Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Wszystkie paskudne abominacje i mutanty zostały pokonane. Po kamiennej posadzce płynęła i lała się krew. Pośród niej leżały organy wewnętrzne, kończyny, kości, głowy, miecze, topory, kiścienie i kostur. Marduk rozejrzał się.
– Mam nadzieję, że to nie są wszyscy, którzy zostali, a tylko chętni tu weszli. – popatrzył na Dragosaniego. Zdjął hełm, ubrudzony krwią, porysowany i powgniatany. Wytarł miecz i schował go. Wskazał na pozbawionego głowy czarnego maga.– Przyda się nam jego krew – rzucił. Nim jednak ktoś mógł ją pobrać, wielka brama, za którą zniknął siepacz nagle się rozwarła. Wyszło przez nią coś dużego. Bardzo. Paskudztwo miało jeszcze ohydniejszy ryj, ogon jak wiwerna, cztery łapy, pancerz i broń. Uderzyło dolnymi rękami w swoją muskularną pierś, po czym ruszyło taranem.
1x Styks
//Obiecuję, że to ostatni :D
Jest to boss, więc walka z nim zajmie trochę więcej niż post, czy dwa, nie próbujcie więc zabić go "ot tak".
Patty:
Na widok szarżującej bestii anielica odruchowo przemieściła się w górę, ponad głowy swojej kompanii. Wolała nie ryzykować spotkania pierwszego stopnia z obrzydliwcem, zacisnęła tylko mocniej palce na rękojeści swego wiernego miecza i ponownie przesłała boską moc Zartata do ostrza. To rozjarzyło się bladoniebieskim światłem, a anielica złożyła się w powietrzu i cisnęła bronią po łuku, celując w jedną z łap stwora, chcąc ją odrąbać.
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud nie będąc na trasie szarży czegoś i tak się przemieścił. Zapierdalając na lewo z prędkością szarżującej bojowej surykatki. Klęknął na jedno kolano dla lepszej celności. Wymierzył w bestie i strzelił w coś co było ryjem paskudy.
Marduk Draven:
Bestia okazała się niezwykle szybka. Ciosem ostrza na prawej łapie odbiła lecący ku niej miecz anielicy, który z metalicznym dźwiękiem odbił się i wbił wysoko w sufit. A to wszystko bez zatrzymania swej szarży, która także przyśpieszyła. Marduk rzucił oczami po kompanach. Część mogłaby nie zdążyć się odsunąć. Na szczęście Kazmir odwrócił jego uwagę. Bełt z jego kuszy rozdrażnił bestię, która zmieniła kierunek, biegnąc teraz w stronę MacBrewmanna jak wkurwiona teściowa, gdy widzi pijanego zięcia. Draven założył hełm idobył miecza i wykorzystał moc przemieszczenia, znajdując się na grzbiecie bestii. Złapał się jednego z kolców i zatopił klingę głęboko w ciele bestii. Rozdrażniło to ją do takiego stopnia, że ta złapała go jedną z rąk, po czym chwyciła drugą. Nawet zatrzymała się, jednocześnie ściskając paladyna, którego zbroja skrzypiała głośno pod naciskiem. Draven uratował się rąbnięciem w jeden z palców bestii, powodując jego odcięcie. Mściciel padł na ziemię, lecz zaraz został złapany za głowę. Marduk odpiął zapięcia hełmu, po czym zarobił ogonem tak, że poleciał obok Kazmira. Bestia trzymająca hełm marszałka, zmiażdżyła element pancerza i rzuciła go pod nogi wojownika. Marduk splunął.
– Atakujcie z każdej strony! Uwaga na ogon! – zawołał paladyn i sam, jako tornado pożogi zaatakował bestię, chlastając ją mocno po nogach.
//Mój hełm otrzymuje status zniszczony, a kirys uszkodzony.
Zaidaan:
- Co do kurwy...
Oniemiał Bękart po zobaczeniu kolejnego, wielkiego skurwysyna. Mimo, że miał półtoraręczny miecz, który dobrze trzymał przeciwników na dystans, to przeciw tej bestii to nie jest możliwe. Tutaj trzeba halabardy, albo przynajmniej włóczni. Emerick czym prędzej taktycznie spieprzył w drugi kąt na przeciwko Kazmira i zaczął ładować czym prędzej kuszę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej