Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Melkior Tacticus:
Melkior od razu wiedział że ten cyrk z szlacheckimi pojedynkami to nie wypał, po za tym Marduk dał się wpędzić w zasadzkę. Przeciwnik miał przewagę ogniową. Komandor z Ashogiem ledwo zdołali zeskoczyć i skryć się za wozem gdy poleciały bełty i strzały. Elf oddałby teraz nerkę za elfią kuszę. Dobył swojej naciągnął i załadował, wychylił się zza wozu i celnym strzałem w okolice serca położył kusznika. Ukrył się z powrotem za wozem.
10x bandyta
5x bandyta z kuszą
4x bandyta z łukiem
1x ten bogatsz zbir(już w pełnym ekwipunku
1x Chochoł
Egbert:
Twarz Egberta bardziej skłaniała się w stronę „naprawdę”. Jeśli pokonany przez niego zbir tak po prostu się wykrwawił, to znaczyło że ludzie Chochoła nie mieli zielonego pojęcia o zakładaniu opatrunków. Czy wojownik miał wyrzuty sumienia z powodu tamtego człowieka? Nie, bandyta wiedział przecież na co się pisze. Pojedynki, nawet takie do pierwszej krwi, nigdy nie były całkiem bezpieczne. Tylko głupiec mógłby o tym zapomnieć. Czy rudobrody czuł wstyd, wiedząc że przez niego drużyna musiała walczyć teraz o życie? Nie, według Egberta rabusie zaatakowaliby tak czy owak. Najemnik nawet przez chwilę nie wierzył w to, że puszczą ich wolno tylko dlatego, że taka była umowa. Teraz jednak nie było czasu by dłużej się nad tym zastanawiać. Bękart rzucił się na ziemię i przywarł do niej całym ciałem, unikając tym sposobem strzał i bełtów posłanych w jego stronę przez atakujących. Podniósł głowę. Było ich ze dwie dziesiątki, tak na oko. Paradoksalnie wcale nie mieli jednak przewagi. Nie było w ich szeregach takich jednostek jak w drużynie obrońców. Egbert podniósł się szybko, widząc że bandyci z łukami zostali wyprzedzeni przez swoich kompanów uzbrojonych w miecze i sztylety, którzy teraz biegli prosto na niego i pozostałych. Bękart dobył miecza i w ostatniej chwili zdążył sparować sztych wymierzony w jego pierś. Zaraz po tym musiał odskoczył w tył by uniknąć cięcia następnego napastnika. Za cel obrało go sobie dwóch bandytów. Atakowali z furią tnąc na oślep i starając się przytłoczyć rudobrodego liczbą wyprowadzanych uderzeń. Egbert mógł tylko desperacko blokować ich ciosy, po każdym cofając się krok w tył. W końcu jego plecy dotknęły wozu, za którym schronił się komandor i Ashog. Przyparty do muru, najemnik musiał zabić bądź zginąć. I wtedy obaj przeciwnicy zaatakowali go jednocześnie w ten sam sposób, to jest cięciem z góry. Ten ponury wielkolud rzadko się uśmiechał, ale teraz nie mógł się powstrzymać. Takiego prezentu od losu dawno nie otrzymał.
Jeszcze nie dzisiaj.
Pomyślał kierując te słowa do Rashera, po czym zatrzymał dwie spadające na niego klingi na swoim ostrzu. Bandyci przez chwilę się z nim siłowali, pewni że ramię Bękarta zaraz osłabnie. Tak się jednak nie stało. Chwycili więc swoje miecze oburącz, ale Egbert zrobił to samo. Wolną ręką złapał za końcówkę swojej broni. Czuł jak ostrze wbija mu się w dłoń, ale była to mała cena za przeżycie. Rabusie nie byli w stanie przesunąć bloku najemnika choćby o centymetr. On sam odepchnął ich gdy znudziła mu się już ta scena, a potem szybkim pchnięciem przebił brzuch jednego z nich. Miecz zwany obywatelskim, chociaż miedziany, został przed wyprawą naostrzony najlepiej jak się dało, więc bez problemu przeszedł przez skórzany napierśnik bandyty. Jednocześnie z pchnięciem, rudobrody wyprowadził cios pięścią mierząc w podbródek drugiego przeciwnika. Trafiony zatoczył się do tyłu nieomal upadając. Ten przebity zaś wypuścił broń i upadł na kolana łapiąc się za brzuch. Egbert dobił go cięciem w kark.
9x bandyta
5x bandyta z kuszą
4x bandyta z łukiem
1x ten bogatsz zbir(już w pełnym ekwipunku
1x Chochoł
Marduk Draven:
Sytuacja była niekorzystna, głównie dlatego, że bandyci mieli liczebną przewagę. Zanim wrogowie zdążyli dobiec jeszcze do Marduka, ten wykorzystał zebraną w swoim ciele energię magiczną i szybką myślą skupił ją we właściwej formie. Obrał za cel Egberta i rzucił na niego zaklęcie, głośno przy tym inkantując:
– Grashiz!
Pozornie nic się nie stało, lecz rudobrody wojownik poczuł nagle przypływ sił, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył. Jak gdyby mógł w pojedynkę pokonać niedźwiedzia, trolla, czy bandę zbirów. Taka była moc Zartata. Umacniała ciało i umysł.
Marduk z kolei rzucił w jego stronę miecz, jednocześnie kierując go telekinetycznie, dzieki czemu ostrze zatopiło się w ciele przeciwnika, którego Egbert właśnie zabił. Dzięki chwilowemu ogłuszeniu tego drugiego, Bękart Rashera mógłby złapać za lepszy miecz.
Na świętego mściciela zaszarżował jeden z bandytów, wykonując szybkie cięcie wycelowane w szyję. Marduk uchylił się przed nim, po czym złapał rękę zbira i zaklinował ją między swoim ramieniem a torsem, po czym lewym łokciem uderzył go w twarz, łamiąc nos w akompaniamencie okrzyku bólu. Nie mając żadnej broni przy sobie, Marduk wykorzystał wciąż zebraną energię magiczną i skumulował ją w dłoni.
– Izeshar! – zainkantował, wykorzystując chwilowe ogłuszenie zbira, po czym w jego dłoni pojawiła się kula boskiego światła, tak zwany pocisk esencji, którą Marduk z odległości parunastu centymetrów cisnął w twarz zbira. Kompletnie wypalając ją. Bezgłowy korpus opadł na ziemię. Marduk z kolei telekinezą przywołał pochwę ze swoim mieczem i wykorzystał jeszcze trochę swojej mocy magicznej, aby dzięki mocy przemieszczenia znaleźć się za liniami wroga, a dokładniej za łucznikami. Wyjął miecz z pochwy i chwycił go oburącz, po czym zaczął obracać się w wokół własnej osi. Łaska Zartata przyśpieszyła to ogromnej prędkości i pchnęła go do przodu z mocą tornada, w zbirów, którzy dopiero, co zauważyli, że coś jest nie tak. Niestety było to dla nich za późno. Wir Zartata siekał i rąbał bez miłosierdzia i litości. Wszelkie kończyny, części ciała, a nawet jelita albo wątroby fruwały w powietrzu.
Melkior poczuł na głowie coś mokrego i ciepłego. Krew. Ale nie jego. Krew z jelita cienkiego, które tajemniczo spadło mu na głowę. Gdy huragan Marduka skończył się, pozostało dwóch zbirów. Jeden zaczął napinać łuk, drugi ruszył z mieczem.
Choćby chciał, to przeciwnik paladyna nacierający wręcz nie był w stanie zaatakować pierwszy. Draven był zbyt szybki, a jego technika zbyt dobra. Walczył dodatkowo tak, że strzelec nie miał jak oddać strzału. Po kilku szybkich, ledwo zablokowanych ciosach, mściciel zauważył dużą dziurę w kiepskiej obronie bandyty i straszliwie sieknął, separując jego głowę od reszty, po czym, gdy ciało upadało, telekinetycznym uściskiem złapał szyję bandyty z łukiem. Zbir puścił broń i strzałę, która pomknęła gdzieś w niebo i złapał się za gardło. Marduk puścił go w następnej chwili, nie chcąc tracić czasu powolne duszenie i uderzył go płazem miecza, powalając go przy tym na ziemię. Resztkę magicznej energii uformował w dłoni i znów zainkantował:
– Izeshar! – po czym cisnął pocisk w pierś w bandyty, wypalając serce, oraz płuca i szybko kończąc jego żywot, tak jak zagrożenie ze strony łuczników.
Kilku zbirów, zbrojnych w sztylety i miecze ruszyło między drzew, aby po chwili zaatakować Melkiora i Ashoga. Było ich trzech. Przeciwnik, którego Egbert uderzył otrząsnął się i ruszył ku niemu. W stronę Nawaara i Tortsteina ruszyło po jednym zbirze, zaś w dwa bełty pofrunęły w stronę Dragosaniego, co usłyszał i zobaczył dzięki swoim zmysłom.
8x bandyta
5x bandyta z kuszą
1x ten bogatsz zbir(już w pełnym ekwipunku)
1x Chochoł
//Z racji, że Melkior dopiero strzelił, nie będzie miał czasu, aby oddać strzału w któregokolwiek ze zbirów atakujących go i jego kompanię. W stronę Nawaara i Torsteina biegną ci uzbrojeni tylko w broń białą. Na Egberta rzuciłem Łaske siły.
Dragosani:
Gdy sprawy przybrały nieco niebezpieczny obrót trzeba było walczyć. Przecież nie mogli wydać jednego ze swoich w łapy bandytów. Dwie grupy starły się więc. Ludzie ruszyli do ataku, bełty zaczęły latać. Wampir usłyszał iuch charakterystyczny świst i dostrzegł dwa pociski lecące w jego kierunku. Ich zamazany kształt byłby zupełnie niedostrzegalny, gdyby nie percepcja Draga. Wiedział, że zdąży zareagować. Schował wcześniej broń, nie mógł więc użyć jej klingi do odbicia pocisków. Gdy pierwszy pocisk nadleciał wampir po prostu uchylił się przed nim. Natychmiast po nim nadleciał drugi. Drago błyskawicznie wyciągnął lewą rękę i złapał ów bełt w locie. Odrzucił go, nawet nie spoglądając. Potem spojrzał na kusznika, który go wystrzelił. Człowiek miał minę, która delikatnie mówiąc, wyrażała zdziwienie. Jego kolega, którego to bełt został ominięty, również był tym raczej zdziwiony. Nigdy wcześniej nie widzieli czegoś takiego! I teraz, gdy Drago ruszył na nich biegiem, zdecydowanie rozważali, czy nie pomylili się jednak w wyborze ścieżki życiowej. Było już jednak za późno. Wampir był już przy nich. W ręku miał już szablę, wydobyta nie wiadomo kiedy. Kusznicy nie mieli czasu aby załadować ponownie swoją broń, nie dobyli nawet mieczy. W mgnieniu oka obaj padli na ziemie z poprzecinanymi gardłami.
8x bandyta
3x bandyta z kuszą
1x ten bogatszy zbir(już w pełnym ekwipunku)
1x Chochoł
Torstein Lothbrok:
Torstein, leniwy i znudzony jak zwykle, nie był zainteresowany ani przybyciem króla, ani pojedynkami. Nie interesowały go walki do pierwszej krwi. Raczej do ostatniej. Za to obrót spraw stał się o wiele bardziej ciekawy, gdy wybuchła bitka. Jeden ze zbirów natarł na niego. Torstein dobył puklerza i w porę zablokował klingę, po czym kopnął z całej sił w brzuch zbira i dobył miecza. Rozpoczął burzę cięć, chcąc przebić obronę pospolitego przestępcy. Uderzał wściekle niczym sam Tyr, z mocą Thora i zaciekłością Fenrisa. Jego celem było wymęczenie przeciwnika, co szybko się stało. Lothbrok odnalazł lukę w defensywie wycieńczonego przeciwnika, chlasnął czarnym ostrzem, separując przedramię od reszty ciała, po czym poderżnął gardło gnidy. Krew opryskała jego pancerz i twarz. Wiking starł posokę. Był w swoim żywiole. Była nim walka. Odrzucił na ziemię miecz i tarczę i dobył kuszy. Była naciągnięta, gotowa do strzału, tak jak on. Oboje potrzebowali tylko bełtu. Gdy ten znalazł się na łuczysku, wiking znalazł sobie cel, jednego z kuszników, po czym posłał żelazny pocisk prosto w jego mostek. Kości z pewnością trzasnęły, gdy metal wbił się w nie z siłą niedźwiedzia, kładąc łąjdaka na ziemię. Martwego jak niektórzy z jego kompanów.
7x bandyta
2x bandyta z kuszą
1x ten bogatszy zbir(już w pełnym ekwipunku)
1x Chochoł
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej