Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (29/233) > >>

Egbert:
Egbert zlustrował dokładnie przybyszy, po czym schował miecz. Dłoni z rękojeści jednak nie ściągnął. Było w nich coś, co mężczyźnie nie pasowało. Może chodziło o to jak bardzo się różnili? Pierwszy kojarzył się Ebertowi z jakimś szlachcicem, może rycerzem. Drugi musiał być wampirem. Najemnik miał już przyjemność oglądać jednego z bliska, miały kilka cech charakterystycznych. Dużo też nasłuchał się o tych stworzeniach od swoich towarzyszy z Bastardo. Swego czasu wielu bękartów walczyło z dzikimi krwiopijcami na północy.
-Bandyci? Przeciwnie, my tu działamy z ramienia prawa. Ja jestem szeregowy Egbert z Bękartów Rashera.- Przedstawił się najemnik.

Dragosani:
Wampir spojrzał w stronę przebudzonego maurena.
- Czyli sami swoi, można rzec - powiedział i zsiadł z konia. Zdjął kaptur i zbliżył się do szeregowca. Twarz wampira byłą podejrzanie znajoma. - Miło poznać, Egbercie z Bękartów Rashera. Nazywam się Dragosani Antares. - Wtedy znajomość twarzy wampira zbiegła się z profilem monarchy na monetach. - Mój towarzysz... - kiwnął głową na mężczyznę w szarym płaszczu. - To mój gwardzista Galahad. - Spojrzał za ramię Bękarta. - Kto tu dowodzi? - zapytał.

Egbert:
Król wampirem! Czyli plotki okazały się prawdą. W obliczu majestatu jego wysokości Egbert mimowolnie wyprostował się stając na baczność. Dopiero po chwili doszło do niego, że władca to nie to samo co oficer i może wypadałoby się ukłonić.
-Marszałek Marduk Draven.- Odpowiedział zginając plecy. Wyszło mu to wyjątkowo sztywno, co w połączeniu z jego niedźwiedziowatą posturą musiało wyglądać w najlepszym wypadku komicznie. Na szczęście król chyba na niego nie patrzył, a większa część kompani nie zdążyła się jeszcze dobudzić. Najemnik szczerze pozazdrościł im mocnego snu. Go samego budził często najmniejszy hałas, co bywało dosyć problematyczne biorąc pod uwagę to jakie sąsiedztwo miał na podgrodziu. Sąsiedzi codziennie przeżywali jakiś dramat, remontowali chałupę, albo urządzali libację. Od kilku dni pewien idiota imieniem Fellan co wieczór tłukł młotkiem w dach swojej rudery. Rzekomo dokonywał jakichś napraw.
Jeśli nie skończy z tym do kiedy wrócę, to przysięgam, zatłukę drania.

Marduk Draven:
Marduka obudził pierwszy krzyk Egberta. Nie chciał zdradzać się w razie ataku. Mógł wszak w każdej chwili teleportować się za napastników i zasiec ich choćby szklanym sztyletem, bądź magią. Obserwował i nasłuchiwał. Z tego co widział, nie zapowiadało się na walkę. Potencjalni napastnicy nimi nie byli. Marduk, powoli, bez pośpiechu podniósł się i złapał pochwę z mieczem w dłoń, dobył miecza do połowy. Po przejściu paru kroków, zobaczył jak Egbert ukłonił się, sam paladyn skupił w sobie magiczną energię, jaką dostał w darze od boga światła i użył jej, by w mgnieniu oka przemieścić się koło jednego z jeźdźców, którym był wampir. Marduk domyślał się z kim ma do czynienia, zadarł głowę, chcąc dostrzec z kim ma przyjemność. Mało widział w mroku, dość daleko od ognia, lecz był już prawie pewny, że ma przyjemność z jego wampirzą mościa.
– Witaj, panie. – rzucił oficjalnie, choć nie raz rozmawiali w luźnej atmosferze. Nie chciał zaszkodzić królewskiemu respektowi. Skłonił się lekko, na ile zbroja pozwalała. – Mniemam, że towarzysz, to Galahad? Niedowidzę w mrokach, jak niektórzy, a szkoda mi energii magicznej na zaklęcia, gdy mamy tak blisko ogień. Może do nas dołączycie?

Nawaar:
Muaren opuścił włócznię, gdy wszystko się wyjaśniło. Sam król postanowił ich nawiedzić! We swojej mrocznej osobie. Nawaar nie miał do czynienia jeszcze z monarchą, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Ciemnoskóry czekał na reakcje reszty, ponieważ zerwany ze snu chciałby się jeszcze położyć mimo to pewnie zaraz zacznie się dyskusja do samego ranka, tylko pytanie czemu?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej