Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Pokonany i okaleczony bandyta zawył z bólu, jaki sprawił mu ruch klingi Egberta. Bandycka kompania wraz stała się głośna, gwizdami i wyciem wyrażając dezaprobatę wobec czynu rudobrodego. Krew z rany mężczyzny gęsto się polała.
Ty chuju! Rękę mi rozwaliłeś! – rzucił mężczyzna, po czym stracił przytomność. Okrzyki jeszcze bardziej się nasiliły. Ktoś odciągnął go z ziemi.
– Niepotrzebnie się bawił – zauważył Marduk, obserwując sytuację. – To go zgubiło. Bardziej jednak martwi mnie twoje niezbyt honorowe zachowanie. Wystarczyło lekko go drasnąć, a tak mogłeś go okaleczyć, lub nawet zabić – paladyn skarcił mężczyznę.
Egbert:
Z twarzy Egberta ciężko było coś odczytać. Jak zwykle była tak nieruchoma i bez wyrazu, że można by ją uznać za martwą, gdyby najemnik od czasu do czasu nie mrugał.
-Oni nie znają honoru, chociaż pewnie wydaje im się inaczej. Czają się po krzakach i próbują wyłudzać pieniądze od podróżnych.
Tymi słowy Bękart podsumował bandę Chochoła. Według Egberta łagodniejsze obejście się z przeciwnikiem byłoby przesadną uprzejmością.
Marduk Draven:
– Cóż, twoja decyzja, a czasu nie cofniemy – odrzekł paladyn. Sam wątpił, by kompania najemnicza, zwłaszcza bękarty miała honor. Widać to było przecież po niektórych członkach i ich zachowaniu. Marduk jednak nie wyrażał dalej swojego zdania, ani nie ciągnął tematu. – To mi wygląda na punkt dla nas! – zawołał do Chochoła. Ten, widocznie zirytowany, skinął głową. – Kto następny? – spytał drużyny.
Dragosani:
Dragosani przyjął miecz od Egberta.
- Interesująca walka - skomentował, przypinając broń do juków konia. Znów spojrzał na swych towarzyszy i drużynę Chochoła. Naprawdę nie chciał osobiście mieszać się w tę potyczkę. Wolał dać szanse pozostałym do wykazania się.
Nawaar:
Gdy powitanie i dość pouczająca rozmowa z królem minęły, nastąpił powrót do teraźniejszości. Warta Egberta jeszcze się nie skończyła co też dawało to maurenowi kilka godzin snu, bo wkrótce jego kolej. Nawaar został zbudzony i zaczął pilnować czy nikt się nie szwenda. Zimna aura pobudzała go odpowiednio a ciepłe ubranie dodawało otuchy, ale na jego szczęście miał spokojną noc. Teraz nastała kolej Marduka a potem wyruszenie dalej. Oczywiście nie mogło obyć się bez przeszkód, bo zaraz to zebrali się bandyci, którzy chcieli haracz za przekroczenie mostu i to w hemis, gdzie można po nim przejechać. Ciemnoskóry dziwił się tutejszym zwyczajom, ale cóż mógł poradzić. Padło na pojedynki jeden z nich wygrał swój człowiek, co postawiło ekipę Marduka na korzystniejszej pozycji. W międzyczasie mauren został ogołocony z ubioru widocznie biali mieli jakieś dziwne fetysze, nie jemu to oceniać. W każdym razie bez słowa dobył włóczni i puklerzu, wychodząc tym samym przed szereg jako drugi do udziału w tym niecodziennym turnieju.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej