Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Nawaar:
Ciemnoskóry parsknął śmiechem, słysząc komentarz a potem minę Armin. Z dobrym humorem będzie mu się lepiej walczyło z tymi mutantami w tej całej jaskimi i zdecydowanie, lepiej będzie się umierało. Marduk dał znak, że czas jechać zatem spiął Decybala, którego otrzymał od anielicy i ruszyli! Po chwałę, po śmierć!
Patty:
- Możemy tak zrobić, z tym że ja nie mam mikstury. Ale to nie szkodzi, ty ją wypijesz, a ja wlecę pierwsza i ściągnę na siebie ich uwagę, potem ty niewidzialna wpadniesz i z zaskoczenia ich wymordujemy - odpowiedziała Patty do lecącej obok Eve i przetarła twarz, deszcz ciągle lał jej się do oczu. Stanie w tej ulewie było uporczywe, lot był już koszmarny.
Marduk Draven:
Minęła chwila. Anielice widziały już pseudo kopalnię. U wejścia były dwie drewniane wieżyczki, na nich kusznicy. Nieopodal było kilka namiotów, po którym kręciło się kilka osób. Jednak całkowita ilość wrogów była na razie nie możliwa do ocenienia. Prócz namiotów była też zagroda z koniami, oraz stajnia na wozy.
Samo wejście do jaskini było zabudowane. Do wnętrze prowadziła jedynie duża, mosiężna brama.
//Na razie dojrzeć możecie:
2x kusznik na wieżyczkach
4x bandyta dwóch w okolicach zagrody i stajni, dwóch krząta się między namiotami
//Wcześniej o tym zapomniałe, ale aktywna jest kara: opady atmosferyczne
//Ta potyczka, wraz z tą przy wozie jest liczona jako jedna i ta sama.
Patty:
-Zajmij się strażnikami na dole, ja zdejmę kuszników - powiedziała do Eve i zapikowała do wieżyczki strażniczej. Wolała najpierw pozbyć się strzelców, raz już ją postrzelono z kuszy w plecy i nie wspominała tego najlepiej. Całe szczęście że szkaradną bliznę usunęła przemiana. Tymczasem dolatywała już do pierwszej wieżyczki, tej z prawej i nie miała już czasu na głupie myśli. Zapikowała i wpadła do środka nogami do przodu, trafiając butami pierwszego kusznika jeszcze w locie. Bandyta poleciał na ściankę naprzeciw i huknął zdrowo, stęknął głucho. Patty wylądowała z trudem, sama obiła się o drewno tuż obok bandyty i błyskawicznie sięgnęła po sztylet, wbijając go raz za razem w pierś bandyty. Ostrze zagłębiało się za każdym razem z cichymi mlaśnięciami, a mężczyzna krztusił się krwią, która zalewała mu przełyk i pocięte płuca. Anielica uniosła głowę i przemieściła się na kolejną wieżyczkę, tuż obok bandyty. Trzasnęła go pancerną pięścią w twarz i poprawiła sztyletem, prosto w gardło. Nie chciała ryzykować by krzyknął z bólu i zaalarmował pozostałych, nawet jeśli już ja widzieli. Przekręciła ostrze, zamieniając krtań kusznika w krwawą sieczkę. Bandyta po chwili padł u jej stóp, przyciskając rozpaczliwie dłonie do gardła. Patty spojrzała na niego przelotnie, ale widziała że zaraz się wykrwawi. Spojrzała na bandytów poniżej, sprawdzając jak idzie Eve.
0x kusznik na wieżyczkach
4x bandyta dwóch w okolicach zagrody i stajni, dwóch krząta się między namiotami
Evening Antarii:
Evening wypiła zawartość buteleczki z miksturą. Nawet jeśli przeciwnicy zobaczą jedną anielicę, to drugiej nie dojrzą, a w ferworze walki jej ataki z zaskoczenia mogą pomóc w wybiciu wrogów w miarę możliwości najciszej jak się da. Wsparcie dla bandytów nie mogło nadejść zbyt szybko, a kompania valfdeńskich bohaterów musiała mieć czas, by dotrzeć do kopalni. Kilka sekund później, gdy pusta buteleczka wylądowała na ziemi wśród bujnej roślinności, kończony Eve zaczęły znikać, tak samo jak wszystko co przy sobie miała. Gdy "zniknęła" już całkiem, poleciała za Patty, która już pikowała w dół.
Antarii zbliżała się do wrogów nieco wolniej. Dostrzegła dwóch bandytów przy stajni i dwóch przy namiotach. Postanowiła zaatakować tych przy zagrodzie. W namiotach mogli być inni ludzie, a ona nie miała zbroi, dlatego po ataku wolała poczekać na ewentualną pomoc czarnoskrzydłej.
Bandyci jej zbliżanie się mogli odczuć jako zwykły powiew wiatru. Choć zapewne teraz nie zwracali na to subtelne zjawisko uwagi, gdyż ich wzrok wlepiony był w drugą anielicę na wieżyczce. Oni jeszcze nie zdążyli zrozumieć co się dzieje. Zaraz potem usłyszeli lądowanie Eve na ziemi i dziwnie formujące się krople padającego deszczu - zatrzymujące się w pustej przestrzeni i zaznaczające ludzką sylwetkę... To było ostatnie co mogli zobaczyć.
Anielica sięgnęła po swój miecz. Przeciwnicy byli zdezorientowanie słysząc dźwięk wyciąganego oręża z pochwy, nie widząc jednak kto to robi. Zabicie kogoś, kto nie spodziewa się ataku jest dość proste - jak haniebny cios w plecy w honorowej walce. Ale to nie była honorowa walka, bo stawka była znacznie większa.
Evening uniosła miecz wysoko w górę i poprowadziła go ukośnie tak, że ostrze weszło w głowę bandyty z prawej strony przy uchu, a swoją wędrówkę skończyło po drugiej stronie na obojczyku. Twarz przeciwnika została zupełnie zmasakrowana, a on nawet nie zdążył krzyknąć ze strachu. Jego ciało upadło, a krew mieszała się z błotem.
Drugi z bandytów widząc, jak jakiś "duch" morduje jego kompana, zaczął wymachiwać na oślep swoim mieczem. Takie machanie jest jeszcze gorsze od przemyślanych ruchów. Evening musiała sparować jeden cios. Przy pomocy Pożądliwego Ciernia popchnęła wroga, który stracił równowagę. Anielica tym razem ugodziła bandytę prosto w gardło. Metal wszedł gładko, zahaczył o kręgi szyjne i wyszedł pod potylicą.
Patty w tym czasie zdążyła zabić dwóch kuszników. Pozostała dwójka przy namiotach...Postanowiła zaatakować najpierw z dystansu. Energia magiczna zaczęła zbierać się w jej ciele. Upewniwszy się, że jest dostatecznie blisko, by nie spudłować, wypowiedziała inkantację -Izeshar!. Nad jej lewą dłonią uformowała się jarząca się kula, która przy pomocy telekinezy została wystrzelona w bandytę przy namiotach. Pocisk trafił w klatkę piersiową, przypalając zbroję, a potem skórę przeciwnika.
// Tracę: 1x Mikstura chwilowej niewidzialności
0x kusznik na wieżyczkach
1x bandyta między namiotami
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej