Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Posłańcy śmierci

(1/17) > >>

Nawaar:
Nazwa wyprawy: Posłańcy śmierci
Prowadzący wyprawę: [member=9411]Patricia Morii[/member]
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Podstawy łowiectwa, Zgoda prowadzącego
Uczestnicy wyprawy: Nawaar

Nawaar siedząc sobie w domku, gdzie było już ciepło a wspomnienia z hemis były niemal zapominane. Mógł już bez obaw o odmrożenia wychodzić na zewnątrz! Miłe powietrze już nie zamarzało jego oskrzeli, pozbawiając ciemnoskórego tchu. Dlatego postanowił wykorzystać panująca aurę i przejść się poza miasto. Lepsza okazja do spokojnego spacerku mu się nie trafi, a jeśli trafi na coś ciekawego to będzie kolejna wspaniała przygodna! Mauren opuścił swoją chatkę w dzielnicy biedoty, gdzie następnie udał się do bramy zachodniej, gdzie stamtąd zamierzał opuścić ogromne miasto. Ciemnoskóry grzał swoje ciało w słoneczku teraz na chwilę zamienił się w jaszczura, wygrzewającego się na kamieniu było murzynowi na tyle przyjemnie, że zaczął sobie nucić po cichu, bo mógł w takim miłym nastroju zbliżał się do bramy.

Patty:
Wiosenna pogoda w istocie dopisywała, w samo południe centrum Valfden było przyjemnym miejscem do życia. Przyroda już niemal w pełni się obudziła, drzewa przyjemnie zazieleniły a kwiaty zakwitły. Najwyraźniejszą oznaką pięknej wiosennej pogody byli jednak ludzie, którzy niemalże masowo wylegli na ulice Efehidonu, korzystając z przyjemnej aury. Nawaarowi momentami ciężko było się przepchnąć przez ciżbę, co znacząco spowolniło jego wędrówkę, dotarł jednak w końcu do zachodniej bramy. Tłok i zgiełk dawały się we znaki, teraz jednak przed maurenem reszta wyspy stała otworem.

Nawaar:
Veris w pełnym rozkwicie! Nikt do pani, wiosny pretensji mógł nie mieć. Zachwyciła ona wyjątkowo dobrze, co wszystkim dopisywało. Ludzie i inni byli uśmiechnięci, kobiety zaczęły nosić coraz to krótsze sukienki było nadzwyczaj przyjemnie dla oka jak i całego ciała pragnącego ciepła. Nawaarowi jakoś nie spieszyło się opuszczenie miasta, więc za bardzo nie przepychał się do bramy, tylko spokojnie omijał ludzi i inne istoty tego świata, wozy zręcznie omijał, by pod żadnego nie wpaść, ponieważ mauren miał czas i nic go nie goniło. Teraz będąc już u bramy miał cały teren dla siebie mianowicie główny trakt jak i najmniejszą ścieżkę prowadzącą donikąd. Ciemnoskóry wciągnął świeżutkie powietrze do płuc, zaczynając iść na początek głównym traktem, czekając aż okolica zazieleni się jeszcze bardziej, a zapach kwiatów zatrzyma go na chwilę, gdy popadnie w melancholię.

Patty:
I tak Nawaar szedł przed siebie. Stopniowo trakt wyludniał się, mauren widział coraz mniej kupców oraz zwyczajnych podróżnych ciągnących do stolicy, a pola i równiny dookoła miasta pokrywały się coraz większą ilością drzew. Wkrótce Nawaar szedł traktem prowadzącym przez las. Rzadki co prawda, zbliżał się bowiem do rzeki, ale za mostem rosła już potężna puszcza.

Nawaar:
Mauren liczył, że idąc dalej w głąb głównego traktu natrafi na jakąś ładną łąkę, ale może później mu się uda taką zauważyć, jednakże zamiast tego mijał coraz mniej osób, kupcy szybko przejeżdżali dalej ignorując ciemnoskórego i po krótkim czasie został sobie sam. Rozerwana koszula powiewała mu na boki z każdym krokiem, który robił oddalał go od pól, a powoli wrzucał go w las! Ciemnoskóry nie zamierzał łazić po głównym trakcie dlatego, załadował kuszę bełtem, żeby być choć trochę bezpiecznym i powoli, przechodził przez most, gdzie dumnie przepływała rzeka. Szum wody grał mu miło w uszach. - Ciekawe czy pod mostem, nie ma trolla. Powiedział sobie na głos, znajdując się po drugiej stronie, bo jak wiadomo legendy mają w sobie trochę prawdy racja? W każdym bądź razie w dobrym humorze zanurzył się on w gąszcze puszczy, która jak wydawać się mogła nie miała końca. Nawaar nie szedł na ślepo, ale wypatrywał śladów odchodów, łap tylko dlatego, żeby sprawdzić czy nic go nie zaatakuje taka przezorność z jego strony.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej