Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Marduk jął pozbywać się niedbale tuniki, peleryny i zbroi, które nosił na sobie, rzucając wszystkie blachy koło swojego rumaka. Ostrożnie podszedł do juków Maximusa, ogiera Dragosaniego i dobył z nich miecza, którym przed chwilą walczył Egbert. Marduk musiał przyznać, że miecz był dobrze wyważony, choć nieco krótki. Wojownik Zartata zbliżył się do wampira i stanął na jego flance. Ubrany był tylko w buty, nagolenniki, spodnie i koszulę.
– I świętego mściciela... w ogóle? – dodał humorystycznie.
Para zbirów ruszyła, na razie jeszcze nie wybierając swych celów, jak gdyby nie chcieli dać szansy wampirowi i paladynowi, aby się przygotowali.
//bierę:
Nazwa broni: Miecz
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 23
Wytrzymałość: 30
Opis: Wykuty z 1,28kg stali Valfdeńskiej o zasięgu 0,7 metra.
//Biegną ramię w ramię, trudno ocenić, który atakuje kogo.
Dragosani:
- Ładny mi pojedynek - mruknął wampir, obserwując zbliżających się łotrów. Przybrał postawę bojową, wciąż nie dobywając broni. Położył jednak dłoń na rękojeści szabli. Pozwolił oponentom się zbliżyć. Wiedział, że jego nadnaturalne zmysły, pochodzenia wampirzego i demonicznego, nie pozwolą im zaskoczyć go w ataku. Każdy ich krok, każdy gest, każe spojrzenie i drgnienie mięśni twarzy, mogły zdradzić ich zamiary. Między innymi tego nauczył się Drago poprzez lata swojego życia.
Marduk Draven:
– Cóż, teraz zaczyna się zabawa– odmruknął mu Marduk. Sam trzymał miecz jeszcze u nogi, sztychem do ziemi. Nie miał nadnaturalnych, wampirzych zmysłów Dragosaniego, ale walczył już nie jeden raz i potrafił odczytywać ruchy wrogów z ich gestów, oczu i ruchów choćby nóg. Strzelił karkiem i przygotował się zwieńczenie bandyckiej szarży.
Jak się po chwili okazało, to Chochoł chciał się chwalić pokonaniem wampira w Hemis, a jego kompan pokonaniem świętego mściciela w ogóle. Ten pierwszy ciął od góry, chcąc nabrać jak najwięcej impetu dla swojego cięcia, jakby chcąc odseparować ramię Dragosaniego od reszty ciała, z kolei jego kompan postanowił ciąć od poziomo od lewej w stronę miednicy Marduka.
Jednak w połowie każdego ciosu stało się coś rzadko spotkanego. Oboje minęli się w zgrabnych obrotach i zmienili przeciwników, aby po sekundzie okrążyć ich i zaatakować od pleców, znów zmieniając oponentów.
Nie byli byle kim. Nie dość, że wiedzieli jak walczyć zespołowo, to byli jak bracia, znając siebie na wylot, a przy tym sobie ufając. Oboje wyprowadzili sztychy, chcąc szybko trafić plecy przeciwników.
Dragosani:
Widząc atak Chochoła, Dragosani zaczął wykonywać unik. Prosty, oszczędny i skuteczny. W jego połowie jednak wampir dostrzegł zmianę ataku dwójki łotrów, a więc i sam musiał dostosować swoje działania. Był na to częściowo gotów. Może nie wiedział co dokładnie się stanie, lecz jego nadnaturalny "szósty zmysł" wampira, wyraźnie dawał mu znać, że coś jest nie tak. Resztę dopowiedziało doświadczenie. W połowie swojego uniku zrobił drugi krok w bok, wychodząc z pola ciosu zbira, który go ostatecznie zaatakował. Człowiek ów był szybki. Jego cios zdradził, iż był doświadczonym szermierzem. Jednak wampir był nieco lepiej dostosowany fizycznie do walki. Uchylając się przed kolejnym ciosem dobył w końcu szabli. Jej ciemne ostrze stanowiło teraz przedłużenie ręki wampira. Wierna szabla, która wielokrotnie przysłużyła się swemu panu, stworzona przez wysłannika Pana Nadziei. Drago nie używał jej teraz jednak jako broni. Raczej jako balastu, którego znajoma obecność w dłoni umożliwiła mu lepsze wyczuwanie własnych ruchów, ułatwiała uniki. Wielu poetów i kronikarzy opisuje walki wampirów jako taniec. Piękny i zabójczy. Dostojny. Lecz Drago teraz nie tańczył. Jego ruchy były oszczędne, precyzyjne. Był jak cień, który zawsze umyka przed ciosem. Nie blokował nawet ataków swego oponenta, po prostu unikając kontaktu. Zawsze preferował tę formę obrony. Obserwował cały czas uważnie łotra. Co chwilę dostrzegał możliwość do zadania ciosu, odsłonięte miejsca, luki w obronie przeciwnika, które mógł wykorzystać do swojego ataku, przed którego szybkością łotr nie mógłby się obronić. Problem polegał na tym, że zdecydowana większość tych ataków mogła zakończyć życie łotra. Wampir był przyzwyczajony do śmiertelnej walki i sprowadzania śmierci na swoich przeciwników stojących po przeciwnej stronie ostrza.. Teraz musiał więc uważać i poczekać na odpowiedni moment. Ów moment nadszedł nagle, lecz spodziewanie. Szabla wampir błysnęła w niespodziewanym ataku. Sama końcówka jej ostrza trafiła wymierzony cel i przeorała policzek zbira, zostawiając za sobą ranę. Nie była ona poważna, lecz z pewnością pozostawi po sobie bliznę. Krew zalała policzek łotra. Drago opuścił broń.
Marduk Draven:
Chochoł, zdenerwowany porażką warknął wściekle i zaklął paskudnie. Opuścił jednak broń, przyznając się do porażki.
Marduk z kolei także zrobił oszczędny unik, lecz gdy cios okazał się jedynie zamarkowaniem, skorygował swoją postawę. Gdy już wiedział, że miecz dąży do sztychu za jego plecami, wykonał zgrabny, lecz także oszczędny ruch zbrojną ręką za plecami, odbijając broń zbira nieco w górę. Następnie zaś wykonał obrót, tak aby nie wadzić Dragosaniemu i rozpoczął tyradę swoich ataków. Wielu mogło w tej chwili zobaczyć jak wojownik Zartata walczy bez ciężkiej, lecz bardzo wytrzymałej zbroi, inni jak w ogóle ktoś taki walczy. Podczas gdy zwyczajnie Marduk polegał raczej na sile fizycznej, mocy ataków i mistrzowskiej technice, tak teraz był niezwykle zwinny jak na kogoś, kto zwykle chodzi zakuty w dwudziestu kilogramach stali. Jego ataki były pełne finezji i szybkości, nawet taneczności, gdyż Marduk co rusz uderzał z obrotów, czy młynków, spychając przeciwnika do defensywy i zmuszając do wielu kroków w tył. Zbir był utalentowanym szermierzem, lecz to było zdecydowanie za mało. Jednym z kolejnych ataków, Draven wybił miecz przeciwnika na prawo, prawie wytrącając mu go z ręki, po czym zamachnął się z półobrotu i ciął w stronę twarzy zbója, który ze strachu zamknął oczy. Marduk jednak zatrzymał klingę tuż przed policzkiem przeciwnika i jedynie lekko naciął jego policzek, kończąc walkę. Otarł miecz szmatką.
Paladyn rozejrzał się. Drago także skończył, a Chochoł szedł już w stronę swego odzienia. Nagle podbiegł do niego jeden z członków jego bandy, Chwilę o czymś rozmawiali po cichu. Wyczulony słuch Drago wychwycił, iż mowa o jakimś Kiejstucie i ranie, która okazała się śmiertelna, gdyż wykrwawił się.
- Jeden z waszych ludzi zabił jednego z naszych kamratów! – Chochoł zawołał do Marduka.- Ten rudobrody, który rozwalił mu rękę! Przez to biedny Kiejstut wykrwawił się!– Chochoł był wściekły.- Wydaj nam tego zuchwalca, a was puścimy wolno!
Marduk spojrzał na Egberta. Jego wyraz twarzy mówił coś pomiędzy "Naprawdę?", bądź "Ja pierdole".
– Tak bardzo, jak żałuję, że się tak stało, nie mogę i nie zrobię tego.
- Nie chcecie z nami walczyć, zaufajcie mi! Jedno życie za cenę was wszystkich, to chyba rozsądna decyzja! Jesteście nam to winni! Śmierć za śmierć!
– Nic nie jesteśmy winni. A prawdziwie rozsądna decyzją, byłoby nie zmuszanie do walki mściciela Bractwa Świtu. – Marduk zaczął zbierać w sobie magiczną energię, która lada moment mogła okazać się bardzo przydatna.
- Chłopy, do broni i przynieść mi ich głowy! – ryknął Chochoł. Jego ludzie dobyli broni i poczęli ruszać ku drużynie.
10x bandyta
6x bandyta z kuszą
4x bandyta z łukiem
1x ten bogatsz zbir(już w pełnym ekwipunku
1x Chochoł
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej