Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Melkior Tacticus:
Melkior nawet nie spojrzał na Meritha. - Nie do końca wiem, jechaliśmy z Mardukem a ze wsi biegła jakaś wieśniaczka wrzeszcząc że ktoś sołtysa pojmał. Ten pognał jakby mu przyszłego teścia porwali, bez porządnego planu. Ot wparowali tam z Dragiem, Eve i dwójką moich ludzi. A w ogóle to jedziemy... A Marduke ci powie.
Egbert:
Na wprost Egberta siedział jakiś mężczyzna w czarnej szacie. Rudobrody zaklął szpetnie, bo ten koleś musiał być magiem. Nikt inny nie zabrałby na bitkę kostura zamiast porządnego miecza, bądź topora. Co gorsza, to był prawdopodobnie jeden z tych „mrocznych” magików. Oni zaś, jeśli wierzyć opowieściom, byli ze wszystkich najgorsi. Potężne czary w połączeniu ze skurwysyństwem i wyrafinowaniem tych osobników tworzyły naprawdę zabójczą mieszankę. Ten mag siedział jednak tak blisko Bękarta, że najemnik miał realną szansę na pozbycie się go, nim zakapturzony mężczyzna rzuci na niego jedno ze swoich zaklęć. Egbert postanowił wykorzystać tę okazję. Skoczył w stronę czarodzieja wykonując jednocześnie zamaszyste cięcie mieczem. Przeciwnik okazał się być jednak dużo szybszy niż szeregowy przypuszczał. Odepchnął się nogami od podłogi i razem z krzesłem poleciał do tyłu. Dzięki temu miecz Bękarta, zamiast przeciąć go na pół, zostawił jedynie płytkie rozcięcie na jego klatce piersiowej. Ranny czarodziej upadł na podłogę, przewrotem w tył sturlał się z oparcia krzesła, a następnie bez trudu stanął na własnych nogach. Rudobrody był w szoku. Trudno podejrzewać o takie akrobatyczne umiejętności kogoś, kto większość życia spędził w zakurzonej bibliotece. Tak przynajmniej Egbert wyobrażał sobie żywot magicznych. Możliwe jednak, że był w błędzie. Jakby tego było mało, rana na ciele nekromanty zaczęła nagle goić się w ekspresowym tempie. Tak sama, po prostu.
Najwyraźniej w dupie byłem i gówno widziałem.
Marduk Draven:
Mag uśmiechnął się paskudnie pod kapturem, co też Egbert bardzo wyraźnie zauważył. Następną rzeczą, jaką zrobił, było wyciągnięcie przed siebie dłoni i posłanie w mężczyznę, który go zaatakował mortokinetycznej fali energii, która z siłą lwa cisnęła nim w ścianę, tuż obok okna, przez które wszedł. Egbert poczuł solidnie uderzenie, w głowie mu nawet trochę pociemniało, ale nie wydawało się, aby odniósł jakieś rany.
– Zabić wszystkich, łącznie z jeńcami... a z resztą. Sam to zrobię – przemówił suchym głosem. Postanowił zebrać energię magiczną. Rzucił kostur jednemu z siepaczy, po czym jego dłonie zaczęły lśnić czarno-fioletową poświatą. Zaczął je wznosić do góry, chcąc zastosować potężne zaklęcie zwane eksplozją zła. Marduk zauważył to, puścił jedną z rąk z miecza i sam wykorzystał zebraną moc magiczną. Dłoń paladyna też lśniła podobną poświatą.
– Araxu! – zainkantował. Czar zniwelował energię maga, odbierając mu możliwość rzucenia czaru. – Aresh!– dodał. Drugi czar odebrał magowi zdolność mówienia, a więc też inkantowania wszelkich zaklęć. Wściekły porwal mortokinezą kostur od siepacza i zniknął, zostawiając tylko obłoczek czarnego dymu.
Znalazł się tuż obok Meritha. Nieco zaskoczony odszedł na kilka kroków i zaczął uciekać, chcąc jak najszybciej zebrać energię.
Tymczasem siepacze ustawieni koło jeńców zamachnęli się, chcąc wykonać rozkaz, ciało Marduka zdematerializowało się ponownie i znalazło w ułamku sekundy za jednym z siepaczy, który miał zaraz pozbawić życia związanego sołtysa. Marduk wystąpił paradą i zablokował klingę swoją. Miecze skrzyżowały się, lecz został drugi. Paladyn pchnął go telekinezą na ścianę, dosć blisko Egberta. Mściciel jednak nie miał zamiaru cackać i bawić się. Dobył sztyletu, uderzył głową w hełmie siepacza z którym krzyżował broń i poderżnął mu gardło.
Z kolei, na Evening rzucili się siepacze ze schodów. Było ich dwóch. Na Dragosaniego kolejnych dwóch, czatujących przy drzwiach.
5x tajemniczy zbir
1x dowódca zbirów(koło Meritha)
Dragosani:
Dragosani spodziewał się ataku dwójki zbirów sprzed drzwi. Byli wszak najbliżej. Całe szczęście miał przygotowaną broń. Odwrócił się błyskawicznie i wystrzelił z pistoletu. Żelazny pocisk wbił się w czoło pierwszego łotra, znacząc ścianę za nim krwią i kawałkami tkanki mózgowej. Pocisk utkwił w ścianie, niemal pośrodku czerwonej plamy. Zbir osunął się na ścianę, martwy. Wampir jednak był bardziej wkupiony na drugim celu. Ruch jego nadgarstka był szybki. Szklany nóż poszybował w powietrzy, wbijając się w czoło zbira. Ten zacharczał i padł na ziemię. Drago wyrwał nóż z głowy trupa, schował pistolet i dobył szabli. Spojrzał szybko na sołtysa i rycerza, aby ocenić czy coś im bezpośrednio zagraża.
3x tajemniczy zbir
1x dowódca zbirów(koło Meritha)
Nawaar:
Nawaar wiedział, że rozpoczęła się jatka, ale taka na poważnie, co też sprawiło, iż zignorował on maga, który gadał z elfem natomiast bardziej, skupił się na drzwiach i co z nich wylezie. Długo nic się nie działo, ale za to słychać było wiele. Magiczni wojownicy poradzili sobie znacznie sprawniej niż zwykła regularna armia podołałaby sobie w ogóle z takim zadaniem. Jednakże po chwili takiego wyczekiwania coś pojawiło się koło w nich jakimś obłoku czyli to był magik! Po szatach można było rzecz, że nie należał do tych "dobrych czarodziejów", o ile jacyś w ogóle są dobrzy. W każdym razie padł rozkaz strzelania do wszystkiego co złego wyjdzie z budynku, więc to zrobił!
Mauren wymierzył w nogę czarownika, żeby ten zaprzestał uciekać, wziął on głęboki oddech i zwolnił mechanizm trzymający bełta. Żelazny bełt pokonał dystans w zatrważającym tempie, trafiając uciekającego czarownika w łydkę. Bełt przebił się przez płaszcz, jakby to był zwykły papier po czym utknął on w mięśniach człowieka. Przeciwnik zaczął utykać, ale to dopiero początek, ponieważ ciemnoskóry dobył jednego z noży i trzymając ostrze między palcami, zamaszyście rzucił nim w plecy maga. Szklane ostrze wbiło się w plecy, lecz Nawaar ciekaw był dalszych poczynań ze strony elfa i jego znajomego maga. W międzyczasie rozpoczął załadowanie kuszy na nowo!
Pozostaje 17 żelaznych bełtów.
3x tajemniczy zbir
1x dowódca zbirów(koło Meritha) bełt w łydce, nóż wbity w plecy z jakim skutkiem?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej