Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (25/233) > >>

Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud otulił się płaszczem szczelniej.

Egbert:
Człowiek płaszcza nie miał, ale na szczęście taka temperatura to za mało żeby ostudzić jego zapał do walki. Póki nie złapie ich prawdziwy mróz, Egbert będzie mógł walczyć w samej koszuli i będzie przy tym równie skuteczny jak zawsze. Lata służby trochę go uodporniły. Prawda, ostatnimi czasy zarabiał jako ochroniarz. Nie zmieniało to jednak tego, że z zawodu i z zamiłowania był żołnierzem. Długie marsze, przygotowywanie okopów, zwiad, to był jego żywioł. Czuł się pewnie i w natarciu i w obronie. Na Valfden wojownik mieszkał już od jakiegoś czasu, właściwie to można go już było liczyć w latach, ale póki co w dalszym ciągu nie zdołał się jeszcze niczym wykazać. Jakoś strasznie mu to jednak nie przeszkadzało. Życie prostego szeregowca też miało swoje zalety.
Gdy drużyna wjechała do lasu, Egbert zrobił się jeszcze czujniejszy. Może tak blisko stolicy nie powinni spodziewać się większych niebezpieczeństw, ale ich mały konwój poruszał się dość szybko, więc już niedługo zostawią bezpieczne tereny za sobą. W czasie Hemis nawet główne trakty były narażone na ataki wygłodniałych bestii, oraz zdesperowanych bandytów. Takich, którym nie udało się znaleźć bezpiecznego schronienia na tę porę roku. Kątem oka najemnik spostrzegł kuszę Kazmira.
Dobrze byłoby mieć taką, gdyby zza krzaków wyskoczył jakiś na wpół zdziczały ork. Po powrocie trzeba będzie pójść na zakupy.
Myśląc o tym, mężczyzna zważył swoją sakiewkę. Jej zawartość, plus wynagrodzenie za obecną robotę i powinno mu spokojnie wystarczyć na jakąś kuszę, albo pancerz. Może oba. Póki co jednak najpierw trzeba było dotrzeć do dżungli i przeżyć spotkanie z nekrusem.
Nie dziel skóry na niedźwiedziu, stary.
Powodowany tą myślą, Egbert wrócił do obserwacji otoczenia. Nie było to jakoś szczególnie trudne zadanie. Trakt był przecież szeroki, więc od zarośli dzielił ich jeszcze kawałek. Do tego trudno byłoby komuś ukryć się wśród tych pozbawionych liści drzew. W dodatku na śniegu widoczny będzie każdy, kto nie nosi białego płaszcza. Bądź nie ma białego futra. 

Evening Antarii:
Choć temperatury nie sprzyjały zwykłym kupcom czy wędrowcom, oni musieli iść na przód. Eve postawiła kołnierz w swym wełnianym kubraku, który miała pod płaszczem Bractwa. Wiatr nie wiał jej po szyi otulonej dodatkowo szalikiem. Kiedyś, gdy była młodsza, żadne warunki atmosferyczne jej nie przeszkadzały. Przypomniało jej się, jak na jednej z pierwszych wypraw zleconych przez Bractwo, walczyła ze śniegiem po kolana, śledząc trebliny. Było ciężko, ale był to też solidny trening i nauczka dla młodej wojowniczki.
Zgodnie z rozkazem Marduka ominęła konno wszystkich podróżnych i wozy, by po chwili znaleźć się na przodzie. Obraz podgrodzia nieco ją zmartwił. Hemis zbiera swoje żniwo codziennie. Eve ciekawiło to, co mogli pomyśleć ci biedacy, których mijała taka kompania, z anielicą w barwach Bractwa. Może nędznicy czuli złość i frustrację? I w co te negatywne odczucia mogły przekształcić się w przyszłości?
Trakty pełne życia w ciepłych miesiącach, teraz na cienkiej warstwie śniegu nie miały nawet śladów kół wozów - jedynie ślady zwierząt przebiegających przez drogę w poszukiwaniu ostatków świeżej roślinności czy swych ofiar.

Nawaar:
Mauren wiedząc jak odmienne temperatury panują na wyspie, przygotował się na zimniejsze dni hemis. Komplet ubrań z wilka był zupełnie wystarczający na obecne warunki. Nawaar nie przejmując się chłodem, mógł skupić się bardziej na otaczających go terenach. Drzewa nie miały liście i krzaki nie zasłaniały za wiele, co też ryzyko zbójeckiej napaści były nie wielkie, ale wciąż możliwe. Wóz również zbyt szybko się nie poruszał po zaśnieżonym trakcie, więc za niedługo monotonna jazda mogła wkrótce znużyć wszystkich.

Marduk Draven:
Czas mijał drużynie powoli podczas jazdy. Można wręcz powiedzieć, że nudno. I tak też dotrwali do wieczora, kiedy temperatura zaczęła spadać. Marduk zarządził postój. Zjechano więc na pobocze i zaczęto rozkładać obozowisko. Wkrótce zaczęło płonąć ciepłe i duże ognisko.
– Suchy prowiant, czy polowanie? – spytał Marduk, gdy już zasiadł przy ogniu, by się ogrzać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej