Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (207/233) > >>

Nawaar:
Wszyscy dojechali wspólnie na teren obozu. Marduk pierwszy na swym dzielnym rumaku wraz z Armin, która kurczowo się go trzymała. Padły pierwsze jednostki wroga, zrobiło się tłoczno i zamieszanie wzrosło wraz z rozwałką. Nawaar zeskoczył z konia natychmiast, żeby nie musiał odkupować wierzchowca anielicy, stał teraz obok maurenki, która miała swoje pięć minut wkrótce pani Morii, nadleciała czarując parę ciemnoskórych.
    Nawaar poczuł nagle jak jego mięśnie, dostają dosłownego kopa. Czując zew i powiew świeżości, dobył on swej włóczni oraz puklerza. Teraz mógł zawalczyć jak równy z równym. Jeden z mutantów zaczął nacierać na niego tnąc swym mieczem, co zmusiło ciemnoskórego do natychmiastowego bloku, co poskutkowało wytworzeniem się iskier i to w deszczu. Bestia ciemności miałby normalnie przewagę nad zwykłym człowiekiem, gdyby nie wsparcie magiczne anielicy. Dlatego syn pustyni przeszedł do ofensywy, gdy tylko zmutowany człowiek zaatakował cięciem z góry na dół, celując w głowę maurena ten obniżył się, wystawiając puklerz wyżej, ostrze miecza odbiło się i w tym momencie Nawaar, pchnął włócznią w brzuch przeciwnika. Ostrze z czarnej rudy przeszło wnętrzności adwersarza, wychodząc plecami. Rany powinny być dość dotkliwe z powodu, uszkodzeń narządów, ale nie dla takiego przeciwnika, który zaryczał głośno i jeszcze chciał ponowić atak. Ciemnoskóry odkopnął adwersarza w brzuch ten, cofnął się raptem na metr uwalniając włócznie. Syn pustyni cofnął się na dwa metry, zrobił większy skok do góry, wybijając "Hastam Caved" prosto w jego osłoniętą czaszkę. Bestia padła już definitywnie, gdy czaszka pękła  a mózg został unieszkodliwiony.
    Mauren rozejrzał się po polu walki, oddychając głęboko, bo lekko siły go opuściły, lecz dostrzegł jednego z siepaczy, który zbierał energię magiczną do rzucenie zaklęcia. Ciemnoskóry, nie tracił czasu, tylko z miejsca rzucił włócznią. Ostrze przebiło przeciwnika na wysokości płuc, przyszpilając go nieco i przeszkadzając, w rzuceniu czaru. Nawaar rozpędził się na wroga, dobywając jednego z noży. Ciemnoskóry uniknął zamachnięcia mieczem mutanta i wbił mu szklany nóż w gardło, rozcinając je. Syn pustyni spodziewał się wybuchu krwi, ale zamiast niej, wyleciała jakaś dziwna wydzielina wkrótce potem mutant zdechł, a on ponownie wyszarpał włócznię, czekając na kolejnych adwersarzy.

4xSiepacz

Egbert:
Egbert zaś już od dłuższej chwili pojedynkował się z jednym z siepaczy wroga. Najemnik widział już do czego te istoty są zdolne, jednak nie mogło go to skłonić do wycofania się. Bękart musiał stanąć do walki, bo to było jego zadanie. Mutant nieźle wymachiwał swoim mieczem, jednak jak dotąd Egbertowi udało się sparować każdy z jego ataków swoim krasnoludzkim sihilem. Sam Bękart również zdążył już wyprowadzić kilka ciosów, ale żaden z nich nie okazał się śmiertelny, chociaż część przeszła przez obronę przeciwnika i uszkodziła jego pancerz. Po tym jak miecz rudobrodego po raz kolejny ranił siepacza, mężczyzna mocniej zacisnął szczękę. Rany jakie zadał przeciwnikowi były wprawdzie płytkie, ale utrata krwi powinna już dawno była powalić siepacza na ziemię. Problem polegał na tym, że potwór swoich płynów nie tracił. Zupełnie jakby każde rozcięcie na jego ciele natychmiast się zasklepiało. Egbert zaczynał się niecierpliwić, co w jego sytuacji nie mogło doprowadzić do niczego dobrego. Gdyby stracił teraz czujność i wpadł w gniew mógłby zaniedbać obronę, a na to nie mógł sobie pozwolić. Nie w walce z takim przeciwnikiem. Ścierając się z tym plugawym eksperymentem, Bękart musiał dać z siebie wszystko. Oby tylko to wystarczyło. W pewnej chwili, mroczny wojownik odskoczył w tył i wyciągnął w stronę najemnika wolną rękę. Egbert zasłonił się mieczem spodziewając się ataku wyładowaniem elektrycznym. Do niczego takiego jednak nie doszło. Zamiast tego rudobrody poczuł coś innego. Jakaś niewidzialna siła spróbowała poderwać go z ziemi i zaczęła uciskać jego krtań. Na szczęście, stopy wielkoluda nie oderwały się od podłoża nawet na moment. Najwyraźniej był zbyt ciężki. Mężczyzna splunął przed siebie, po czym z rozmachem ciął mieczem celując w łapę siepacza. Zanim tamten zdążył cofnąć rękę, mithrilowa klinga dosięgnęła jego dłoni rozrąbując ją na pół, nieco powyżej nadgarstka.

4xsiepacz (jeden nie ma lewej dłoni)

Patty:
Widząc jak dzielnie walczy jeden z najmłodszych przedstawicieli Bękartów anielica zwróciła się w jego kierunku i skumulowała energię magiczną w dłoni, kształtując ją we wzmacniającą siłę. Następnie uniosła ramię i spojrzała prosto na Egberta.
- Grashiz!- szepnęła, obdarzając człowieka energią, dodając mu sił w boju. Następnie zwróciła się w kierunku dwóch jeźdzców, Melkiora i Samira i znowu zebrała energię magiczną, doładowaną dodatkowo zaklęciem które uprzednio na siebie rzuciła - Grashiz! - wymówiła zaklęcie, wzmacniając obu mężczyzn. Następnie odnalazła wzrokiem Nawaara i jego również ponownie wzmocniła - Grashiz! - po czym spojrzała na Eve i również ją postanowiła wzmocnić. Czuła się hojna- Grashiz! - uśmiechnęła się, czując jak krzepiąca moc spływa na drugą anielicę i spojrzała na byłego hetmana. Czując przypływ dobroci i jego postanowiła wspomóc w walce - Grashiz! - szepnęła i aż przyklękła, gdy poczuła odpływ własnej energii.


//Egbert, Melkior, Samir, Nawaar, Eve i Emerick dostają +3 finiszery na kolejny post z walką.

Egbert:
Wróg Egberta nie stracił zapału do walki wraz ze swoją dłonią. Przeciwnie, bił się jeszcze zajadlej. Najemnik był jednak na to przygotowany. Spodziewał się, że ta rana bardziej rozwścieczy siepacza niż mu zaszkodzi. Rudobrody przeszedł więc całkiem do defensywy, na trochę zapominając o wyprowadzaniu uderzeń. Jeśli chciał pokonać przeciwnika, musiał wcześniej przetrwać ten zmasowany atak. Siepacz ciął raz za razem zmuszając Bękarta do cofania się, a sam najemnik nie próbował temu przeciwdziałać. Póki co, czekał aż mutant wytraci impet tego ataku. Wtedy Egbert będzie mógł przejść do kontrofensywy. Idealny moment nadszedł, gdy anielica rzuciła na niego swoje błogosławieństwo. Wzmocniony znanym już sobie zaklęciem, najemnik dobył drugiego miecza i złapał broń siepacza między swoje klingi. To było raczej proste zagranie, ale nie mogłoby się udać w przypadku przeciwnika wzmocnionego magicznymi mutagenami. Nie mogłoby, gdyby siła Egberta również nie została w magiczny sposób zwiększona. Dzięki zaklęciu Patty, rudobrody mógł jednak przez krótką chwilę dorównać mrocznemu wojownikowi. Gwałtownym ruchem wyrwał mu więc miecz z ręki, po czym wbił mithrilowe ostrze w klatkę piersiową. Miedzianym zaś chlasnął go po twarzy. Chwilę później wydobył sihil z ciała przeciwnika i uderzył ostrzem w jego kark, oddzielając głowę od szyi.

3xsiepacz

Evening Antarii:
Gdy toczy się walka, rozwój wypadków jest zawsze bardzo szybki. Nawet bitwa, choćby trwała kilka godzin, dla wojownika wydaje się, jakby trwała nie dłużej niż mrugnięcie okiem. Anielica dostrzegła kątem oka, że jeden z Bękartów dość długo męczy się z siepaczem. Mogła mu pomóc, ale stwierdziła, że to będzie dla niego po prostu dobry trening.
Anielica wypatrzyła kolejnego wroga, który przemieszczał się między namiotami. Będąc nadal niewidzialną, przemieściła się 10 metrów za jego plecami, gdy ten przymierzał się do ataku na członków tej wyprawy. Zartat dopomógł jej w zebraniu boskiej siły, niedostępnej dla zwykłych śmiertelników. Wszystko trwało maksymalnie kilka sekund, dzięki wzmocnieniu od Patty. Eve wykrzyknęła -Izeshar upishosh!- a z nieba spłynęło niezwykle jasne srebrne światło, wprost na głowę przeciwnika. Dało się słyszeć wrzask z bólu, jakby palono go żywcem. Tak właśnie działa oczyszczająca moc boskiego światła. Wkrótce atak ustał. Pomimo deszczu można było poczuć smród zwęglonego ciała. Siepacz ze skórą zmienioną w popiół, padł na ziemię, nie dokończywszy na szczęście swojego ataku na jej towarzyszy.
Widząc jak Patricia opada z sił, Eve podbiegła do niej. Objęła ją za ramiona. Anielica na powrót stawała się widziala. Mogła już dostrzec swoje dłonie i końcówki włosów. Zaraz pojawiła się głowa, szyja i reszta ciała. Antarii chciała wspomóc swą siostrę. Taka utrata energii jest wyczerpująca. Coś jak bardzo mocny kac... Evening odwdzięczyła się czarnoskrzydłej, nie chcąc, by czuła się tak mocno wyczerpana. Będąc przy niej wymówiła inkantację Grashiz!, aby Patricia nie musiała długo czekać na odnowienie boskiej energii.



//2x siepacz

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej