Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
Widząc śmierć ucznia lisza, jeden z siepaczy rozglądnął się. Sytuacja była coraz gorsza dla nich. Pobiegł gdzieś za siebie, pozornie uciekając.m Chwilę potem rozległ się dźwięk otwieranej bramy, zaraz potem – zamykanej.
1x siepacz
1x Orkstein
3x Orkstein oficer
Patty:
Zaraz za Mardukiem do pomieszczenia weszła i Patty, w tym samym momencie skupiając w dłoni energię magiczną, ponownie kształtując ją we wzmacniającą siłę.
- Grashiz! - zebrała energię raz jeszcze i wykonała nieco inny gest - Anosh! - wymruczała drugą inktantację. Magia niedługo wspomoże ją w walce, tymczasem jednak jej drogę zastąpiło dwóch oficerów orksteinów. Krzepkie, potężnie zbudowane mutanty zawarczały złowrogo i zaatakowały wściekle, młócąc toporami w zadziwiająco sprawnej konfiguracji. Anielica schroniła się za tarczą i zacisnęła palce na rękojeści miecza, czując jak kolejne łupnięcia prawie odbierają jej czucie w ręce. Nagle poczuła jak jeden z orków szarpie ją telekinezą, odruchowo odepchnęła i czekając tylko na to jej miecz zabłysł nagle jasnym, boskim światłem. Patty odskoczyła w tył, wspomagając się skrzydłami i cisnęła uświęconą bronią. Klinga pomknęła po łuku i rozrąbała orksteina na pól. Bestia próbowała się zasłonić toporami, ale napędzana boską energią broń przecięła oręż mutanta i przerąbała go od barku po pas. Po chwili ociekający krwią miecz wrócił do ręki anielicy, a ta przemieściła się wysoko ponad drugiego przeciwnika i znów przesłała łaskę Zartata do miecza. Ponownie ostrze zajarzyło się niebieskawym blaskiem i anielica ponownie cisnęła orężem. Czarna klinga ze świstem przecięła powietrze i z przedziwnym, trudnym do zdefiniowania dźwiękiem odrąbała łeb. Po chwili miecz wrócił do ręki kobiety, a bezgłowe ciało zwaliło się na podłogę, tuż koło jej towarzysza. Moment później anielica opadła na ziemię i odetchnęła, szykując się do dalszej walki.
1x siepacz
1x Orkstein
1x Orkstein oficer
//Dostaję +3 finiszery i +3 inktantacje na kolejny post z walką.
Marduk Draven:
Pierwszy z mutantów, którego powaliła Patty technicznie żył. Mózg nie został uszkodzony. Fragment korpusu z jedną ręką czołgał się tak do najbliższego wroga, kiedy to na jego szyję spadł topór zdekapitowanego kompana, kończąc jego egzystencję.
1x siepacz
1x Orkstein
1x Orkstein oficer
Zaidaan:
Ledwo przekroczyli wrota pilnowane przez dwóch orkowych mutantów, ledwo zamienili ze sobą parę zdań, a już rozpętała się kolejna krwawa jatka. Tym razem wywołana przez szeregowego kaprala Kazmira, który widocznie stracił już cierpliwość do tego lisza. Kilka uderzeń serca później po całej sali latały wnętrzności, części ciała, a wszędzie lała się jucha litrami. Emercik szybko ustawił się na pozycji strzeleckiej i czekał aż namierzy pewny cel, który będzie mógł szybko zlikwidować, coby nie przeszkadzał później reszcie drużyny. Bękart szybko zauważył jak jednemu siepaczowi rozświetliła się ręka, prawdopodobnie zamierzał rzucić ognistą kulę, bo widocznie w walce w ręcz nie dają sobie rady z kompanią. Najemnik szybko ustawił się do strzału, nacisnął spust i posłał śmiertelny pocisk w kierunku bardziej ludzkiego mutanta. Bełt pofrunął przecinając powietrze pomiędzy walczącymi i doleciał do głowy siepacza miażdżąc wszystko co napotka na swojej drodze. Pocisk trafił od boku mieląc dosłownie twarz siepacza. Impet pocisku zmusił już raczej martwego mutanta do obrotu głową i co za tym idzie - całym ciałem, aby po chwili upaść płasko na ziemię. Emerick dobrze wiedział, że nie jest to czas na przeładowywanie kuszy, trzeba było jak najszybciej pozbyć się przeciwników, póki Dragosani i inni użytkownicy magii skutecznie blokują czary młodego lisza. Bękart szybko dobył broni i szukał wzrokiem tego jednego orksteina, który gdzieś się schował. Wtedy nagle usłyszał za sobą okropny ryk i niezdarne, potężne kroki. Emerick szybko zdał sobie sprawę, że to co się zbliża, na pewno nie zamierzało się przytulić. W końcu Bękart szybko obrócił się w piruecie oraz uskoczył w bok, by uniknąć szarży cielskiem, tnąc poziomo mieczem trafiając prosto w brzuch maszkary. Cięcie trysnęło strumieniem brudnej krwi, ale większego wrażenia na Orksteinie to nie zrobiło. Potwór wyhamował i obrócił się w kierunku człowieka. Zerknął na ranę na brzuchu wzrokiem jakby to było skaleczenie kartką papieru na palcu i z rykiem zamachnął się toporem w celu zmiażdżenia głowy przeciwnika. Emerick natychmiast uskoczył w bok widząc zamach potwora i sparował mieczem topór, który ześlizgnął się po ostrzu i zjechał na posadzkę. Był hetman szybko wykorzystał okazję i szybkim zamachem znad głowy rąbnął w wystawioną rękę błyskawicznie ją dekapitując. Orkstein popatrzył na kikut i właściwie wydawał się nawet nie czuć, że przed chwilą stracił kończynę.
- Ale ty jesteś brzydki.. - podsumował Bękart czekając w pozycji obronnej na ruch zmutowanej bestii. Długo czekać nie musiał, bestia wydarła się głośno i zamachnęła się kiścieniem. Bękart wiedział jak bardzo jest to nieprzewidywalna broń, dlatego nawet nie zamierzał tego parować. Jak najszybciej uskoczył w bok by uniknąć ciosu, a następnie wykonał szybki kontratak rąbiąc prosto w dłoń z kiścieniem odcinając ją od reszty ciała. Dłoń z kiścieniem chlusnęła o podłogę. Poirytowany traceniem kończyn i broni Orkstein niespodziewanie uderzył kikutem w brzuch Emericka skutecznie odrzucając go na kilka metrów. Bękart ledwo się podniósł przy wsparciu miecza, a bestia z rykiem zaszarżowała na niego by najpewniej rozszarpać go swoimi zębami, bo właściwie to jedyna broń jaka mu została. Najemnik szybko dokonał przewrotki w bok by zejść z trasy szarży potwora. Mutant ledwo wyhamował przed ścianą, gdy wtedy Emerick ponownie zaatakował bestię tnąc po kolanie rozrywając tamtejsze ścięgna. Bestia przyklękła na jedno kolano widocznie poharatana, ale mimo to wciąż nie robiła wrażenia zmęczonej czy rannej, mimo że z kikuta wciąż lała się krew. Bękart stanął przed Orksteinem i jednym płynnym, zamaszystym cięciem pozbawił mutanta głowy, która prawdopodobnie była jedyną rzeczą, która trzymała potwora przy życiu.
1xOrkstein Oficer
Evening Antarii:
Rzeź trwała w najlepsze. Dobrze, że to nie drużynę tak wybijano, a ich wrogów. Ciała orków i siepaczy leżały wszędzie. Brzydkie i szkaradne istoty traciły życie z rąk każdego wojownika.
Anielica znów musiała zmierzyć się z orksteinem, choć tym razem przeciwnik zdawał się mądrzejszy od poprzednio pokonanego przez nią orka. Gdy dostrzegł, że Eve próbuje go zaatakować swoim kiścieniem, uniósł topór i od razu posłał jego ostrze w jej stronę. Antarii ledwo udało się schylić. Upadła na ziemię i przeturlała się 2 metry. Szybko powstała i zasłoniła się tarczą, która przyjęła kolejny cios topora. Tak potężne uderzenie odepchnęło ją do tyłu. Antarii użyła teraz telekinezy, której moc skierowała na ramię potwora. Wykorzystała siłę umysłu, aby ręka orksteina została zablokowana w momencie, gdy przeciwnik chciał wykonać cięcie z góry. Evening w tym czasie odbiegła do wroga, chroniąc ciało tarczą przed uderzeniem drugiej ręki. Nie mogła atakować i przytrzymywać kończyny orka telekinezą - jej umysł nie mógł być aż tak obciążony. Zdążyła ustrzec się tego ciosu. Antarii, póki jeszcze była w miarę bezpiecznej pozycji, wybrała miejsce z po lewej stronie orkstina, skupiła na nim wzrok i przemieściła się tam. Wróg był zdezorientowany, gdy stracił ją z oczu. Eve zaś wycelowała kiścieniem w głowę orka. Anielica czuła w sobie płynącą od boga moc. Rzucona po łuku broń roztrzaskała opancerzenie, czaszkę oraz mózg wroga, kończąc jego żywot, po czym Wyrok wrócił do jej dłoni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej