Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (208/233) > >>

Zaidaan:
Walka trwała dalej. Emerick widział jak Egbert usiłuje pokonać jednego mutanta, widocznie musiał trafić na dość wymagającego przeciwnika. Już miał pędzić z pomocą, gdy nagle się okazało, że najemnik wreszcie pokonał siepacza i mógł odetchnąć z ulgą, że to on wyszedł zwycięsko z tego pojedynku. Nagle jego ciało zostało przesiąknięte nieznaną siłą, która jakby spotęgowała energie drzemiącą w Bękarcie, nietrudno było się można domyślić, że była to sprawka czarnoskrzydłej anielicy, która nie walczyła, ale wspierała swoją magią resztę wojowników. Emerick naładowany nowymi siłami zaszarżował na dwójkę siepaczy, którzy widząc, że szala zwycięstwa przechodzi na stronę napastników, postanowili przybrać defensywną postawę i ubezpieczać siebie nawzajem zbytnio się nie wychylając. Najemnik błyskawicznie dobiegł do jednego siepacza i zalał go serią ciosów, chwilę później musiał przejść do obrony, gdy zaatakował go drugi mutant. Emerick raz po raz parował ciosy mieczem, lub blokował puklerzem, czekał na dogodny moment kiedy przeciwnik nabierze zbytniej pewności siebie, lub odsłoni słaby punkt. W końcu jeden z bandytów zbytnio się zamachnął i wykorzystując okazję, najemnik ciął zamaszyście od dołu odcinając rękę dziwoląga aż po samą pachę. W tym samym momencie drugi siepacz próbował od góry przebić się przez obronę Emericka. Bękart szybko uskoczył w bok i popchnął z całej siły rannego siepacza na swojego kolegę tym samym przewracając obu. Jeden z nich był praktycznie bezbronny, bo nie miał ani broni, ani ręki, został szybko i brutalnie zrzucony na bok przez swojego towarzysza tym samym się odsłaniając tuż pod ostrze Bękarta. Najemnik zamachnął się i płynnym cięciem pozbawił kolejnego przeciwnika głowy. Krew chlusnęła obficie na wszystkie strony, a głowa poturlała się pod nogi siepacza-kaleki. Próbował się wycofać czołgając się do jednego z namiotów, ale nie miał właściwie żadnych szans na przeżycie. Emerick powoli podszedł do niego, przygniótł mu rękę butem, a następnie bez zbędnych ceremoniałów przebił plecy mutanta ostrzem. Siepacz zawył głucho, uniósł głowę ostatkiem sił walcząc ze śmiercią. Bękart po chwili wyciągnął miecz tak, by ostrze zraniło jeszcze bardziej. Usta mutanta zalały się krwią, a sam chwilę później wyzionął ducha, o ile taka abominacja posiadała duszę.

Melkior Tacticus:
- Dobra, nie chcę nic mówić ale ci w środku pewnie zaraz się kapną że coś tu się wyrabia. Powiedział zeskakując z konia i ładując kusze. Dałby w tej chwili 1000 grzywien za Elanoiską kuszę, idealną na takie okazje. - Wchodzimy czy czekamy na zaproszenie?

Marduk Draven:
Wszyscy wrogowie, przynajmniej na zewnątrz jaskini zostali pokonani. Marduk rozejrzał się pobieżnie. Ruszył w stronę mosiężnego portalu, bramy dobudowanej do jaskini, po drodze kopiąc jakąś głowę, która potoczyła się pod nogi Emericka. Twarz ściętego łba miała paskudny wyraz. Sama też była niezbyt ładna. Draven nie odpowiedział też Melkiorowi.
Wkrótce otworzyli i przeszli przez bramę. Przywitała ich cisza i pustka. Prócz rzędów pochodni, w dość szerokim korytarzu jaskini nie było nikogo. Na ścianach gdzieniegdzie dojrzeć można było rdzawe ślady krwi. Miały już trochę czasu. Conajmniej kilka miesięcy. Posmak krwi, typowo metaliczny i jakże znany Dragosaniemu był też wyczuwalny w powietrzu.
Idąc tak dalej przeszli kamiennymi, spiralnymi schodami w dół. Na swej drodze cały czas nie napotkali ani cienia wroga. Nie było słychać absolutnie niczego. Przynamniej dla ludzkich uszu. Dragosani bowiem słyszał cichutki pogłos, stłumione echo czyjegoś umęczonego wzdychania. Droga do niego prowadziła przez znacznie węższy, niż poprzedni, korytarz. Śladów krwi było też więcej. Posmak krwi był o wiele wyraźniejszy. Zostawał i lepił się do języków. Korytarz prowadził przez zakratowaną bramę, która kontrolowana była przez kołowrót. Kraty były uniesione. Dalej, kilkanaście metrów za kratami widać było barierki kolejnych spiralnych schodów. Stamtąd Drago mógł słyszeć tajemniczy stęk.

Klik

Zaidaan:
Emerick akurat ładował kuszę, kiedy Marduke postanowił pokopać piłkę głowę w jego stronę, popatrzył na to paskudztwo i aż musiał znowu splunąć na bok. Okropne obrzydlistwo. Gdy już załadował broń, ruszył za resztą trzymając ją w rękach na wypadek gdyby coś na nich wyskoczyło. Rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Przyjemnie tu..

Melkior Tacticus:
- Zupełnie jak w Pakcie gdy po upadku Gildii Magów Mogul nas tam zaprowadził. Miałem wtedy kilks lat, w sumie to gówno pamiętam, ale zapachy podobne. Dodał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej