Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Dragosani:
Dragosani spojrzał na Egberta. Błysk jego miecza natychmiast zdradził mu jakość tej broni. Po krótkiej chwili namysłu, odpiął od juków swojego konia miecz w pochwie. Podszedł do najemnika.
- Egbercie - rzekł. Wyciągnął miecz w pochwie w jego stronę. - Przyjmij ten miecz. Jest on lepszej jakości niż broń, którą posiadasz. Wszak w pojedynku winny decydować spryt i umiejętności, nie oręż, czyż nie? - Spojrzał porozumiewawczo na Chochoła. Jako "honorowy" łotrzyk, powinien to zrozumieć.
// Przekazuję:
Nazwa broni: Miecz
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 23
Wytrzymałość: 30
Opis: Wykuty z 1,28kg stali Valfdeńskiej o zasięgu 0,7 metra.
Marduk Draven:
Przed szereg zbirów wyszedł z kolei jeden z nich. Dobył miecza i zakręcił nim młyńca. Splunął zieloną flegmą na ziemię i zaśmiał się. Popatrzył też na Chochoła, jakby porozumiewawczo, a ten kiwnął głową, zarówno Dragosaniemu, jak i swojemu zawodnikowi. Wyglądało to na to, że Chochoł był zaiste honorowym zbirem. Szabla zdradzać mogła, że może kiedyś nawet wywodził się ze stanu szlacheckiego. Albo po prostu zabił szlachcica.
– Gotowyś? – przeciwnik spytał Egberta.
- Do pierwszej krwi! – zawołał Chochoł.
1x zbój
//Temperatura wynosi 1 stopień.
//Jest godzina 6:00 rano.
//Niebo jest czyste
//Pamiętaj, że skoro masz jeden finiszer, a on drugą kategorię, to potrzebujesz dwóch postów na jego pokonanie. Walka jest bez zbroi, więc oboje macie wytrzymałość równą 1.
Egbert:
Egbert chętnie przyjął broń zaproponowaną przez króla. Tym mieczem powinno się walczyć dużo przyjemniej niż obywatelską klingą. Najemnik co prawda miał jeszcze swój mithrilowy sihil, ale ten trzymał na specjalne okazje. Podarowany mu niegdyś przez Kazmira oręż był najcenniejszą rzeczą jaką Egbert posiadał, dlatego nie narażał go o ile nie było to konieczne. Teraz mężczyzna zacisnął dłoń na rękojeści broni z valfdeńskiej stali. Materiał wytwarzany w Efehidońskich zakładach z reguły nie zawodzi. Rzemieślnik, który wykonał tę konkretną sztukę broni też najwyraźniej znał się na rzeczy. Egbert machnął mieczem kilka razy, po czym zakręcił nim młyńca. Chciał sprawdzić jak leży mu w ręce i czy jest dobrze wyważony. Król wiedział co mówi, broń była świetnej jakości.
-Dziękuję, p...
Nie, żadnego „panie”. Chochoł nie musi wiedzieć kogo spotkał na trakcie.
-Dzięki.- Poprawił się szybko rudobrody. Miał nadzieję, że nikt z bandytów nie uzna tego zachowania za podejrzane. Nadeszła pora na walkę.
-Gotów!- Odkrzyknął w końcu najemnik i od razu przeszedł do rzeczy. Ruszył na przeciwnika, w kilku szybkich krokach pokonał dzielącą ich odległość i pchnął mieczem przed siebie. Bandyta cofnął się bez trudu unikając ciosu. Atak został wykonany niedbale i jakby od niechcenia. Bękart nie silił się jednak na dokładność. Zaatakował szybko, bo zależało mu na przejęciu inicjatywy. Uderzył raz jeszcze, tnąc na odlew z prawej do lewej. Bandyta w pierwszej chwili dał się na to złapać, ale szybko się otrząsnął. Widać było po nim, że nie był żółtodziobem. Przestał się cofać, a następny atak Egberta przyjął na tarcze i kontratakował sztychem. Nie trafił, bo uderzenie w tarcze mocno nim zachwiało. Nie docenił siły najemnika, bądź przecenił własną. Dla Egberta nie miało to znaczenia. Odbił miecz przeciwnika na bok i znów zrobił użytek ze swojej postury. Warcząc, z całą mocą natarł na wroga barkiem i przewrócił mniejszego mężczyznę na zmarzniętą glebę. Mało kto mógłby oprzeć się takiej szarży. Gdy zbir upadał, Bękart zdążył złapać za krawędź jego tarczy. Wyrwał mu ją z ręki i odrzucił na bok, po czym zaatakował leżącego. Wróg popisał się wówczas zwinnością. Płynnym ruchem zerwał się z ziemi i przyjął postawę obronną. Teraz obojgu walczącym zostały tylko miecze. Rozpoczęła się wymiana ciosów. Zbir nie miał siły Egberta, ale szybko okazało się, że był dużo lepszym szermierzem. Był też bardziej skoczny i zręczniejszy. Po kilku chwilach Bękart stracił początkową przewagę i został zepchnięty do defensywy. Jeśli chciał wyjść z tej walki zwycięsko, musiał prędko coś wymyślić.
// Przyjmuję:
Nazwa broni: Miecz
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 23
Wytrzymałość: 30
Opis: Wykuty z 1,28kg stali Valfdeńskiej o zasięgu 0,7 metra.
Marduk Draven:
Ocena zdolności oponenta Egberta była jak najbardziej trafna. Oponent, wydawał się być szkolony "po wojskowemu" lub strażniczemu. Sam też zauważył, że rudobrody szermierz jest gorzej wyszkolony, niż on. Jednak zamiast przejąć inicjatywę i wyjść ze stanowczą ofensywę, która pewnie złamałaby defensywę Egberta, bandyta w swej pysze zaczął się bawić, jak gdyby kot z myszą.
Egbert:
Bandyta co rusz doskakiwał do Egberta atakując krótkimi i błyskawicznymi uderzeniami, po czym zwinnie wycofywał się i ponawiał zagranie. Szukał jakiejś luki w obronie Bękarta. Dobrze wiedział, że w pojedynku do pierwszej krwi wystarczy mu tylko lekko drasnąć najemnika by kamraci ogłosili go zwycięzcą. Pewnie dlatego nie poszedł jeszcze na całość. Gdyby zaatakował serią dobrze zgranych ciosów prawdopodobnie wybiłby Egberta z rytmu i w końcu go trafił. Taka taktyka byłaby jednak bardziej ryzykowna.
Albo to, albo po prostu ze mną pogrywa.
Ta myśl wprawiła rudobrodego we wściekłość i dodała mu sił. Nie lubił gdy go lekceważono, ale teraz mógł to wykorzystać na swoją korzyść. Zaczął ciężko dyszeć udając zmęczenie i opuszczać gardę, gdy przeciwnik od niego odskakiwał. Wróg momentalnie połknął haczyk, bo ludzie rozmiarów Egberta z reguły nie cieszyli się najlepszą kondycją i przez to dłuższe walki zwykle sprawiały im poważne problemy. Bękart był jednak inny. Mógł bić się cały dzień i nawet by się nie spocił. Gdy zbir po raz kolejny wycofał się poza zasięg ramienia najemnika, ten rzucił się za nim z szybkością, o którą trudno byłoby go podejrzewać. Egbert chwycił rękojeść swojego miecza obiema dłońmi i ciął z góry do dołu. Całkowicie zaskoczony przeciwnik nie miał już czasu na unik, mógł tylko parować. Uniósł swoją broń do góry i zablokował cios prostopadle. Odgłos ostrza uderzającego o ostrze poniósł się echem po całej okolicy, a pod bandytą ugięły się nogi i opadł na kolano. Wówczas Bękart kopnął go swoim prosto w szczękę i ponownie posłał na glebę. Lekko ogłuszony rozbójnik upadł na plecy. Tym razem, Egbert stanął na jego broni nim człowiek zdążył się podnieść. Pojedynek dobiegł końca. Została jeszcze tylko jedna sprawa. Krew musiała się polać, żeby nie pozostawić żadnego miejsca na wątpliwości. Rudobrody obrócił miecz w dłoni i wbił ostrze w ramię pokonanego mniej więcej na wysokości bicepsa. Ręką bandyta została przyszpilona do ziemi, ale nie był to jeszcze koniec. Najemnik, nie zważając na jęki leżącego, przekręcił ostrze masakrując oponentowi rękę.
To za twoje gierki.
Pomyślał nim wyciągnął broń z ciała tamtego. Dumnym krokiem, zwycięzca ruszył w stronę swojej kompani. Nim stanął przed wampirem zdążył wytrzeć ostrze z krwi kawałkiem lnianej szmatki, którą nosił w kieszeni właśnie na takie okazje.
-Dobrze się spisał.
// Oddaję:
Nazwa broni: Miecz
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 23
Wytrzymałość: 30
Opis: Wykuty z 1,28kg stali Valfdeńskiej o zasięgu 0,7 metra.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej