Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Samir:
Słysząc rumor ze wszystkich komnat wysypało się wrogów. Samir zatem nie tracił czasu, zrobił w tył zwrot i stanął twarzą z wrogami z pokoju numer dwa. Błyskawicznie oceniając pomiot rashera w postaci eksperymentu mutacji nie wahał się i wypalił z kuszy. Żelazny bełt pomknął cicho i z chrupnięciem wbił się w czaszkę potwora. Z tak bliskiej odległości bełt przeleciał na wylot i wbił się dopiero w ścianę naprzeciw maurena. Ten odrzucił kuszę i sięgnął po noże, ciskając nimi w kolejny pomiot mutacji, celując w to czym kiedyś była głowa. Stalowe ostrza zagłębiły się w ciele, a Samir skoczył na jednego z kultystów, w locie odblokowując ukryte ostrza. Zaskoczony tak nagłym atakiem przeciwnik nic nie mógł zrobić, morderca pchnął go mocno ostrzami prosto w gardło, rozcinając tętnice szyjne. Człowiek zaczął dławić się i topić we własnej krwi. Mauren nie tracił czasu, przetoczył się i dobył katany, ostrze zaśpiewało cicho w powietrzu. Zabójca stanął na nogi i zaatakował błyskawicznie. Nadział się na blok, ale bez mrugnięcia okiem skręcił ramiona i wywinął miecz wroga, uderzając rękojeścią w twarz przeciwnika. Poszła krew, kultysta zatoczył się, ale utrzymał na nogach i zdołał nawet zablokować jedno cięcie maurena. Jednak walczył z prawdziwym mistrzem szermierki, drugie cięcie było zbyt szybkie jak na przeciętnego wojownika jakim był sam kultysta. Wyostrzone, tinirletańskie ostrze przejechało z sykiem przez pierś, mężczyzna stęknął głucho, a Samir wykorzystał to i pchnął go prosto w usta. Klinga wynurzyła się już z tyłu czaszki jego przeciwnika, a mauren spokojnie wyszarpnął ostrze i ciął przez gardło, dla pewności. Kultysta padł martwy.
//W pokoju, w którym padł błysk(1):
3x kultysta
//Z pokoju nr 2:
0x kultysta
0 x nieudany eksperyment
//Z pokoju nr 3:
2x Orkstein
//Z pokoju nr 4:
2x szkielet
2x zombie
1x kultysta
Dragosani:
Dragosani spodziewał się, że w pozostałych pokojach może ktoś jeszcze być. Słysząc kroki i trzask otwieranych drzwi, odwrócił się błyskawicznie, dobywając szabli. Spostrzegł kilku przeciwników, z których to najbardziej wyróżniało się dwóch. Dwie zwaliste postacie. Orksteiny, wedle tego co wiedział z raportów i wyczytanych wspomnień. Reszta przeciwników była raczej mierna, więc na tej dwójce powinny skupić się osoby o wyższych umiejętnościach bojowych. Skoczył ku jednemu z nich niczym strzała, niby w bezmyślnym ataku, lecz doskonale wiedział co zrobić. Po pierwsze, zamierzał skupić na sobie jego uwagę. Tak aby pozostali członkowie drużyny mogli zająć się innymi. Wpadł między przed draba, wymijając ciosy jego i jego kompana. Stwory były dobre, ich umiejętności walki były wysokie. Ale Drago był szybszy. Przewidywanie ich ataków i unikanie ich nie było łatwe, nieumarli byli naprawdę skutecznymi maszynami do zabijania, lecz król dawał radę. Miał potworną przewagę doświadczenia. Uchylił się przed atakiem jednego orksteina, potem wyślizgnął się spod ciosu drugiego i sam przystąpił do kontrataku. Ostrze jego szabli przeszyło powietrze rozmywając się w niemal niezauważalną smugę. Wiedział, że najpierw powinien okaleczyć potwora, ograniczyć jego zdolności bojowe. Cios szabli spadł więc na jego rękę dzierżącą kiścień. Był on bronią bardziej nieprzewidywalną od topora, więc musiał zostać usunięty z równania jako pierwszy. Ostrze z czarnej rudy, wykute przez anielskiego kowala, przegryzło się przez pancerz orksteina, odcinając kończynę. Ciężka ręka spadła na ziemię, wampir zaś uskoczył przed skierowanym ku niemu atakiem. Orkstein nie odczuwał bólu, stara ręki była dla niego niemal niezauważalna. Jednak został pozbawiony części potencjału bojowego. Wampir ponowił natarcie, Uchylił się pod ostrzem topora, prześlizgując się o włos. Wyminął przy tym swego przeciwnika, aby stanąć za jego plecami. Błyskawicznym obrotem wymierzył kolejny cios. Tym razem kierował go nisko, ku tylnej części kolaj potwora, chcąc w ten sposób ograniczyć jego zdolności ruchowe. Cios padł jak błyskawica, wbijając się w słabszy pancerz w tym newralgicznym miejscu. Ostrze nie odcięło nogi orksteina, nie to było jego celem. Celem było uszkodzenie kolana, aby sam ciężar potwora stał się jego wrogiem. Orkstein zachwiał się. Nie odczuwał bólu, nie stęknął więc nawet, lecz sama konstrukcja jego ciała zaczęła szwankować. Potwór zmienił układ nóg, co umożliwiło mu zachowanie karykatury pozycji stojącej. Lecz nie na długo. Drago nie ustępował bowiem w swoim ataku. Kolejnym ciosem pozbawił go drugiej ręki. Mimo to potwór wciąż "żył" i był niebezpieczny. Pozostało więc zniszczenie mózgu. Dragosani wyskoczył w powietrze, aby nadrobić swój zasięg względem wysokości stwora i zadał cięcie w jego głowę. Ciął poziomo, tnąc skroń nieumarłego. Ciemne ostrze wraziło się w łeb potwora. Jego jakość była wysoka, co w połączeniu z umiejętnościami wampira doprowadziło do rozcięcia hełmu i czaszki orksteina. Górna część głowy potwora została zniszczona, a zatem znajdujący się weń mózg także. Stwór padł ciężko na ziemię. Wampir wyrwał szablę z jego czaszki i dla pewności jednym czystym cięciem dekapitował go.
//W pokoju, w którym padł błysk(1):
3x kultysta
//Z pokoju nr 2:
0x kultysta
0 x nieudany eksperyment
//Z pokoju nr 3:
1x Orkstein
//Z pokoju nr 4:
2x szkielet
2x zombie
1x kultysta
Melkior Tacticus:
Melkior wpadł z kuszą do pokoju niczym komandos Morskiego Oddziału Rozpoznania Specjalnego, w skrócie MORS. W środku było trzech sekciarzy. Komandor nie musiał długo celować na tym dystansie. Pierwszy zarobił żelazny bełt prosto w czaszkę, pocisk przeszedł na wylot zdobiąc okolicę fragmentami kości, skóry, mózgu i strużką krwi. Elf puścił kuszę która zawisła na pasku, sięgnął po Nelthariona. Jednoręczn miecz był tu jak znalazł, Mekkior dopadł do wciąż oślepionej i oszołomionej dwójki. Pierwszy nie zdążył dobyć miecza, Tacticus niedbale pchnął go na wylot, szybko wyszarpując miecz. Musiał uniknąć ślepego zamachu mieczem, kultysta wpadł na ścianę, a komandor przebił go czarną klingą.
- Tutaj czysto.
//W pokoju, w którym padł błysk(1):
//Z pokoju nr 2:
0x kultysta
0 x nieudany eksperyment
//Z pokoju nr 3:
2x Orkstein
//Z pokoju nr 4:
2x szkielet
2x zombie
1x kultysta
Evening Antarii:
Nieczęsto w oczach anioła można dostrzec strach. Tym razem jednak Evening oniemiała, aż cofnęła się kilka kroków w tył widząc wielkie cielsko ni to orka, ni człowieka, wielkiego jak dwóch mężczyzn. Demony były podatne na srebro - to wynaturzenie zdawało się niemożliwe do pokonania. Eve uniosła wzrok w górę, który powędrował na twarz potwora. Czubki ich głów dzielił niemal metr. Kupa mięśni, silnych kości i twardego pancerza. Anielica oceniła sytuację. Spora grupa jej towarzyszów była w progu pierwszego pokoju, a tymczasem niemal zza jej pleców wylazły te dwa orksteiny. Eve dobyła prędko kiścienia. Był on pobłogosławiony przez boga, dlatego powinien pomóc jej w tej walce jeszcze skuteczniej. Wyćwiczone ruchy na tysiącach godzin treningów mogły nie wystarczyć w tej walce. Potrzebna była boska interwencja. Tarcza musiała wystarczyć jako jedyna ochrona.
Eve przystąpiła do ataku. Zakręciła kolczastą kulą kulą na łańcuchu i wyprowadziła cios z dołu w pancerz wroga. Pojawiła się nawet iskra, gdy metal uderzył o metal. Jego topór po tym draśnięciu przez anielicę powędrował prosto w jej głowę. Uniknęła jednak śmiercionośnego ciosu wykonując obrót i w porę usuwając się z drogi ostrza. Jego broń przecięła tylko powietrze. To dało Antarii czas na kontratak. Schylony wróg, zdziwiony brakiem trupa anielicy, został obdarowany przez nią solidnym uderzeniem kiścienia w jego głowę. Lewe ucho i pół szczęki zamieniło się w zwisające mięso. On jednak zdawał się nie zwracać na to uwagi.... Eve schowała się za tarczą. W tym momencie w jej jedyną ochronę uderzył kiścień orksteina. Impet tego ciosu przeniósł się na jej kości i stawy w całej ręce. Zabolało... Evening jednak zdołała odepchnąć wroga tarczą i trochę przy pomocy telekinezy. Orkstein cofnął się o krok. Wtedy anielica podbiegła do wroga i zaatakowała jego nogi serią uderzeń, które po kolei rozdzierały pancerz, a potem kości w nogach. Wojowniczka odskoczyła, gdy orkstein machnął toporem na wysokości jej głowy. Następny cios sparowała tarczą i w ten sposób obroniła się przed kolejną próbą zabicia jej. Po tym wychyliła się zza tarczy, gdyż przeciwnik zaczął upadać z powodu zmiażdżonego uda. Antarii przemieściła się za plecy przeciwnika w miejscu, w którym wcześniej skupiła wzrok. Bez chwili wachania uniosła kiścień wysoko i jej ciosy uderzały w głowę stwora jeden za drugim. Jego krew brudziła jej tarczę i twarz, kolce kiścienia całe były zaś w zawartości czaszki. Wkrótce tylko strzępy pozostały w miejscu jego głowy.
Evening kopnęła wielkie cielsko. Sama niemal dyszała ze zmęczenia. Dłonią wytarła czoło z potu, rozmazując na nim ślady krwi. Rozejrzała się, jak radzą sobie pozostali.
//Z pokoju nr 4:
2x szkielet
2x zombie
1x kultysta
Nawaar:
Nawaar trzymał się szyku. Wszyscy zeszli niżej do szerokiego korytarza, który wypełniony był drzwiami. Plan króla był taki, żeby strzelcy ustawili się pod drzwiami i oddali ostrzał. Mauren nie chciał się pchać, bo było już za tłoczno natomiast tego miał, baczenie na sąsiednie drzwi. Stał gdzieś koło Draga, kiedy wrota padły od magii Evening, a potem rzucono czar. Ciemnoskóry przeraził się kiedy drzwiami za ich pleców, wylazły dwa gigantyczne monstra. Były to orksteiny, o których Marduk kiedyś wspominał. Syn pustyni nieco zbladł na widok takiego przeciwnika, o ile maureni to potrafią! Nie byli oni jego rozmiarów, nie mówiąc już o sile i jakiejkolwiek szansy na wygranie pojedynku z nimi na ten moment, nie widział!
Nawaar lekko się wycofał, żeby poczuć się odrobinę bezpieczniej w okolice schodów, lecz nadal miał pietra, zobaczył jak z pozostałych sal wyleźli ludzie kultyści, którym musiało się nieco w główkach namieszać. Mauren już wiedział, że z nimi miał szansę do tego zachowany odpowiedni dystans, sprawił, iż poczuł się zdecydowanie pewniej. Ciemnoskóry wymierzył do wroga, który wychodził z pomieszczenia czwartego, odczekał chwilę nim ten się zorientował o co mogło chodzić z tymi hukami. Syn pustyni mierzył, gdy był gotów wypuścił bełta. Pocisk przemierzył korytarz, trafiając szkielet prosto w czaszkę. Z oddali słychać było chrupniecie od siły uderzenia. Grot bełta utkwił w czole nieumarłego, który posypał się na mniejsze kosteczki, gdy jego czaszka uległa zniszczeniu.
Ciemnoskóry schował kuszę, dobywając jednocześnie puklerza oraz włóczni, poczekał aż przeciwnicy zorientują kto do nich strzelił. Ciemnoskóry musiał zmierzyć się jeszcze z człowiekiem i trzema abominacjami w postaci ożywionych zwłok, i samych kości. w samej szacie ruszył na niego pierwszy, bo był zdecydowanie sprawniejszy. Syn pustyni mając spory zasięg ataku pierwszy, wyprowadzał ciosy, starając się trafić człowieka w głowę. Ten cwaniaczek sprytnie unikał jego ataku, lecz na razie nie mógł skontrować włóczni do czasu, aż sprytnie okręcił się wokół omijając grot i próbując wbić się w bok ciemnoskórego, który w ostatniej chwili zasłonił się puklerzem, odpychając człowieka do tyłu. Walka przeciągała się na niekorzyść Nawaara, który nie miał już czasu, bo trzy bestie się zbliżały chętne na ciemne mięsko, więc odskoczył do tyłu nabierając dystansu. Mężczyzna natarł na niego starając się pchnąć swym mieczem w ciemnoskórego. Mauren zszedł z toru ataku, robiąc obrót, po czym uderzył on w plecy kultysty puklerzem ten, uderzył w ścianę a sekundę po tym, poczuł mocne ukłucie w plecy. Włócznia przebiła się przez materiał szaty, potem skórę, przytwierdzając człowieka do ściany na dobre. Przebite organy nie nadawały się do dalszego użytkowania. Krwotok wewnętrzny spowodował zgon człowieka an dobre.
Syn pustyni nie mógł przerwać ataku, bo bestie były o krok. Ciemnoskóry wycofał się od ściany, żeby nie dać się otoczyć, miał dość czasu, żeby zauważyć, iż ma dużą szansę wygrania dalszych pojedynków, bo na początek mając broń miotaną w dłoniach, nastawił się, robiąc zamach, po czym rzucił włócznią mierząc do kolejnego szkieletu, który zbliżał się do niego. Włócznia miała krótki dystans a jako, że była ona błogosławiona to na spokojnie przebiła czaszkę maszkary, bo tylko to było sensowne miejsce, które było całe, więc musiało zadziałać tym, że potwór odejdzie z tego świata na dobre i tak właśnie było, gdy czaszka pękła od czarnego grotu. - Jednej bestii mniej. Powiedział dodając sobie otuchy, gdy kolejne dwie się zbliżały nadal. Żywe trupy tutaj z powodu dużego rozkładu, musiały mieć podobną słabość. Trzeba było celować w głowę, a że były one bardzo powolne i mały one ledwo miecze to ciemnoskóry dobył najpierw jednego nożna, którym cisnął trzymając ostrze między palcami. Zgniła skóra, nie mogła się temu przeciwstawić tak samo jak czaszka. Ostrze, które zwało się "Pobożnym" utkwiło w czaszce kreatury, niszcząc jej mózg wraz z żywotem. Na placu boju pozostał jeszcze jeden, także znów mauren się wycofał unikając miecza, po czym dobył runy lodu. Puklerz zostawił na ziemi. Ciemnoskóry złapał kamyk w swoją prawicę zaś w lewej kumulował czar. Bestia zbliżyła się do niego, poczym wykorzystując moc zawartą w runie, wypowiedział inkantację - Anoshu! Podmuch lodowatego zimna, zamroził na śmierć umrzyka, który zamienił się w bryłę lodu. Korytarz wypełniło teraz zimne powietrze. Dla odświeżenia od tych wszystkich zwłok i zapachu śmierci.
Pozostaje 15 bełtów
//Z pokoju nr 4:
0x szkielet
0x zombie
0x kultysta
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej