Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (24/233) > >>

Marduk Draven:
Wesoła(lub też nie)kompania dotarła szybko do jednej z bram, strzeżonej przez ledwie paru strażników. Nie zatrzymywali oni podróżnych. Widzieli bowiem insygnia rodu Draven na pancerzu i koniu marszałka. Wiedzieli więc, że to "szef". Opuściwszy mury, drużyna wyjechała na podgrodzie. Też dziwnie puste. Czasami tylko zdarzał się widok zamarzniętego żebraka, ujadanie uwiązanego na łańcuchu psa, czy też inny zwierz, czmychający przed liczną grupą. Wkrótce jednak zewsząd zaczęli zbierać się wszelcy obdartusi, menelstwo i inne bezdomne elementy, które zbierały się wokół. Widząc błyszczące zbroje i konie biedacy żebrali o grosze bądź jedzenie.
Taki był obraz stolicy potężnego Valfden. Taka była niemoc rady królewskiej i króla, którzy popadłszy w stagnację zaniedbali królestwo i poddanych. O dziwo jednak Marduk nie rozdawał pieniędzy, jak to pobożny zakonnik. Miał chłodną minę, która wydawała się obojętną na świat. Nikt nie wiedział, że nie chciał patrzeć na coś, co pośrednio było jego dziełem.

Egbert:
-Dzięki.- Odpowiedział Kazmirowi. -Ale napiję się jak wrócimy.
Egbert mógł tylko domyślać się, co działo się w tej chwili w głowie krasnoluda. Ograniczanie ilości spożywanego napitku nie leżało w ich naturze, niezależnie od okoliczności. Najpewniej weźmie człowieka za jakiegoś abstynenta, czy innego weganina. Ostatnimi czasy zewsząd wypełzały coraz to nowsze i dziwniejsze filozofie. Każda była głupsza od poprzedniej i wszystkie prześcigały się w zakazywaniu tego co normalne i nakazywaniu praktyk zupełnie bez sensu.
-W pracy nie zwykłem.- Dorzucił żeby trochę wyjaśnić.

Kazmir MacBrewmann:
- Ja też, ale to nie wódka. Na Bogów! Nie ośmieliłbym się podać kompanowi wódki, w zasadzie to czysty spirytus. Powiedział pociągając łyczka. A potem odganiał batem jakiegoś menela. Coś ich sporo, ale taka pora roku.

Nawaar:
Mauren trzymał cały czas się szyku, który został ustalony nim zdążyli dobrze wyruszyć. Wkrótce dojechali do bramy wyjazdowej z miasta, a z racji małego ruchu na ulicach nic im nie przeszkadzało. Oczywiście do czasu, bo spokojnemu przejazdowi przeszkodziła grupa biednych, który starali się coś ugrać dla siebie nim się za robotę wziąć. W końcu tartak i kopalnie nadal pracują! To nie wolną brać grzywny od innych obywateli no skandal normalnie! Nawaar niewzruszony na błagania jechał dalej, oby jak najszybciej starając się opuścić miasto i skupić się na misji. 

Marduk Draven:
Drużyna w końcu zostawiła za sobą podgrodzie, zmieniając scenerię miejską, na leśną. Konie i wozy wjechały na szeroki, acz ośnieżony trakt. Nawigacja mogła być trudniejsza w tych warunkach, z kolei niebezpieczeństwo stanowczo wzrosło w tym terenie. Zima oznaczała nie tylko spadek temperatur, ale też puste żołądki różnych drapieżników.
Kompania oddalała się od Efehidonu, a bez ciepła miasta robiło się coraz chłodniej.

//Temperatura spadła do 1 stopnia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej