Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Patty:
Widząc atakującą Eve i Patty nie traciła czasu. Przemieściła się wysoko w powietrze i uderzyła mocno skrzydłami, by uniknąć niespodziewanego spadku w dół, po czym ze świstem dobyła miecza i odszukała wzrokiem czwartego z bandytów, który kręcił się pomiędzy namiotami. Co prawda dostrzegł już rzeźnię jaką zgotowała białoskrzydła anielica jego towarzyszom, w tym tego spopielonego przez czar i sięgnął już po miecz. Patty w tym czasie nasyciła swoje ostrze boska mocą daną jej przez samego Zartata, czarna klinga rozjarzyła się niebiańskim światłem i wtedy anielica, raz jeszcze uderzywszy skrzydłami, złożyła się do potężnego rzutu i cisnęła mieczem prosto w mężczyznę. Bastard pomknął niesiony niebiańską energią i wbił się z rozmachem prosto w pierś bandyty. Klinga gładko wbiła się aż po rękojeść, rozcięła serce, naruszyła płuca i wtedy ta sama anielska moc wyrwała ją z ciała bandziora, a miecz wrócił do ręki Patty. Ta wtedy zanurkowała i wylądowała obok Eve, dzierżąc zakrwawione ostrze i sztylet.
- Widzisz kolejnych? - zapytała od razu, sama rozglądając się czujnie. Nie było wątpliwości że ich mały wybryk został już dostrzeżony.
0x kusznik na wieżyczkach
0x bandyta między namiotami
Marduk Draven:
Nim Patty mogła usłyszeć Eve, odpowiedział jej tętent końskich kopyt. Zaraz w dzikiej szarży do obozu wpadła cała kompania, z pancerną Zirael Marduka i rycerzem oraz Armin na grzbiecie. Z namiotów powychodziło kilka do kilkunastu osób. Dobyli broni. Jeden z odzianych w czerń wojowników, okaleczony płytami pancerza zespolonymi z jego ciałem zamierzył się klingą na Patricię. Kobietę uratowała czarna klacz Marduka, a raczej połączony wysiłek jej, oraz jej jeźdźca. Dosiadany przez Dravena koń swą siłą, prędkością i masą zaszarżował na siepacza, powalając go na ziemię z głośnym chlupnięciem błota. Wściekły wojownik zerwał się na ziemię, w porę, aby czarna klacz w pancerzu mogła kopnąć go zamaszyście w głowę tylnymi nogami, sprawiając, że mroczny siepacz padł do stóp Patty.
Marduk zsiadł z konia, jednocześnie szybko pomagając zrobić to Armin, po czym klepnął wierzchowca w zad, aby ten poszukał bezpiecznego miejsca.
Święty mściciel, od stóp do głowy zakuty w pancerz i odziany w czerń dobył miecza. Prostym sztychem dobił powalonego zbira u stóp Patty. Kobieta nie mogła widzieć twarzy paladyna przez hełm. Ten jednak uśmiechnął się pod nim, po czym ruszył do walki. Zaatakował innego siepacza. Nie walczył finezyjnie, czy też elegancko, gdyż nie była to szermierka szablą. Walczył półtorakiem, bękartem miecza jedno i dwuręcznego. Zalał przeciwnika serią silnych i precyzyjnych ciosów, odnajdując po chwili lukę w defensywie i wykorzystując ją i pozbawiając siepacza prawej ręki przy przedramieniu. Następny cios skrócił go zaś o głowę.
Szybko wypatrzył innego wroga i telekinetycznym impulsem pchnął go w błoto.
Skierował się do innego, który już przygotował się do konfrontacji. Miecze starły się kilkakrotnie. Ich szczęk budził Dravena, dawał mu siłę do życia, napawał ekstazą. Gdzieniegdzie leciały iskry. Koniec końców walka z siepaczem nie trwała długo. Marduk odepchnął go od siebie, podbił jego miecz ku górze, po czym rąbnął w jego pas z szerokiego zamachu. Miecz przeciął zbroję, mięso i kości, zrzucając korpus na dół. Nogi, pełne kału, uryny i i krwi po chwili poszły w ślad góry.
Wrogów jednak wciąż było pełno. Na szczęście była tu cała kompania.
10x siepacz
//Ta walka jest wciąż tą samą
//Pierwszeństwo mają osoby, które nie miały okazji opisać walki wcześniej.
Armin:
Ciemnoskóra na całe szczęście złapała Marduka w pasie, aby nie spaść z konia, który znacznie przyspieszył. Akcja trwała parę chwil, dla maurenki zdecydowanie za szybko. Ledwo co ogarnęła rzeczywistość, a już stała na nogach i musiała walczyć. Akurat to jej dobrze wychodziło.
Uśmiechnęła się delikatnie, po czym wyciągnęła swoją ukochaną broń - katanę. Złapała ją pewnie w obie dłonie, westchnęła, po czym ruszyła w stronę swojego pierwszego przeciwnika. Pod wpływem przypływu adrenaliny, kobieta ruszała się zwinnie, szybko, ale także z gracją, jakby tworzyła ze swoją bronią jedność. Siepacz dzierżąc w ręku miecz, zaczął atakować kobietę. Ona natomiast robiła uniki, odchylając się lewo czy prawo, w zależności od ruchu przeciwnika. Kiedy mężczyzna zamachnął się, aby przeciąć Armin wertykalnie na pół, kobieta schyliła się, obróciła i mocnym kopnięciem wytrąciła broń z jego dłoni. Chwilę później, ostrze katany spotkało się z gardłem przeciwnika. Ciemnoczerwona ciecz zaczęła barwić ubranie mężczyzny, podobnie jak i maurenki. Ciało po chwili osunęło się na ziemię, wykrwawiając się przy tym.
Jednak triumf ciemnoskórej nie trwał długo, gdyż została powalona na ziemię za pomocą telekinezy przez następnego siepacza. Katana leżała metr od kobiety, na razie nie było z niej pożytku. Przeciwnik szedł w jej stronę z gotowym do zatopienia w jej ciele ostrzem. Armin natomiast szybko podniosła się z ziemi, a raczej kucnęła na prawym kolanie i po sekundzie rzuciła w stronę mężczyzny nożem. Trafiła w jego lewe oko. Przeciwnik wrzasnął przeraźliwie z bólu. Pod wpływem impulsu zamachnął mieczem, co zmusiło maurenkę do przeturlania się po ziemi. Wstała i korzystając z chwili nieuwagi siepacza, obiegła go, wskoczyła na jego plecy i uwalniając ukryte ostrze wbiła je prosto w czaszkę przeciwnika. Zeskakując, widziała jak ciało bezwiednie opada na ziemię. Pewnym ruchem wyciągnęła nóż z głowy pokonanego, schowała ukryte ostrze , a następnie podniosła swoją katanę. Ścierając krew z policzka, rozglądała się wokół, patrząc jak radzą sobie pozostali.
8xsiepacz
Zaidaan:
Emerick nawet nie zdążył podjechać gdy Mości Król i anielica wybili praktycznie całą eskortę w kilkanaście uderzeń serca. Popatrzył na trupy zawiedziony i popędził konia dalej za resztą, w kierunku obozy trzymając wciąż w ręce załadowaną kuszę.
Chwilę później znaleźli się na miejscu, anielice już zaczęły krwawy taniec zabijając paru mutantów i bandytów, a zaraz za nim do potyczki dołączył Mardukej i maurenka jadąca na tym samym wierzchowcu. Tym razem Bękart nie zamierzał przyglądać się walce, a samemu wziąć w niej udział. Podjechał na odpowiednią odległość i uniósł swoją kuszę jednocześnie przykładając ją do barku. Wycelował w najbliższego siepacza, który jeszcze nie zdążył się odnaleźć w obecnej sytuacji. Emerick nacisnął za spust, a kusza momentalnie wypuściła śmiercionośny pocisk w kierunku przeciwnika. Obecna pogoda nieco przeszkadzała strzelcowi, dlatego też ciężej było wycelować w przeciwnika. Mimo to bełt doleciał do wroga i wbił się w klatkę piersiową roztrzaskując przynajmniej jedno żebro. Siepacz złapał się za ranę, a chwilę później rozejrzał się za winowajcą tego uszczerbku na jego rychłym zdrowiu. Nie było to trudne, szybko dostrzegł siedzącego na koniu Emericka, który akurat zmieniał kuszę na miecz i puklerz. Wściekły mutant od razu ruszył w kierunku jeźdźca by odpłacił się pięknym za nadobne. Bękart zauważył, że bełt nie zabił przeciwnika, dlatego też musiał poprawić swoje dzieło i osobiście pofatygować się aby go zabić. Zeskoczył z gracją z Tigrida i zmierzał powoli w kierunku siepacza, który czynił podobnie, do czasu aż zatrzymał się jakieś 10 metrów od Emericka. Mutant przepełniony gniewem postanowił załatwić to w bezpieczniejszy sposób i po prostu spalić swojego oponenta. Bękart widząc jak nagle ręka siepacza zaczyna zapełniać się ognistą kulą nie zamierzał zwlekać, bo na pewno siepacz nie wyczarował tej kuli dla ozdoby. Podbiegł dwa metry bliżej i zamachując się swoim półtorakiem nad głową rzucił broń prosto w kierunku siepacza, który już zamierzał rzuć ognistą kulą w Emericka. Półtoraręczny miecz poleciał precyzyjnie w kierunku siepacza i zanim zdążył jakkolwiek zareagować, ostrze z czarnej rudy przebiło mutanta na wylot w pobliżu serca, co z pewnością go zaskoczyło sądząc po jego wyrazie twarzy i oczach. Przeciwnik stał tak przez chwilę usiłując utrzymać się na nogach, lecz obrażenia były zbyt śmiertelne by przeżyć coś takiego. Siepacz powoli zaczął przechylać się do tyłu aż finalnie przewrócił się na plecy jednocześnie wbijając ostrze w ziemię, a chwilę później mutant zjechał po ostrzu na ziemię. Emerick szybko podbiegł do ciała i wspomagając się nogą szybko wyciągnął broń i ruszył w dalszy wir walki, szarżując na kolejnego siepacza. Bękart na tyle się rozpędził, że zasłonił się puklerzem i dosłownie wbił się w plecy niczego się spodziewającego bandyty z łatwością obalając go na ziemię. Mutant szybko obrócił się na plecy i uniknął ostrza, którym był Hetman miał zamiar poczęstować przeciwnika. Siepacz uniósł miecz by podciąć nogi człowieka, lecz ten mając przewagę pozycyjną nad siepaczem szybko uskoczył od ciosu dając trochę przestrzeni mutantowi. Ten korzystając z okazji uniósł się, by jak najszybciej wstać, ale Emerick nie miał zamiaru na to pozwolić. Gdy oponent siedział już i ręką próbował pomóc sobie wstać, Bękart ponownie zaatakował kopiąc metalowym butem w twarz co na pewno nie obyło się bez strat. Coś strzeliło, chrząsnęło lub się złamało. Siepacz obalił się na lewy bok i podpierając się rękoma splunął krwią na glebę. Emerick uniósł miecz i ciął zamaszyście odrąbując przeciwnikowi głowę, niczym rzeźnik odcinający swoim tasakiem głowy kur na pieńku, która poturlała się kawałek po ziemi, która zamarła w okropnym grymasie siepacza, natomiast ciało poruszyło się w ostatnim tchnieniu życia i opadło bezwładnie na ziemię tak samo jak głowa barwiąc okoliczną glebę na czerwono. Emerick splunął z pogardą na zmutowane ciało i odsapnął chwilę w spokoju.
6xSiepacz
Patty:
Korzystając z okazji anielica skupiła energię magiczną i przesłała ją do dłoni, kształtując w czystą siłę, która miała wzmocnić jej towarzyszy w boju. Odnalazła wzrokiem dwójkę z dzielnych maurenów, którzy zobowiązali się do infiltracji obozu i uniosła rękę.
- Grashiz! - wypowiedziała czar - Grashiz! - powiedziała raz jeszcze, wzmacniając Armin i Nawaara magią. Następnie przekształciła energię we wzmocnienie własnej siły magicznej i rzuciła zaklęcie na siebie - Anosh!
//Armin i Nawaar otrzymują +3 do finiszerów na następny post z walką, ja otrzymuję +3 inkatancje na następny post.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej