Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (210/233) > >>

Nawaar:
Nawaar tak patrzył w pustkę będąc kłębkiem nerwów, kiedy od tak król do niego podszedł niczym ojciec do dziecka. Zastosował się do rady nic, nie mówił tylko spokojnie oddychał. Wszystko powoli przemijało, kusza przestała drgać, gdy ręce się uspokoiły, oddech się wyrównał a nerwy, ustały przynajmniej na razie. - Ja nie przywykłem do tego. Odpowiedział zgodnie z prawdą choć zabijał już ludzi, mutantów przed chwilą, ale raczej to było działanie emocjonalne niż zimna kalkulacja. Jeszcze nie nauczył się mierzenia przeciwnika swoją miarą, ale takie sytuacje jak ta hartują ciało i umysł prawda?

Marduk Draven:
Melkior niczego nie słyszał, wszak nie miał wampirzego słuchu, choć zdawać mu się mogło.
Tymczasem Marduk odezwał się do Nawaara zza pleców. Był na samym końcu grupy, z mieczem w gotowości. Pilnował tyłów.
– Więc jest to twój chrzest ognia – powiedział do maurena dość chłodnym tonem. A może to jego hełm? Albo cała atmosfera tej przeklętej jaskini. Nagle, za ich plecami, nie wiadomo skąd pojawiły się jakieś postacie. Jedna z nich krzyknęła. Byli uzbrojeni. Zaczęli biec w stronę drużyny. Marduk odwrócił się plecami do drużyny, przyjmując postawę bojową. Telekinetycznym impulsem odepchnął Patricię od siebie, znacznie bliżej reszty drużyny. Rąbnął mieczem w łańcuch kołowrota, spuszczając kratę na dół, odcinając drużynę od siebie i wrogów. Jednakże po schodach, do których drużyna pierwotnie szła weszło kilkoro ludzi. Albo czegoś, co na to wyglądało.
Potworne abominacje były prowadzone na metalowych łańcuchach, niby smyczach, jak psy przez kilku siepaczy.
– Drago, przejmujesz dowodzenie! Nie czekajcie na mnie! – rzucił Marduk zza krat. Paladyn zebrał magiczną moc w sobie i rzucił złożone z niej zaklęcie.– Grashiz isosh noshi!
Egbert, Nawaar i Armin poczuli nagły przypływ mocy. Jak gdyby wstąpiła w nich siła trolla. Marduk odwrócił się w stronę wrogów po swej stronie i ruszył do boju, choć zakręciło mu się w głowie od utraty energii magicznej.
To samo uczyniły abominacje, spuszczone ze swych smyczy.
– Z łaski Zartata! – zawołał Marduk, biegnąc ku swym wrogom z mieczem i tarczą.

//Korytarz ma łączną długość dwudziestu metrów, krata dzieli go równo w połowie. Szerokość korytarza to 3,5 metra. Eksperymenty rzuciły się na was, zaś siepacze zostali w tyle. Korytarz jest dobrze oświetlony, toteż nie jest aktualna żadna kara.
Armin, Nawaar i Egbert otrzymują Błogosławieństwo siły.

//Po waszej stronie:
6x nieudany eksperyment
3x siepacz

//Po mojej:
3x  siepacz
2x kultysta Quorthona

Armin:
Kiedy tylko ciemnoskóra ujrzała mutantów, eksperymenty, jakkolwiek to coś się nazywało, westchnęła. Wyglądali, no cóż, określenie ich aparycji przymiotnikiem "źle" byłoby eufemizmem. Bez twarzy, gnijące, mające w swoim ciele wystające na zewnątrz pręty, rurki.
- Przystojni to oni nie są... A szkoda. - powiedziała wysuwając katanę. Wtedy poczuła nagły przypływ mocy, czuła się jakby mogła pokonać w pojedynkę cały legion takich stworów. Poprawiła opadający kosmyk włosów na twarz, a następnie stawiła czoła pierwszemu przeciwnikowi, który zaczął charczeć w stronę maurenki, miało to wywołać u niej strach i przerażenie, ale ona nie mogła się powstrzymać i po chwili parsknęła śmiechem.
- Słodki jesteś. - zaśmiała się, a po chwili wybiegła mu naprzeciw. Z bliska poczwara wydawała się jeszcze bardziej brzydsza, ale to nie zdziwiło kobiety. Przeciwnik zamachnął się ostrzem wmontowanym w lewę ramię, jednak Armin zablokowała cios swoją kataną. Brzdęk metalu towarzyszył kilku następnym ruchom ostrzy. Po którejś wymianie, maurenka zebrała całą swoją siłę, zdezorientowała nieudany eksperyment przez mocne pchnięcie kataną, a następnie wymierzyła kopnięcie prosto w klatkę piersiową poczwary. Przeciwnik zrobił kilka kroków w tył, próbując utrzymać równowagę. Ciemnoskóra natomiast spojrzała w międzyczasie na swojego buta, który "przyozdobiony" był skórą, a także mięsem pochodzącym z zdeformowanego ciała walczącego. Powiedziała coś w stylu "ble", kiedy usłyszała ponowne ryknięcie. Przewróciła oczami. Mężczyzna, jeśli w ogóle tak by go można było nazwać, zaczął szarżować prosto na Armin. Ta jedynie, ze stoickim spokojem, złapała mocniej swoją katanę, stanęła nieruchomo i czekała na atak potwora. Ten biegł bezmyślnie w jej stronę z przyszykowanym ostrzem. Kiedy był dostatecznie blisko, kobieta również zaczęła biec, w odpowiednim momencie schyliła się, po czym przejechała ostrzem po brzuchu oraz boku przeciwnika. Ten, zatrzymał się parę kroków później wydając z siebie ryk bólu i łapiąc się za ranę, z której sukcesywnie wylewała się krew, a narządy ujrzały światło dzienne. Aby stwór nie męczył się zbyt długo, wyciągnęła nóż, po czym wymierzyła prosto w tył głowy. Trup padł martwy. Jeden z głowy.
Ciemnoskóra usłyszała za sobą już znajomy dźwięk, to samo charczenie to słyszała kilka minut wcześniej. Odwróciła się i ujrzała kolejnego przeciwnika.
- Wymyśliłbyś coś nowego, a nie tylko to warczenie... Zero inicjatywy własnej. - powiedziała niby zbulwersowana. Potwór nieświadomy słów maurenki zaczął się do niej zbliżać. Kobieta trzymając się kurczowo katany, zrobiła obrót i ponownie wymierzyła cios nogą. Poprawka, chciała wymierzyć. Nie spodziewała się, że przeciwnik złapie jej nogę, a potem rzuci ciałem kobiety o podłogę. - Dobra, punkt za inicjatywę. - stwierdziła leżąc na ziemi. Przeciwnik podszedł do niej. Otworzył szerzej swój otwór gębowy, aby ugryźć dziewczynę, a raczej aby odgryźć jej głowę. Ta jednak uwolniła ukryte ostrze i przejechała nim po łydce mężczyzny. Następnie wyciągnęła sztylet, prześlizgnęła się tak, aby być centralnie pod potworem i jednym, silnym, zwinnym pchnięciem okaleczyła potwora. Nawet gdyby jakimś cudem w swojej postaci mógłby mieć dzieci, to teraz byłoby to zdecydowanie niemożliwe. Przeciwnik zrobił kilka kroków w bok, rycząc przy tym straszliwie. Wtedy maurenka wstała z podłogi, pochwyciła swoją katanę, zrobiła sobie mały rozbieg, a jedno precyzyjne cięcie ostrza później, potwór pozostał bez głowy. Kobieta schowała szybko swój sztylet, a także nóż i czekała na rozwój wydarzeń, a już na pewno na atak ze strony siepaczy.

//4xnieudany eksperyment
3xsiepacz

3xsiepacz
2xkultysta Quorthona


Torstein Lothbrok:
Torstein był ospały, znudzony. Nie angażował się w walkę. Nie odzywał się też w ogóle, nawet gdy byli w jaskini, w której capiło krwią, a przy tym nie lepiej wyglądało. W końcu jednak stanęli naprzeciw wrogom. Heroiczna ofiara rycerza miała dać im czas i odgrodzić od nadmiaru wrogów. Dlatego też Torstein nie marnował czasu. Byli tu nie bez powodu. Mieli do wykonania misję wielkiej wagi. Dobył miecza i puklerza i ruszył na spotkaniu mutantom, zaraz za Armin.
– A czego szkoda?– rzucił ciekawie do maurenki.
Pierwszy cios zablokował tarczą, kopnął zadającego. Drugi sparował mieczem i oddał okrągłą tarczą, z impetem i mocą Thora uderzając nią w zdeformowaną twarz mutanta z dziwnym mieczem zamiast jednej z łap. Sprawiło to, że bestia stała się jeszcze paskudniejsza, a przy tym wścieklejsza.
Pierwsza, którą kopnął, cięła zamaszyście, celując w w szyję Lothbroka. Wiking jednak w porę zasłonił się puklerzem. Nawet nie drgnął, jakby nietknięty impetem ciosu, jaki przed chwilą zablokował. Z mocą Tyra wbił klingę z czarnej rudy głęboko w pierś mutanta, po czym szarpnął w górę z całej siły, rozcinając paskudztwo od splotu słonecznego do głowy.
– Fenris was jebał! – rzucił, warcząc jak niedźwiedź.
Torstein uderzył mieczem w tarczę, jakby dodawał sobie sił i zapraszał mutanty do dalszej walki. Uśmiechnął się przy tym paskudnie. Wyczekiwał. I długo czekać nie musiał. Drugi mutant zaatakował, tnąc swym ostrzem znad głowy. Torstein przewidział to, poznając zamiar po ruchu nóg i ustawieniu drugiej ręki szkaradztwa. Zasłonił się puklerzem, ustawiając go pod kątem, dzięki czemu ostrze z żelaza gładko się ześlizgnęło się po powierzchni zasłony i zaryło o kamienistą ścianę jaskini. Wiking grzmotnął mutanta głową odzianą w hełm, po czym rąbnął mieczem w ramię potwora. Odcięta kończyna padła na ziemię z metalicznym uderzeniem ostrza. Krew sączyła się gęsto z rany. Wiking zaś rozpłatał drugim cięciem pierś monstrum.
Kurwa, chciałbym jakiś porządny topór... – pomyślał, kończąc życie mutanta.
– Ostro – mruknął na widok odciętych przez Armin ważnych rzeczy.
 
//U nas:
2x nieudany eksperyment
3x siepacz

//Marduk:

3x  siepacz
2x kultysta Quorthona

Marduk Draven:
Torstein i Armin uszczupluli szeregi wrogów. Widząc to, siepacze postanowili wspomóc abominacje. Zaczęli przywoływać swe pioruny kuliste, chcąc usmażyć nimi kilku członków drużyny. Pozostałe dwa mutanty dalej nacierały.


Marduk i grupa wrogów biegli ku sobie. Choć korytarze nie były bardzo wąskie, to wciąż można było wykorzystać je na swoją korzyść. W końcu wojownik Zartata spotkał się ze swymi przeciwnikami. Jeden z kultystów ciął w kierunku jego głowy, podczas gdy siepacz postanowił wykonać szybki sztych w kierunku brzucha. Marduk zablokował pierwsze cięcie tarczą, drugie z kolei zbił swoim mieczem z toru, dzięki czemu klinga zmutowanego żołnierza jedynie delikatnie otarła się o jego pancerz. Kopnął siepacza nisko, w kolano, sprawiając, że przeciwnik uklęknął, przy czym ryknął z bólu. Marduk kopnął go jeszcze kolanem w nos, plamiąc zbroję, twarz mężczyzny i podłogę krwią. Szybkim sztychem i potężnym sztychem pod żebra wykończył kultystę. Mężczyzna jęknął z bólu i upadł.
Drugi z jego przeciwników, siepacz z krwawiący, nosem zaatakował. Wrogowie, którzy zostali z tyłu także nacierali. Marduk cofał się, blokując ciosy tarczą. Był dosłownie zalany ciosami wroga. Wiązało mu to ręce. Szukał jedynie okazji na wyprowadzenie jakiejś kontry, czy przejęcie inicjatywy. Tarcza na razie wystarczyła mu do obrony. Jeden z jego przeciwników chciał, tak jak on wcześniej kopnąć go w kolano. Marduk jednak zasłonił je tarczą. Siepacz warknął z bólu spowodowanego kopnięciem w czarną rudę. Draven odbił cios drugiego, po czym łupnął go głowicą w już złamany nos, by następnie z rozmachu ciąć w szyję siepacza, który spróbował go przed chwilą kopnąć, dekapitując go. Trup bez łba padł na ziemię. Jeden z siepaczy wściekle uderzył mieczem, w momencie gdy tarcza nie była gotowa do bloku, a miecz dopiero wracał od cięcia. Trafił w głowę Marduka. Hełm na szczęście spełnił swoje zadanie, lecz została na nim rysa i wgniecenie. Siepacz użył następnie telekinezy, popychając w tył mściciela. Ten nie przewrócił się przez użycie własnej telekinezy i odbicie się od ziemi. Tarcza wypadła mu jednak z ręki.
Wojownik Zartata zakręcił bronią młyńca i chwycił ją pewnie. Strzelił kośćmi karku, po czym machnął palcami dłoni, "zapraszając" wrogów do siebie. Ci wściekle ruszyli, chcąc zalać go kolejnymi ciosami. Święty mściciel użył odrobiny energii magicznej. Jego ciało rozbiło się na atomy, a on sam zniknął, aby pojawić się tuż za swoimi przeciwnikami. Ruszył z ofensywą.

//U nas:
2x nieudany eksperyment
3x siepacz
//Marduk:
2x  siepacz
1x kultysta Quorthona

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej