Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (32/233) > >>

Egbert:
Egbert bez szemrania wykonał rozkaz wracając na swoją wcześniejszą pozycję. Spotkanie króla było nie lada wydarzeniem, ale obóz sam się przecież nie przypilnuje. Mężczyzna ponownie rozbudził w sobie typową dla siebie czujność i skupił się wykonywanym zadaniu. Na jego warcie nikt ich nie podejdzie.

Marduk Draven:
Warta rudobrodego najemnika zeszła całkiem gładko. Nim odczuł upływ czasu, zmienił go obudzony przez Marduka Nawaar, a potem sam marszałek. Następnie, o czymś, co można by nazwać świtem, drużynę zaczęto budzić, po czym ta zaczęła się zbierać i ruszyła. Było chłodno, zwłaszcza tym, którzy nie mieli ciepłych futer, a jedynie skóry czy blachy.
Drużyna mimo wszystko, dość szybko poruszała się na zachód, szybko trafiając na rzekę, która o dziwo nie była skuta lodem. Przynajmniej nie w pełni. Przebiegał przez nią sporej długości, oraz szerokości most. Przeprawa wydawała się prosta. Drużyna nie musiałaby nawet specjalnie zmieniać szyku, aby się zmieścić.
Nagle jednak, spośród ośnieżonych drzew, na drogę wyszła jakaś zakapturzona postać. Na drogę zaś padło kilka, bądź kilkanaście bełtów i strzał, nie raniąc nikogo. Osobnik na drodze odrzucił szatę, ukazując niepłytową zbroję ze stali oraz pistolet w lewej dłoni. Prawą zaś dobył szabli. Marduk chwycił za miecz i szarpnął wyciągając go do połowy.
- Nie radzę – powiedział głos. Spośród drzew wyszła duża liczba osób uzbrojonych w łuki, oraz kusze. Było nawet paro uzbrojonych w gotowe do wystrzału muszkiety i pistolety.- Mała zapłata i już was puścimy, drodzy rycerze. I Ciebie też śliczna pani i upiorny wampirze – dodał mężczyzna. Miał wąsik i kozią bródkę. Jego głowa była niemal łysa, prócz jednego, średnio gęstego kosmyka włosów. Marduk widząc wojowników schował broń.
– Ja i Eve się mogę teleportować, ale was by podziurawili – rzucił szeptem do wampira. Zszedł z konia z rękami na widoku i zbliżył się do mężczyzny.– A wy kim jesteście?
- Chochoł i jego banda dzielnych wojów! Płaćcie albo grobu szukajcie!
– Siła w grupie, co nie? Bez towarzyszy też taki mocny jesteś?
Mężczyzna warknął jak wściekły pies. Wymierzył w mściciela.
- Słuchaj, panie paladyn, jak żeś taki dzielny w gębie, to zwołuj swoich najlepszych, łap za szablę i potykamy się tu i teraz. Do pierwszej krwi. My wygramy, bierzemy haracz, wy wygramy, za darmo jedziecie!
– Zasady? – spytał.
- Nasza czwórka, po jednym na jednego, na waszą. Wybierajcie, albo płaćcie. Czyja strona wygra więcej, ta wygrywa.
Marduk wrócił do drużyny. Zwołał naradę.
– Kto się zgłasza? Dokładam dodatkową sumkę dla każdego, kto swój pojedynek wygra.

Tymczasem, drużyna przeciwników się zebrała i ogołociła z pancerzy do samych butów, koszul i spodni.
1x zbój
1x zbir
1x bogatszy zbir
1x herszt

Dragosani:
- Za moich czasów nie tak się napadało na podróżnych - mruknął Drago, tak częściowo do siebie. Zsiadł z konia, aby móc obserwować pojedynki w nieco bardziej komfortowy sposób i aby dać Maximusowi kilka chwil bez ciężaru na grzbiecie. Pomasował konia po pysku. Szepnął do nieco coś w wampirzym dialekcie uspokajającym tonem. Spojrzał w otaczający trakt las, próbując wypatrzeć ukrytych tam ludzi "Chochoła". Nasłuchiwał ich oddechów, dyskretnie węszył za nimi. Zmysłami swojej nadnaturalnej wampirzej percepcji starał się wychwycić ich obecność. Tak na wszelki wypadek.

Marduk Draven:
Wyostrzone zmysły Drago dały mu trochę przydatnych informacji. Prócz tych, którzy wyszli do pojedynku i tych, zbrojnych w różną broń dystansową, pośród drzew i zasp, usłyszał oddechy i serca paru innych osób. Nie mógł jednak więcej stwierdzić
- No, dalej kamraci! Boicie się? – wołał Chochoł.

Egbert:
Herszt bandy zachował się dosyć nietypowo zgadzając się na honorowy pojedynek, ale nie to zaprzątało teraz myśli Egberta. Bękart już od dłuższej chwili obserwował i oceniał przeciwników. Wszyscy byli do pewnego stopnia podobni. Sprężysty krok, ogorzałe twarze, chudzi, ale umięśnieni. Większość członków bandy wyglądała na doświadczonych wojowników. Chłodne spojrzenia wskazywały na to, że każdy z nich miał już niejedno życie na sumieniu. Rudobrody najemnik zaś nie pamiętał już kiedy ostatnio stoczył porządny pojedynek, a do tego zdążył też nieco zmarznąć w trakcie podróży. Rozruszał barki. Tak jak przypuszczał, jego mięśnie były sztywne i zachowywały się jakby ospale. Mimo tego, mężczyzna postanowił podjąć wyzwanie. Wiary w siebie nigdy mu nie brakowało. Dobył miecza i wystąpił przed szereg.
-Będę pierwszy. No, kto chce dostać wpierdol?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej