Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Marduk z kolei przemieścił się w pobliże jednej z łap bestii, tej uzbrojonej w ostrze. Z wysokiego zamachu rąbnął, odcinając zbrojną w ostrze łapę tuż nad łokciem. Natychmiast po tym złapała go jedna z pazurzastych, Draven miał jednak dość i znów zaczął wirować, stając sie tornadem pożogi. Kolejna kończyna poleciała na ziemię, zaś paladyn ruszył tornadem w stronę łba bestii, w bezpiecznej odległości od Emericka. Wir ostrza sukcesywnie rozrąbywał łeb potwora i tak, kolektynwym wysiłkiem Styks bez dwóch łap, bez ogona i ze zmasakrowanym mózgiem padł, zabity przez drużynę.
Draven odsapnął, przycupnał na potworze, gdy już Emerick odrąbał zmasakrowany łeb.
Zaidaan:
- Ah, skurwysyn! - krzyknął wyczerpany bękart wbijając ostrze miecza prosto w łeb potwora dla pewności, żeby już nie wstało. Oparł się o miecz nabierając powietrza, walka nieźle wymęczyła drużynę.
Nawaar:
Nawaar zaprzestał, ładowania kuszy, kiedy potwór wydał ostatni swój odgłos, a łeb bestii podał od całego ciała. Styks został rozczłonkowany i nie było co zbierać. Mauren już w pełni bezpieczny podszedł do towarzyszy broni. Widać było ogromne zmęczenie walką, co było do przewidzenia. Ciemnoskóry ogarniając się jeszcze, zapytał. - Wszyscy cali? Gdy podchodził do zgromadzonych.
Marduk Draven:
– Idziemy – rozkazał, wskazując na salę, z której wyszedł potwór.
Draven schował miecz. Popatrzył na swój zniszczony hełm i podniósł go. Podpiął go gdzieś pod pas, po czym udał się do sali, z której wyszedł siepacz, jak się okazało – martwy, zabity przez potwora. Same pomieszczenie było o wiele mniejsze i niemal całkowicie puste. Oświetlone ledwie kilkoma pochodniami, pod najdalszą ścianą, położoną naprzeciw drzwi miała mały piedestał, na nim spoczywała skrzyneczka. Święty mściciel zdjął ją, po czym po chwili wahania otworzył. Była... pusta.
– Niemożliwe... – mruknął marszałek.– Drago, możesz użyć swej mocy czytania z krwi na trupie tego maga? Potrzebujemy odpowiedzi...
Dragosani:
Dragosani zaś schował broń i zaczął oglądać truchło.
- Interesujące - mruknął. - Wygląda trochę jak wypaczona wersja behemota. Ale pachnie inaczej... - Pokręcił nosem. Podszedł do ciała zabitego wcześniej maga. Kucnął przy nim, wyciągając sztylet. Naciął odpowiednie miejsce i zaczął zlewać wyciekającą z rany krew do pustej fiolki, którą miał przy sobie. Nie potrzebował jej wiele, łyk wystarczy. Pozyskał w końcu odpowiednią jej ilość. - No to zobaczymy co ten mag wiedział... - mruknął i wypił upuszczoną krew, skupiając wolę na wyrwaniu z niej wspomnień dotyczących tego miejsca jak i mistrza zabitego maga.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej