Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (30/233) > >>

Dragosani:
- Nie gnij przede mną karku, wojowniku - Dragosani rzekł do Egberta. - Na szlaku to siła ramienia, nie status społeczny jest istotna. - Spojrzał na podnoszącego się Marduka. - Z chęcią dołączymy, czyż nie Galahadzie? - zwrócił się do rycerza. Ten również zsiadł z konia.
- Owszem. Niemałą podróż za nami, miło jest więc spotkać kompanów. - Podszedł wraz z królem do ogniska.
- Ale może nie na długo. Nie chciałbym przerywać wam wypoczynku przed, jak wnioskuję, większą wyprawą. Coś znów wymyślił, Draven? - zapytał, siadając przy ognisku.

Marduk Draven:
Paladyn również zajął miejsce przy ogniu, częstując nowych towarzyszy chlebem, mięsem i winem. Sam się również napił.
- Pamiętasz wasza wysokość, K'efir? - spytał. -  Arcylisza Qurthona? Krótko po odbiciu miasta przesłuchaliśmy jeńca, herszta K'efir w sprawie tego lisza, kilka razy uderzyliśmy, sprawa ucichła. No więc, w końcu udalo się wpaść na jakiś trop. Ludzie giną po miastach i wsiach. Jedziemy do Bogdańca, Zartykanu oraz miasta Rudar na ziemiach pod moim powiernictwem - wyjaśnił. - Chcę wiedzieć, czy te zaginięcia mają jakieś powiązanie z tym i jeśli tak, to skończyć z tym arcyliszem i jego plugastwami obrażającymi majestat Zartata. - dodał.

Dragosani:
Dragosani nie przyjął poczęstunku, jednak Galahad się skusił.
- Tak, pamiętam - odparł wampir na słowa Marduka. Wysłuchał po tym krótkiego sprawozdania. Uśmiechnął się lekko do siebie, gdy usłyszał o obrażaniu Zartata.
- Skończenie z arcyliszem to niełatwa sprawa - powiedział. - Wiecie w co możecie się wplątać?

Nawaar:
Mauren dosiadł się do ogniska, przy reszcie kompanów. Król w swej mrocznej osobie siedział pośród plebsu jak mauren, który na swoich rodzinnych ziemiach był kimś tutaj się nie wyróżniał. Nikt na razie nie wtrącał się do rozmowy, ale pewnie każdego zaciekawiła wzmianka o tym, że arcylisza tak łatwo pokonać się nie da! Nawaar był mało doświadczonym wojownikiem, żeby mierzyć się z czymś pochodzenia magicznego a co tu dopiero mówić o magach. - Proszę nas oświecić w co się wplątaliśmy przypadkiem. Wtrącił ciemnoskóry swoje trzy grosze do rozmowy. 

Egbert:
Egbert uwagę o czekającym ich niebezpieczeństwie przyjął ze spokojem. Nie zamierzał przecież walczyć z nieumarłym arcymagiem samotnie. Liczył na to, że paladyn i anielica pokażą wtedy z jakiej gliny są ulepieni. Nie znał ich wprawdzie, ale raczej nie zdobyliby takiej sławy gdyby byli jakimiś miernotami! Poza tym, zgodnie z tym co było mu wiadome, bractwo specjalizowało się w tępieniu nieumarłych. Bękart jechał z drużyną żeby pomóc pozbyć się sługusów nekromanty. Oni zawsze mieli ich od groma. Rzecz jasna, zawsze istniała szansa że coś pójdzie nie tak i to on stanie naprzeciw lisza. Z takiego starcia Egbert raczej żywy by nie wyszedł, ale takie było ryzyko zawodowe. Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że jako żołnierz do wynajęcia ma małe szanse umrzeć ze starości we własnym łożu, ale dawno się już z tym pogodził. Takie życie sobie wybrał i nie zamieniłby go na żadne inne.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej