Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Posłańcy śmierci

<< < (15/17) > >>

Nawaar:
    W tym momencie pożałował, że nie zastrzelił drania chwilę temu, gdyż skurkowany wytrącił kuszę maurenowi! Ciemnoskóry został zaskoczony, że człowiek podjął się walki, tylko ta cała sytuacja wydarzyła się niemal w sekundzie i nie było wyjścia jak instynktownie odskoczyć do tyłu, co też uczynił samemu dobywając sztyletu i w tym samym czasie parując atak szaleńca. Nawaar zrobił ze dwa kroki w tył, żeby móc powoli szykować się do ataku, lecz znów musiał sparować atak. Ostrza spotkały się wywołując metaliczny zgrzyt chwilę, przepychali się między sobą, sprawdzając swoją siłę i nikt nie odpuszczał! Jednak syn pustyni z racji młodego wieku i jeszcze niezbyt rozwiniętych mięśni powoli odpuszczał właśnie wtedy, sięgnął ręką po nóż i cisnął nim na oślep, byle trafić w ciało rywala ten jednak odpuścił, unikając ostrza noża jednocześnie dając szansę do ataku synowi pustyni, który wybił się z miejsca wpadając na mężczyznę, wywracając go na plecy co jednocześnie sprawiło, że upuścił on swój sztylet. Mauren zatapiał ostrze swej broni raz po raz w brzuch swej kolejnej ofiary, potem w klatkę piersiową. Człowiek walczył nadal starając się odepchnąć Nawaara od siebie, jednakże stracił dużą część sił jak i krwi z każdym ciosem. Krzyki było słychać do czasu aż sztylet po samą rękojeść, wbił się w szyję łowcy. Człek zamilczał od razu jucha, lała się wokół i ściekając na ściółkę delikatnie zabarwiła ją na brunatno.
Wszystko skończyło się tak samo jak zaczęło, ale to jeszcze nie był koniec. Nawaar wstał, oczyścił swój ekwipunek i na początek odzyskał swoje oddane skóry, żeby potem sprawdzić ciało łowcy czy nie miał czegoś cennego przy sobie poza zdobyczami, które otrzymał od ciemnoskórego.   

// znalazłem coś przy ciele dodatkowo?

Patty:
//Nic poza uzbrojeniem z wpisu na wiki.

Szalony myśliwy zginął, wykrwawiając się od wielu ran. Leżał na brzuchu, z twarzą zagrzebaną w leśnej ściółce, ewidentnie skazany na zapomnienie. Kruk Muhamad przysiadł przy ciele człowieka i zakrakał rozpaczliwie, jak gdyby starając się ożywić swego pana. Ten jednak nie dawał żadnego znaku życia.

Nawaar:
Wszystko się skończyło i trzeba było ogarnąć bajzel. Mauren wziął swoje skóry były, przy ciele człowieka i z powrotem włożył je do swojej torby, zastanawiał się czasem czy nie zabić biednego kruka, ale ten może za chwilę poleci jak zrozumie, że jego pan zginął i nie powróci z zaświatów. W każdym razie wziął jeszcze ze zwłok sztylet pokonanego, który pewnie sprzeda za dosłownie kilka grzywien. Teraz nim wejdzie o pisklaki, wziął się za oprawienie harpii, którą wcześniej zestrzelił nim całe to zamieszanie miało miejsce. Na szczęście tutaj nie musiał się męczyć szpony, po prostu poodcinał od ciała sztyletem, po czym schował je do torby zaś kły pozyskał jak pozostałych zwierząt ostrożnie, wycinając kieł wraz z dziąsłem, oczyszczając go a następnie chowając do torby. Nawaar nie miał więcej nic tutaj do roboty, tylko podszedł do drzewa, gdzie były młode i szukał drogi, żeby się wspiąć na drzewo. 

//Biorę i proszę o określenie statusu broni :

Nazwa broni: sztylet kłusownika
Rodzaj: sztylet
Typ: jednoręczny
Ostrość: 13
Wytrzymałość: 15
Opis: Wykuty z 0,45kg mosiądzu o zasięgu 0,3 metra.

Pozyskuje :

20x szpon Harpii
4x kieł Harpii

Patty:
Drzewo, w koronie którego znajdowało się krucze gniazdo było starym dębem. Potężne, nisko zawieszone gałęzie stanowiły dobrą trasę na sam szczyt drzewa, o ile wspinacz był sprawny i zręczny.

//
Nazwa broni: sztylet kłusownika
Rodzaj: sztylet
Typ: jednoręczny
Ostrość: 13
Wytrzymałość: 15
Opis: Wykuty z 0,45kg mosiądzu o zasięgu 0,3 metra. Uszkodzony.

Nawaar:
Nawaar po wstępnym obejrzeniu drzewa, nie powinien mieć problemów z dostaniem się na sam szczyt. Dąb był dość stary i mocno ugałęziony, także dzięki swej naturalnej zwinności oraz nauce akrobacji powinno mu się udać dostać do gniazda. Mauren był już dość rozgrzany i mógł na spokojnie, podskoczyć do pierwszej gałęzi, zawisnął na niej i podciągnął się do góry, stawiając swoje pierwsze kroki ku koronie, potem patrzył, gdzie mógłby się chwycić, by znów iść ku górze na szczęście daleko nie miał i pozostało mu wybić się z grubej gałęzi, co też zrobił bez problemu i znów mógł się podciągać, aby zarzucić swoją nogę i na gałęzie obok, żeby postawić swoją stopę, potem ręką chwycił kolejnej i mógł być już bliżej celu. W tym miejscu pojawił się lekki stres, że jak spadnie to może być jego koniec i może, niepotrzebnie spojrzał w dół, gdzie troszkę nerwowo przełknął ślinę i tym razem znacznie ostrożniej wybierał poszczególne gałęzie, żeby nie spaść na dół z hukiem. Syn pustyni powoli zmierzał ku koronie drzewa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej