Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (38/233) > >>

Egbert:
Egbert nie widział Marduka rzucającego na niego zaklęcie, dlatego mocno zdziwił się czując nagły zastrzyk mocy, która nagle zaczęła pulsować mu w żyłach. Zmęczenie również opuściło najemnika, ból w rozciętej dłoni jakby zmalał, a sam wojownik poczuł się co najmniej dwakroć silniejszy. W jego przypadku oznaczało to naprawdę ogrom siły. Bękart nie zamierzał zmarnować energii, którą miał teraz do dyspozycji. Chwycił wysłany mu przez paladyna miecz, ten sam przy którego użyciu rudobrody wygrał swój pojedynek jakiś kwadrans temu, po czym zaszarżował na najbliższego bandytę. Ów zbir już szykował się do ataku na najemnika, ale jakby zwątpił widząc jego nowy zapał. Dzierżąc teraz dwa miecze, najemnik mógł atakować i blokować jednocześnie. Oburęczność była w takich chwilach jego wielką zaletą. Zasypał przeciwnika uderzeniami i wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję do zadania śmiertelnego ciosu. Stalową klingą zbił ostrze rabusia na bok, jednocześnie wbijając mu sztych miedzianego miecza w gardło. Kolejny członek drużyny Chochoła padł bez życia na ziemię, ale było jeszcze za wcześnie by świętować zwycięstwo. Mniej więcej połowa napastników wciąż stała na nogach. Nie wiele myśląc, Egbert związał się walką z kolejnym. Na jego nieszczęście, był to przywódca bandyckiej kompani. Rudobrody wyprowadził serię cięć, chcąc pokonać go taką samą strategią jak poprzedniego zbira. Chochoł był jednak sprytniejszy niż większość jego ludzi. Nie dał się przytłoczyć nawałnicą ciosów. Zwinnie uniknął kilku pierwszych uderzeń zamiast je blokować, po czym perfekcyjnie wykonanym pół piruetem wszedł za plecy Egberta i ciął szablą przez jego plecy. Bękart nie miał jak sparować tego ataku, więc po prostu rzucił się przed siebie cudem unikając rozcięcia grzbietu. Zdążył tylko dlatego, że dobrze znał to zagranie. Znał, ale samemu nie potrafił zastosować. Brakowało mu lekkości i finezji zbrojnego w szablę przeciwnika. Gdy Bękart obrócił się na powrót w stronę tamtego, spostrzegł, że lider bandytów zajął się już walką z kimś innym. Rudobrody odetchnął z ulgą, mimo że już atakował go następny wróg. Miał w dłoniach dwa sztylety. Był raczej niski, Egbertowi sięgał może do piersi. Popisał się za to wyskokiem. Będąc jakieś dwa metry od najemnika, po prostu skoczył na niego celując nożami w jego oczy. Bękart zaparł się mocno jedną nogą i wyciągnął przed siebie oba miecze. Przeciwnik zwyczajnie się na nie nadział. Z tej odległości wielkolud mógł dostrzec jego przekrwione oczy i powiększone źrenice. Przed walką musiał zażyć jakieś wspomagacze, ale bardziej mu one zaszkodziły niż pomogły. Rudobrody szybko opuścił martwego już zbira na ziemię i przytrzymując ciało butem wydobył z niego swoją broń. Dookoła walka trwała w najlepsze. Ciągle pełen mocy, która nie pochodziła od niego, Bękart zwarł się z nowym wrogiem. Po wymienieniu kilku cięć, udało mu się złapać jego klingę pomiędzy swoje miecze i skierować ją ku ziemi. Wtedy rzucił się na rywala całym ciałem wbijając mu kolano w brzuch. Bandyta zgiął się w pół, zaś Egbert otoczył jego kark ramieniem i szarpnął mocno, przewracając tym samym oponenta na ziemię. Nim obalony zdążył zorientować się co się stało, rudobrody przyszpilił go do ziemi dobrze naostrzonym kawałkiem zimnej stali.

4x bandyta
2x bandyta z kuszą
1x ten bogatszy zbir(już w pełnym ekwipunku)
1x Chochoł

Nawaar:
Sprawy układały się nad wyraz dobrze, że nawet mauren miał czas ubrać się w zbroję wilczą. Ciepło ogarnęło jego ciało, co spowodowało minę zadowolenia na jego czarnej twarzy. Pozostała tylko walka Marduka z królem co w sumie było formalnością jak sami siebie zachwalali, także wszyscy z drużyny Marduka wygrali swoje pojedynki i już każdy witał się z gąską jaką miała być, przejażdżka przez most. Oczywiście jak zawsze do czasu! Jeden ciężej ranny bandyta wykrwawił się po ranie odniesionej od Egberta. Młodziak może walczyć potrafił, ale o honorze to na pewno nie słyszał. Teraz rozpoczęła się walka już nie do uniknięcia dużo zbirów zostało już położonych, ale też i jeden chciał zaatakować ciemnoskórego.
    Para zbirów ruszyła na pozycje Nawaara i Torsteina. Ten drugi szybko się uwinął ze swoim oponentem. Mauren nie zamierzał bawić się w walkę bezpośrednią, ustawił się w pozycji do rzutu włócznią, odczekał kilka sekund, po czym cisnął nią w swojego adwersarza. Czarna włócznia pomknęła przed siebie z dość dużą siłą, przecięła ona powietrze i wbiła się w klatkę piersiową nieświadomego człowieka. Czarne ostrze przebiło się na wylot, lecz reszta broni pozostawała w ciele. Bandyta zmarł z racji odniesionych obrażeń a mianowicie uszkodzenia płuc i mocno wydobywającej się krwi, która barwiła biały puch na purpurę. Wkrótce padł twarzą na śnieg nim dobiegł on w stronę maurena. 
Nawaar na chwilę przystopował czekając na dalszy rozwój sytuacji w międzyczasie mając cały czas przy sobie puklerz, dobył on jednego ze szklanych noży, aby w razie czego pozbyć się kolejnych natrętów.

3x bandyta
2x bandyta z kuszą
1x ten bogatszy zbir(już w pełnym ekwipunku)
1x Chochoł

Ashog "Stalowa furia":
Ashog podniósł się z ziemi szybciej niż Melkior, dobył swojej wielkiej kosy w jedną łapę i ruszył na idących na nich bandytów. Ci nie mieli szans z pędzącą zieloną górą mięcha. Pierwszy bandyta stracił obie ręce gdy atakował od góry swoimi sztyletami, drugi został bez nogi gdy ork wykonywał piruet po pierwszym ciosie. Trzeci zosta,ł niemal rozpołowiony gdy szeregowy zakończył obrót na jego kręgosłupie.


2x bandyta z kuszą
1x ten bogatszy zbir(już w pełnym ekwipunku)
1x Chochoł

Marduk Draven:
Dwaj pozostali przy życiu kusznicy wycelowali w Dragosaniego, lecz widząc, co ten zrobił z bełtami poprzedników, oraz samymi strzelcami, postanowili zastanowić się nad swymi życiami. Konkluzją tych trwających może sekundę, bądź dwie, było stwierdzenie, że zjebali wybierając karierę, ale mogą jeszcze to odkręcić. Rzucili kusze na ziemie i pobiegli wzdłuż traktu, w stronę przeciwną od drużyny, chcąc ratować swoje życia. Bogatszy zbir, ten z bronią palną chyba był innego zdania. Wymierzył muszkietem w Dragosaniego, lecz stratowany przez dwóch uciekających kuszników nie trafił, w rzeczywistości upadając i strzelając pechowo w jednego z kuszników, który padł na ziemię, trafiony kulą w plecy. Gdy muszkieter pojął swój błąd, zaczął uciekać, wiedząc, że z całą grupą nie ma szans. Na swej drodze napotkał Marduka, który wykonał przemieszczenie około półtora metra za nim i wymierzył sztychem miecza w jego gardziel, zbliżając się przy tym. Odebrał mu pistolet i skierował tak z powrotem do drużyny. Na placu boju został sam Chochoł, który wściekle wyklinał niedawnych sojuszników i sam skłaniał się do ucieczki.
– Jego też zatrzymać – rozkazał Marduk. – Co powinniśmy z nimi zrobić Twoim zdaniem? – spytał Dragosaniego.

Torstein Lothbrok:
Sytuacja rozwinęła się nader szybko, kompania dobrze wyszkolonych wojowników z arcyszlachetną(i oby dobrze płatną misją)pokonała i rozgromiła bandę wstrętnych łotrów. Ci, którzy nie zginęli, zaczęli uciekać, chcąc ratować swoje życia. Dwóch udało się złapać, a z kolei jednego dosięgła boska pomsta w postaci zwyczajnego pecha. Jeden tylko uciekał. Torstein porwał swój miecz z ziemi schował kuszę i wsiadł szybko na konia, na jakim dane mu było dotychczas jeździć w wyprawie. Ruszył za uciekającym kusznikiem, a jako, że nie jechał na byle szkapie, lecz na prawdziwym ogierze, o iście pustynnym imieniu, szybko dogonił rzezimieszka. Ujął pewnie jedyną broń jaką miał przy sobie – kuszę i zbliżając się do łotra palnął go nią przez łeb, modląc się, aby broń nie rozwaliła się przy tym w drzazgi. Na szczęście, sama kusza przetrwała, a łotr jęknął i padł na ziemię. Wiking zlazł z konia i poprawił pięścią, nokautując drania, po czym wsadził go na konia.
Już po kilku minutach wrócił i z mieczem gotowym do walki zablokował drogę Chochołowi. Splunął mu pod nogi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej