Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Kazmir MacBrewmann:
Kapral Szeregowy Kazmir zajął ze swoją kuszą za Emerickiem. Po prawej. Byli gotowi, strzelców było więcej niż trzeba.
Evening Antarii:
Anielica ze swoją tarczą, za którą chowała większość swojego ciała, ustawiła się na przeciwko pierwszych drzwi. Wymownie spojrzała na wszystkich zgromadzonych, że zaraz zacznie się akcja. Poczekała, aż każdy będzie gotowy do ataku. Potem wzrok przeniosła na drzwi. Uderzyła w nie najsilniej jak mogła telekinetycznym impulsem. Drzwi zostały wyrwane z zawiasów i z impetem wpadły do środka pomieszczenia, robiąc przy tym niezły hałas. Eve, gdy już nic nie oddzielało drużyny od pokoju, usunęła się w bok.
Dragosani:
Zaraz po tym, gdy drzwi zostały wyważone, w progu stanął Dragosani. Momentalnie pobrał energię magiczną z odłamka Kryształu i przetworzył ją w zaklęcie, które wyzwolił inkantacją.
- Aenye! - zakrzyczał, wyciągając dłoń. Błysk oświetlił pomieszczenie, oślepiając znajdujące się wewnątrz osoby. Wampir cofnął się, aby zrobić drogę kusznikom.
Patty:
W czasie gdy reszta drużyny walczyła z drzwiami anielica zmagała się z orksteinem. Podła kreatura zaatakowała ją łańcuchem, Patty była chroniona zbroją i nie mogła zostać uduszona, ale wciąż była owinięta. Przeklęła pod nosem i przemieściła się za orksteina, z miejsca tnąc mieczem przez plecy przeciwnika. Uderzenie było lekkie i nie naruszyło zbroi, ale anielica się nie zrażała. Zsunęła tarczę na lewe ramię by móc się chronić przed ciosami i zaatakowała ponownie. Mutant jednak, zaskakująco jak na swoją wielkość obrócił się sprawnie i zbił cios toporem, samemu atakując kiścieniem. Patty zasłoniła się tarczą, huknęło zdrowo, aż jej ręka zdrętwiała, potem poprawił toporem. Kobieta zazgrzytała zębami i przeszła do kontry, zbiła kolejne uderzenie na bok i cięła odsłoniętego orksteina przez twarz, błyskawicznie poprawiła z drugiej strony. Czarna klinga przeorała mordę stwora i wyłupiła oko, co tylko wprawiło go w szał. Ryknął i zaczął młócić wściekle swoimi broniami. Patty mądrze cofnęła się, zbijając tarczą co bardziej wychylone uderzenia i wyczekała na lukę w natarciu. Gdy tylko ją dostrzegła przeszła do ofensywy, przyjęła na tarczę cios topora, pochylając głowę uniknęła kiścienia i zaatakowała prosto na tułów, uderzając sztychem. Wyostrzona klinga przeszła ze zgrzytem pomiędzy płatami zbroi i wbiła się w pierś stwora. Ten zacharczał i spróbował uderzyć anielicę raz jeszcze, ale kobieta skręciła nadgarstek, powiększając ranę. Orkstein padł na kolana, a Patty puściła miecz i uderzyła w łeb stwora rantem tarczy. Waliła jak bęben, potężnymi, dudniącymi ciosami, stopniowo miażdżąc krawędzią tarczy twarz mutanta. Gdy już przypominał krwawą miazgę anielica wyszarpnęła miecz i cięła z obrotu, odrąbując głowę potwora.
1x Orkstein oficer
0x Orkstein(przy Patty)
Marduk Draven:
W sali były trzy osoby. Trzy żywe. Prócz tego, na na hakach, żywcem wziętych z zakładów rzeźniczych, wisieli ludzie, krasnoludy, elfy, maurowie, czy orkowie. Jedna z żywych osób. Młodzik jakiś z mieczem przy pasie upuścił ludzkie serce na ziemię, w chwili, gdy Dragosani rzucił czar błysku. Każdy z przeciwników został skutecznie oślepiony.
Jednakże z sąsiednich pokoi powychodzili także inni przeciwnicy.
//W pokoju, w którym padł błysk(1):
3x kultysta
//Z pokoju nr 2:
2x kultysta
2 x nieudany eksperyment
//Z pokoju nr 3:
2x Orkstein
//Z pokoju nr 4:
2x szkielet
2x zombie
1x kultysta
//Zombie i szkielety są uzbrojone w:
Szkielety
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Orkstein oficer posłał Marduka na ścianę telekinetycznym impulsem. Mężczyzna zdrowo rąbnął, ale był cały. Nie opadł na ziemię, zamiast tego spiął się i ustał na nogach. Zbierał magiczną energię. Orkstein jednak nie zamierzał czekać, zaszarżował, chcąc rozrąbać świętego mściciela. W ostatniej chwili ciało Dravena rozbiło się na atomy i znalazło w poprzednim pokoju. Monstrum obejrzało się za siebie i ruszyło. Do przebiegnięcia miało z dziesięć metrów. Wojownik Zartata z kolei zebrał w sobie moc nadaną mu przez bóstwo światła. Skupił się, po czym chwyciwszy miecz oburącz zaczął obracać się wokół własnej osoby. Szybko nabrał pędu. To co z początku wyglądało jak kręcąca się puszka, stało się wirującym huraganem śmierci. Wir, jakim stał się Marduk pomknął przed siebie, na spotkanie biegnącemu Orksteinowi. Srebrny wir stał się nagle czerwony. Z miejsca spotkania dwóch sił tryskała krew i wypadały liczne organe wewnętrze, a nawet kończyny. Patty prawie zarobiła paskudnie poharataną nerką.
Skończywszy robotę Marduk zatrzymał się. W miejscu Orksteina stały jedynie nogi. Reszta była porozrzucana po całym pokoju. Zbroja marszałka została zaś "pomalowana" na kolor czerwony.
– Chodźmy – westchnął, wskazując na drzwi, będące w kolejnym pokoju.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej