Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (211/233) > >>

Nawaar:
Nagle znikąd pojawili się wrogowie! Krata opadła nim każdy zdążyłby się zorientować. Mauren podskoczył, nerwy zaczęły znowu przybierać na sile. Teraz mięli znowu walczyć z mutacjami, które "wyprodukował" nieśmiertelny, tylko, że te były znacznie brzydsze a do tego mniej ruchliwe. Ciemnoskóry patrzył jak Armin i Torstein pozbywali się oponentów z większą gracją, jakby dostali porządnego kopa adrenaliny. Wkrótce i on poczuł jak przybywa mu sił. Tak samo miał, gdy Patty położyła na niego rękę, obdarowując go energią magiczną.
    Nawaar nie pchał się na pierwszą linię coś go za bardzo, blokowało był to strach. Jednak widząc jak siepacze, szykują się do rzucania czarów w stronę drużyny, nie było zmiłuj. Trzeba było działać ciemnoskóry na początek, opanował trzęsące się dłonie, by móc spokojnie wycelować z kuszy w jednego z mutantów. Mauren przyłożył kuszę do ramienia, przymknął jedno oko, zwolnił mechanizm trzymający bełta. Żelazny pocisk poleciał, przez korytarz zatapiając swój grot w czaszce jednego z mutantów. Siepacz oberwał bezpośrednio w czoło. Mózg został uszkodzony, co przerwało wytworzenie zaklęcia jak i żywot mutanta. Przeciwnik padł na ziemię w bezdechu. Ciemnoskóry opuścił kuszę, bo nie zdążyłby załadować jej ponownie. Zamiast tego dobył włóczni, którą na spokojnie chwycił w jedną rękę, przymierzył w kolejnego zmutowanego magika, po czym ją rzucił. Czarna włócznia przeleciała kawałek, omijając sojuszników i trafiając w przeciwnika prosto w serce. Grot przebił się przez zdeformowane ciało siepacza, który pod wypływem uderzenia oraz bólu, przerwał zaklęcie i cofnął się na metr. Cios w życiodajny organ sprawił, że stwór nie pożył zbyt długo raptem sekundę i padł na posadzkę. Włócznia pozostała w ciele mutanta, nie było szans odzyskania jej teraz.
Mauren zaczął głośniej oddychać, żeby się uspokoić po zabiciu dwóch abominacji, ale to nie był koniec, żeby się zasłonić przed ewentualnym atakiem, dobył on puklerza i jednego z noży. Powinno mu to dać jakąś przewagę do czasu aż reszta drużyny, nie pozbędzie się siepaczy i reszty dziadostwa.

 
//U nas:
2x nieudany eksperyment
1x siepacz
//Marduk:
2x  siepacz
1x kultysta Quortho

Pozostaje 16 żelaznych bełtów

Zaidaan:
Emerick w pierwszej chwili widząc co zrobił Marduke chciał skomentować to w ten sposób:  <facepalm>. Kompania była na tyle liczna, że bez problemu mogła się podzielić na dwie grupy i skutecznie odpierać atak z dwóch stron, patrząc na umiejętności niektórych członków, to poradziliby sobie nawet sami. Te akty heroizmu były zbędne i jedynie niepotrzebnie narażały osoby, które chciały ukazać swoją odwagę.
Bękart dobrze czuł, że kusza znowu się przyda, większość już właściwie została przetrzebiona przez innych kompanów drużyny, ale jeszcze kilka mutantów stało na nogach. Najemnik uniósł kuszę i skupił się na celowaniu, musiał być w tym momencie ostrożny by przypadkiem nie trafić któregoś ze swoich towarzyszy, zważywszy na dość ciasny teren walki. W końcu Emerick znalazł lukę i miał czysty strzał na siepacza, który zbierał energię w ognistą kulę. Bękart szybko wykorzystał okazję i wystrzelił z kuszy, aby zapobiec ewentualnej tragedii, jaką mógłby spowodować czar mutanta. Bełt poszybował między wikingiem a maurenką i wstrzelił się prosto w głowę siepacza miażdżąc mu czaszkę i szatkując mózg, pocisk przebił się na wylot i uwolnił za sobą resztki mózgu i czaszki, które wyleciały za nim. W jaskini było z dwojga złego lepiej niż na powierzchni. Tutaj nie przeszkadzał uporczywy deszcz i mógł spokojnie wymierzyć i oddać czysty strzał. Siepacz osunął się martwy na ziemię, natomiast na "polu bitwy" zostało jeszcze dwóch mutantów. Emerick szybko zamienił kuszę na miecz i ruszył biegiem w kierunku eksperymentalnych abominacji jakiegoś szaleńca, już raz miał z nimi do czynienia na Zuesh, jednocześnie przypomniał sobie o nieszczęsnej skrzynce z tajemniczymi miksturami, które zostały w przykrym wypadku stłuczone i pozbawione jakiegokolwiek użytku. Jednak nie był to czas na wypominanie sobie głupoty, a obecna sytuacja wymagała skupienia, mimo że eksperymenty nie były wielce wymagającymi przeciwnikami, to nawet rycerz zakuty z płytową zbroję, który zbytnio nabierze pewności siebie potrafi zostać zabity przez zwykłego, biednego chłopa. Bękart w końcu się zatrzymał i powtórzył ruch z powierzchni. Cisnął mieczem prosto w kierunku mutanta, który zbliżał się ze swoim wszczepionym w rękę tasakiem. Miecz pofrunął, a chwilę później wylądował w klatce piersiowej potwora. Eksperyment chrząknął obrzydliwie spluwając bliżej niezidentyfikowaną cieczą przed siebie i umarł opadając powoli z hukiem na ziemię. Została jeszcze jedna abominacja, do której Emerick nie zamierzał się zbliżać. Sięgnął po "swoją" runę ognia i zbliżył się na odpowiednią odległość i wystawił rękę przed siebie.
- Heshar!
Z dłoni Bękarta dmuchnęła fala płomieni, która błyskawicznie zajęła mutanta ogniem. Bestia warczała gniewnie jeszcze przez kilka chwil, ale wkrótce po odniesionych obrażeniach padła spalona żywcem na posadzkę jak reszta jego towarzyszy. Teraz nie dość, że śmierdziało tu krwią, to teraz dodano jeszcze smród zwęglonego ciała. Emerick powoli podszedł do potwora, w którego rzucił mieczem i wyciągnął ostrze ze zmutowanego ciała, które poruszało się prawie jak jakaś galareta.

//Marduk:
2x  siepacz
1x kultysta Quortho

Pozostaje 12 żelaznych bełtów

Evening Antarii:
Sytuacja nie sprzyjała drużynie. Zamknięci w tunelu gdzieś pod ziemią, z dwóch stron otoczeni przez wrogów. Evening zaskoczyło, że Marduk się tak poświęca. On został po drugiej stronie krat sam, mierząc się z siłami zła. Na szczęście ich strona była już czysta po ataku Emericka. Antarii podbiegła zatem do krat widząc zaciętą walkę. Trzech na jednego. Wcześniej było ich więcej, a taka wymagająca walka męczy. A kto wie z kim przyjdzie im jeszcze walczyć, gdy pójdą dalej w głąb tej przeklętej jaskini? Należało zachować rozwagę i siły na dalsze potyczki, bo pewnie będą nieuniknione. Ściany podziemia spływały we krwi. Teraz pojawiło się dużo świeżej posoki brudzącej podłogę. Na szczęście była to krew wrogów...
Anielica wystawiła dłoń za kraty, by mogła się na niej wytworzyć kula z magicznej enrgii. Zartat obdarzył Eve ponownie swą mocą, która wypełniła jej ciało. Wkrótce zmaterializowała się w postaci pocisku. -Izeshar!- wypowiedziała wreszcie inkantację i wycelowała pocisk esencji w kultystę. Był słabym przeciwnikiem, ale tacy są najbardziej irytujący i przeszkadzają w walce z innymi, bardziej wytrzymałymi istotami. W mgnieniu oka kula pognała prosto w głowę kultysty, zostawiając w jej miejscu bezkształtną masę nadpalonych tkanek i zagotowanej w ułamku sekundy krwi. Bezgłowe ciało nie zagrażało już Mardukowi.

//Marduk:
2x  siepacz

Patty:
Odepchnięta Patty nie dorwała się do żadnego z siepaczy, dość szybko zarąbanych przez jej towarzyszy. Ale nie zamierzała odpuścić, popatrzyła na kratę i przemieściła się, pojawiając ułamek sekundy później koło Marduka. Dobyła miecza i runęła na dwóch siepaczy którzy stali jej na drodze. Zbiła dwa pierwsze uderzenia i wychyliła się, uderzając pancerną rękawicą w twarz pierwszego i przechodząc w półmiecz wbiła sztych w brzuch pierwszego. Przekręciła ostrze i wyszarpnęła je, po czym zaatakowała jelcem, który z głuchym chrupnięciem wbił się w skroń przeciwnika. Drugi otrząsnął się po ciosie pięścią i zaatakował mocno, z góry. Anielica sparowała gładko cios i przyciągnęła go telekinezą, nabijając na miecz. Siepacz warknął głucho, próbując zaatakować jeszcze raz mieczem, ale Patty po prostu złapała za ostrze przeciwnika, rękawica wytrzymała słabe uderzenie i puściła własną klingę, sięgając po sztylet. Poprawiła z baśki dla pewności i z rozmachem wbiła krótkie ostrze w oko siepacza, kończąc jego życie. Anielica wyszarpnęła swoje ostrza i odwróciła się do Marduka.
- To co teraz? Nie mogłam się powstrzymać - przyznała po chwili, mając na myśli przemieszczenie za kratę.


0 wrogów

Marduk Draven:
I ponownie wszyscy przeciwnicy zostali pokonani. Ściany i podłogi zostały pokryte nowymi warstwami świeżej krwi.
Marduk rozejrzał się. Nie odpowiedział Patricii. Zamiast tego przyciągnął sobie telekinezą swą tarczą i założył ją na swe miejsce na plecach. Zaczął obmacywać ściany, jakby szukał czegoś.
– Skądś musieli przyjść... – mruknął. Odsunął się nagle od ściany. – O – oznajmił tonem tak inteligentnym jak typowy bękart Rashera. Kawałek ściany wsunął się w bok, odsłaniając kolejny zestaw spiralnych schodów. – Idźcie dalej! Ja i Patty rozejrzymy się tutaj! – polecił reszcie drużyny. Sam skinął na Patricię i zaczął schodzić po schodach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej