Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Posłańcy śmierci

<< < (10/17) > >>

Patty:
Udało ci się pozyskać trofea. Nagle jednak usłyszałeś za sobą szelest liści i po chwili z krzaków wynurzył się obcy ci mężczyzna. Ewidentnie myśliwy, w sajdaku łuk, nóż przy pasie i kilka zwiniętych skór przytroczonych do boku zdradzały czym się przybysz zajmował.
- Piękna sztuka - odezwał się, przełamując ciszę.

Nawaar:
Nawaar pozostawiając za sobą świat, oprawiał sobie upolowanego dzika, wykazując się sprytem, wchodząc na jedno z pobliskich drzew bez konieczności bezpośredniego starcia. Dzięki czemu bez żadnych strat odniósł zwycięstwo do tego zaoszczędził na ewentualnych miksturach uzdrawiających, bo one mogą przydać się na inne okazje albowiem polowanie jeszcze się nie skończyło! Mauren zebrawszy wszystko co mógł z truchła maciory, miał zamiar zabrać się w dalszą drogę ku południu, lecz w tym był cały szkopuł, że nagle wszystko przerwał szelest liści. No to już koniec. Pomyślał, bo to co było za nim mogło być wszystkim od dzikiej bestii, po potwory z najróżniejszych legend, z którymi syn pustyni nie miał szans będąc w tej pozycji. Nawaar po paru sekundach ciszy, gdyż spodziewał się ataku, zerwał się na równe nogi. Ciemnoskóry w nerwach zobaczył mężczyznę, człowieka jakich wielu, ale ten był inny widać było na pierwszy rzut oka, że na polowaniach to się zna i pewnie umie się skutecznie kamuflować, ponieważ mauren go w ni ząb nie dostrzegł. Być może pomocna dłoń lub ktoś, kto będzie chciał zgarnąć moje trofea. W każdym razie trzeba dać mu szanse i później się okaże, co robić. Przemyślał w głowie całą sytuację, nie spuszczając z łowcy wzroku. Ten w końcu przerwał ciszę. - Dziękuję, ale i tak miałem farta inaczej to ja bym tutaj leżał. Na początek zaczął miło. - Pan tędy przemierza czy czaił się na nią? Wskazał palcem na maciorę dzika.   

Patty:
- No można tak powiedzieć - odparł mężczyzna i wyciągnął rękę, zasłoniętą ciężką skórzaną rękawicą, podobną nieco do tych noszonych przez sokolników. I rzeczywiście wielkie ptaszystko wylądowało na ramieniu, wczepiając się zakrzywionymi szponami w rękawicę - Muhamad pomaga mi czasem w polowaniach i wypatrzył tę lochę właśnie, ale widzę żeś mnie uprzedził. No ale podpisana nie była, to i nie mam urazu - uśmiechnął się dziwnie, nieprzyjemnie nawet.

Nawaar:
Nawaar trafił w dziesiątkę, stwierdzając po co łowca ujawnił swoją obecność. Jednak na razie nie wykazał żadnych agresywnych ruchów w jego stronę poza wyciągniętą ręką, która była zasłonięta skórzaną rękawicą taką typowo do ochrony przed czymś ostrym. Wkrótce wydarzyło się coś niezwykłego, bo nagle z nieba poszybował sokół, lądując na skórzanej rękawicy. Syn pustyni takiego czegoś jeszcze nie widział i był nieco zdumiony. - Maureńskie imię nadajesz pan ptactwu? Zdumienie uleciało, ale za to pojawiła się ciekawość dotycząca sokoła. - Powiedz mi pan, gdzie można takie ptaszysko dostać? Pomogłoby to w polowaniach jak nie wiem, bo każdy wie, że z góry lepiej wszystko widać. Wyjaśnił czemu go to zainteresowało i sam się uśmiechnął trochę krzywo, ale serdecznie.   

Patty:
- To się widzę dobrze składa - myśliwy pogładził kruka po głowie, a ten zakrakał cicho, najwyraźniej dotyk sprawiał mu przyjemność - Bo ja właśnie jestem tu w tym celu. I na polowaniu, gdyby Ventepi sprzyjała. Dziś niestety widać kogo innego obdarzyła swoim błogosławieństwem, ale nic to, jutro też jest dzień. A w lesie jestem bo szukam nowych kruków. Teraz powinny już być pisklaki, zaniosę parę do kaplanek i będę miał nowych pomocników. A gdzie je znaleźć... Widzę że z ciebie dobry myśliwy, to zaproponuję ci układ. Twoje skory za pisklaki jakie znajdziemy. Co powiesz?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej