Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (51/233) > >>

Dragosani:
Plan był kiepski. Jednak wampir nie zdążył wyrazić swojej opinii. Nie zdążył także wytłumaczyć dlaczego przemiana w nietoperza nie wchodziła w tym przypadku w grę. Pozostało więc po prostu wepchać się do domu i działać. Wampir wydobył pistolet i załadował go. Drugą dłonią wydobył z buta nóż do rzucania. Nie używał go często, ale teraz mógł się przydać. Ruszył biegiem do budynku, otworzył je w pędzie i wpadł do środka. Natychmiast ogarnął wzrokiem i innymi zmysłami pomieszczenie. Nie była to sytuacja komfortowa dla drużyny. Kilku zbrojnych, którzy wyglądali podejrzanie znajomo. No i człowiek, który ewidentnie wyglądał na osobę parającą się magią. Główne zagrożenie stanowił właśnie on... i ta dwójka przy krzesłach... i przy drzwiach. W sumie każdy w pomieszczeniu. Jednak bezpieczeństwo zakładników stanowiło priorytet. Nie podnosił jeszcze broni, lecz mentalnie przygotował się do ataku.
- No cześć - rzucił do potencjalnego dowódcy tej zbieraniny, chcąc odwrócić jego uwagę od zakładników.

Evening Antarii:
Stosunkowo nieduże pomieszczenie pełne zbirów nie było idealnym polem walki. Podczas bitwy na Zuesh, gdy demony nacierały na valfdeńskie i zueskie wojsko, każdy przeciwnik był dobrze widoczny. Czary obszarowe niszczyły całe grupy demonów, a ruchy bronią białą mogły być zamaszyste i silne. Zwiad z powietrza był kolejną opcją ułatwiającą rozpoznanie pozycji wrogów. Tu, w ratuszu, należało działać szybko i precyzyjnie nie widząc do końca co kryje się w środku, trudniej było o uniknięcie ciosów, gdy roiło się od przeciwników. Nie wiadomo też było, jakimi umiejętnościami dysponują te zbiry... Evening nie pozostało nic, tylko wykonać rozkaz Dravena. Lepsze to niż bezczynność. Anielica przy pomocy energii magii przemieściła każdą cząstkę swego ciała na miejsce, w którym skupiła wzrok patrząc przez okno. Każdy atom odtworzył się idealnie w czasie szybszym niż mrugnięcie oka we wnętrzu ratusza. Był to dobry moment zaskoczenia dla wrogów - nagle pojawiająca się skrzydlata istota.
Antarii sięgnęła po swój miecz i chwyciła go oburącz. Ujrzała w środku nie więcej niż dziesięć osób, oby nie byli zbyt silni... Anielica poczuła, jak magia płynąca w jej żyłach jest coraz bardziej dla niej wyczuwalna. W takich chwilach każdy sługa Zartata czuje się bliżej swego boga, który daje mu moc. Dziewczyna postanowiła przelać tą siłę na swoje oręże, które dzierżyła. Srebrny miecz zyskał żółtą poświatę jarzącą się z każdą chwilą mocniej, aż w końcu cisnęła ostrzem po łuku wprost w głowę biegnącego ze schodów zbira. Kości zachrupotały, miecz przebił czaszkę na wylot, po czym kierowany jakby dłonią Zartata wrócił do ręki Evening.
Anielica nie traciła ani chwili i już namierzyła kolejną swoją ofiarę. Poświata na mieczu przygasła.

//   Święty rzut

Melkior Tacticus:
Z osłoną to tu było ciężko, elf zdjął z pleców tarczę i wbił ją w ziemię przed sobą. Tworząc małą prowizoryczną osłonę. W razie czego po prostu padnie na ziemię. Teraz dalej obserwował wejście.

Nawaar:
Nikt nie zdążył maurenowi odpowiedzieć, gdy dojechali do samej wioski, przez co nie można było wypracować lepszego planu! Ratusz wyglądał najokazalej ze wszystkich zabudować i nie można było go pomylić. Nawaar przywiązał konia do płotu, załadował kuszę mając na podorędziu dwa noże do rzucania, jakby trzeba było zadziałać jeszcze szybciej, po czym ustawił się koło elfa. Wielgachne okna były dość dużą przeszkodzą, bo pozycje obrane przez strzelców mogły zlikwidować wsparcie na prędze, ale długouch wpadł nawet na pomysł tylko, że z puklerzem mogło być różnie, lecz postanowił chociaż oprzeć go o swoje nogi, bo to zawsze jeden pocisk odbije nim ta spadnie. Ciemnoskóremu nie pozostawało nic innego jak czekać, aż ktoś wrogów wyłoni się za drzwi lub pojawi się w okiennicach!   

Merith:
Znowu awantura? Pomyślał mag, dopił spokojnie wino za które przecież zapłacił, telekinezą sięgnął po kostur po czym wstał i wyszedł zobaczyć cóż za cyrk przyjechał. Wychodząc z karczmy zauważył murzyna w futrach i z dzidą co faktycznie rzucało się w oczy. Oraz Melkiora, który celował z kuszy w ratusz. Podszedł mówiąc.
- Co tu się wyprawia Melkior, nie można spokojnie się wina napić. Mag otoczył się mortokinetyczną barierą. Bo miał przeczucie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej