieszczęśnika bez rozumu. Przeciwnicy byli jednak albo dobrze wyszkoleni, albo nie czuli strachu, bądź ich umysłu były we władaniu kogoś potężniejszego.
Anielica musiała wykonać unik przed ostrzem przeciwnika, który zbiegł ze schodów. Sparowała cios swym mieczem, ale z drugiej strony atakował ją kolejny wróg. Zwinny obrót pozwolił jej odepchnąć jednego zbira, gdy klinga uderzyła o jego opancerzoną pierś. Cofnął się kilka kroków i zachwiał. To wystarczyło i dało pannie Antarii kilka cennych sekund. Sekund, które decydowały o życiu lub śmierci. Jej oręż powędrował wyżej. Mocny chwyt sprawił, że jedno cięcie ucięło zbirowi ramię, a podłoga spłynęła ciepłą krwią. Kolejny szybki ruch mieczem i metal przeciął tchawicę, a także tętnicę szyjną. Krople krwi prysnęły na włosy anielicy, ale nie przejęła się tym, gdyż zbir, który chwilę temu został odepchnięty, teraz już był gotowy do ataku.
//2x tajemniczy zbir
Torstein Lothbrok:
Wiking ruszył zaraz za Egbertem i gdy ten cisnął jakimś wiadrem w okno, to Torstein zrobił to puklerzem, w sąsiednie, rozbijając je w drobny mak. Wskoczył przez pozostawioną przez siebie dziurę z mieczem w ręku. Ujrzał, że chłopcy(i dziewczyna) sobie poradzili ze zbirami. Wiking byłby wewnątrz szybciej, ale obserwował starcie dwóch magów. Z kolei, już w środku, widząc, że na Evening zamierza się jeden z dwóch ostatnich zbirów, stanął między nimi.
– Panienka pozwoli, ja się tym skurwysynem z łaski swojej i Rashera zajmę – przemówił.
Siepacz ruszył na niego, markując cięcie znad głowy, a w rzeczywisości uderzając od prawego boku. Wiking prawie by się nabrał, lecz nie z nim takie numery. Bez puklerza było jednak trudniej mu zablokować, lecz nie było to niemożliwe. Torstein zablokował i pchnął barkiem przeciwnika, pozbawiając go na krótką chwilę równowagi. Zalał go następnie serią agresywnych ciosów, lecz nie zdołał przełamać jego bloku.
Kurwa, przydałby się topór, albo chociaż większy miecz...
Torstein nie był rycerzem, nie grał czysto w walce jeśli nie musiał. Dlatego też zdzielił przeciwnika "z dyńki". Głowa trochę go zabolała, ale raczej niezbyt go to obchodziło. Zamroczonego przeciwnika chlasnął raz, a potem drugi. Na Na ziemię spadły dwa ramiona siepacza. Następnie zaś wiking werżnął się mieczem w jego głowę, jakby rżnął tasakiem mięso. Kopnął truchło, aby wydobyć miecz. Twarz wikinga znów skąpała krew
– No. Załatwiony tak jak pan Tyr powiedział. A panienka... eee... ma krew we włosach – rzucił do anielicy, sam mając hełm i brodatą twarz w posoce.
1x tajemniczy zbir
Egbert:
Mag rzucił rudobrodym dość mocno, ale Bękart przeżył już gorsze rzeczy, dlatego szybko pozbierał się po spotkaniu ze ścianą. Gdy pchnięty przez paladyna bandyta upadł obok Egberta, ten stał już na nogach. Niewiele myśląc, najemnik przydeptał miecz przeciwnika by ten nie mógł go zaatakować, po czym zamachnął się własnym ostrzem. Zawahał się jednak widząc pancerz tamtego. Obywatelska klinga raczej nie poradziłaby sobie z czymś takim, dlatego wolną ręką szeregowy sięgnął za plecy. Chwycił rękojeść swojego krasnoludzkiego sihila, a potem jednym płynnym ruchem wydobył broń i spuścił ją na wroga. Zbroja sługusa nekromanty została rozrąbana potężnym uderzeniem, a z jego ciała zaczęła wylewać się krew. Człowiek ten, jeśli w ogóle można go było nazwać istotą ludzką, nie wyglądał jednak wcale jakby stracił zapał do walki. Przeciwnie. Spróbował poderwać się z ziemi i rzucić na najemnika, przez co zarobił od niego kopniaka w twarz. Egbert raz jeszcze wprowadził sihil w ruch. Ciął w to samo miejsce, pogłębiając ranę leżącego. Z takimi obrażeniami nie można było żyć. Wróg powinien był już znieruchomieć, tymczasem dalej szamotał się pod butem Bękarta.
-Co to jest?
1x tajemniczy zbir (ranny)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej